zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    przeczytałam jednego posta na FB i zainspirował mnie on trochę. bo tak, Mili Państwo, wszystko mnie k_wa, nudzi. telewizja mnie nudzi. kryminały mnie nudzą. znajoma, która od roku nadaje na swoje italiańca mnie nudzi. do porzygania. nawet, o zgrozo, robinie na drutach mnie nudzi ! ale generalnie ludzie nudzą mnie chyba najbardziej. nie wiem, to starość chyba. w każdym razie jedyne, co mnie ostatnio kręci, to prawo. zwłaszcza konstytucyjne.
    napijesz się wina ? sory, wolę poczytać o pionowym podziale władz w państwie
    obejrzymy film ? chętnie, jak tylko skończę ten rozdział o konstytucji
    może pójdziemy do kina ? innym razem, akurat mam państwo federalne na tapecie
    tak wiem, przejdzie mi. w końcu wszystko mija, prawda. ale oby doszło do tego jak najpóźniej

    ha

    Brak komentarzy

    czyli Kudłaty zapodaje.
    Urodziny Męża byli, prawda. W ramach przygotowań do tychże wykonaliśmy z Kudłatym ciasto na kruchym spodzie. Kruchy spód wykonaliśmy w poniedziałek, coby mógł sobie spokojnie poleżeć w zamrażarce. Wymieszaliśmy składniki pod nieobecność jubilata, wpakowałam ciasto do zamrażary, i ledwie uprzątnęłam ślady zbrodni, klucz zazgrzytał w zamku – Mąż wrócił z fabryki.
    Rzuciliśmy się do powitań z Kudłatym oraz okrzykiem „Papaaaa !!!”
    A gdy już wykonaliśmy cały powitalny rytuał (Całuski, buziaczki, „tu vas bien, mon cheri” i inne takie), Kudłaty spojrzał na mnie wzrokiem niepewnym i zapytał „pour le gateau… il faut pas le dire a papa ?” (a o cieście… mam tacie nie mówić ?)
    Oklaski proszę Państwa.
    Grunt to liczyć na dyskrecję czterolatka.

    dziś.
    przebiegłam dziesięć kilosów w run in lyon, bez żadnego przygotowania (ostatni raz biegłam na wiosnę)
    zjadłam royal czizburgera z makdonalda (ostatni raz jadłam coś z makdonalda w 2008r)
    dostałam od wykładowcy rozdział z jego ksiązki, która wyjdzie na wiosnę, cobym zię za bardzo nie przemęczała w poszukiwaniu źródeł do zbliżającej się prezentacji (ostatni raz, kiedy mi się zdarzyło coś podobnego – nigdy)
    świętowaliśmy 3 miesięcznicę ślubu (ostatni raz – patrz wyżej)
    moja siostra urodziła córę (ostatni raz – patrz wyżej)

    6 października 2013. dzień pamiętny.

    wydaliłam z siebie dysertację na temat, którego nie rozumiem, dialektem, z którym nawet w polskiej wersji językowej miałabym duży problem.
    jutro oddam ją tej młodej chudej zdzirze, która co prawda moją córką by nie mogła być (w przeciwieństwie do reszty wspólników w cierpieniu), ale za to wygląda tak, że powinno się jej krzywdę zrobić, i zobaczymy, co mi powie.

    tak, Szanowni Państwo. zaczęłam kolejne studia. jedni są serial killerami, ja jestem serial student.

    Miałam w głowie pomysł na jakąś świetną notkę w temacie Mauritiusa, ale poczytałam sobie moje teksty o Kostaryce, i zupełnie zapomniałam, o co mnie cho. Za to przekopiuję taką oto złotą myśl, która mi wczoraj po kolacji z naszymi ulubionymi sąsiadami (czytaj dużej ilości alkoholu), do głowy przyszłam, i którą to, w przerwie między wysyłaniem do Pru pijackiego smsa z wyrzutami o nieobecność a myciem zębów, miałam przytomność zanotować :
    Gdy zaczynałam pisać tego bloga, istaniał taki inny, co się nazywał „turnigthirty”.
    Nie czytałam, bo co będę staruchów czytać.
    Nie wiem, czy blog istnieje nadal – w końcu i tak bym go nie czytała. Bo co będę gówniarstwo czytać.

    Zatem stało się – od niemal tygodnia jestem kobietą zamężną !
    Nigdy nie byłam z tych, którzy wyobrażają sobie z detalami przebieg ich przyszłego ślubu : że sukienka to koniecznie taka i taka, mały kościółek w górach czy katedra w centrum miasta, impreza na zamku czy może też pośród pól, a może w wypasionej restauracji ?
    Nie, takich marzeń czy planów nigdy nie miałam.
    Może własnie dlatego to, co zorganizowaliśmy idealnie przypadło mi do gustu : merostwo 6 dzielnicy, niewielkie grono bardzo sympatycznych ludzi, których łączyło to, że NAPRAWDĘ nas lubią i NAPRAWDĘ chcieli tego dnia być z nami, taras party na naszym tarasie z jednym z najlepszych widoków w tym mieście.
    Było przyjacielsko. Było świetnie. Było rewelacyjnie. Było bez presji, przymusu i „bo tak wypada”.
    Chyba właśnie takiego ślubu chciałam.
    I powiem Wam bez tajemnicy : strasznie kocham mojego Męża.
    Chyba właśnie takiego chciałam.

    No dobra, już nie mam wkurwa na Kudłatego. Dzisiejszego wkurwa sponsoruje świadek. Który postanowił sobie, że przyjedzie do nas w sobotę rano.

    Rozumiecie, ślub o 10:30 (francuskie merostwo, nie pytajcie), wyjść z domu trzeba o 10:00, a on przyjeżdża pociągiem o 9:00. I w dodatku Nowy twierdzi, że – mimo, że facet był u nas z 5 razy – to sam z dworca nie trafi, więc trzeba po niego wyjść. (Nie chcę wiedzieć, co będzie, jeśli pociąg się spóźni. Jak sądzicie, można mieć JEDNEGO świadka ?)
    Ja mam z rana fryzjera, między 9 a 9:30 dociera catering, no i nie zapominajmy, że mamy na stanie jeszcze Kudłatego, którego też trzeba zagospodarować, bo w tym całym zamieszaniu może narobić zamieszania do kwadratu.

    Ja doprawdy nie wiem, jak sobie radzą ludzie, organizujący śluby na setki ludzi – ja przy 40 wymiękam.

    Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

    Wydarzenie wielkie się szykuje, Mili Państwo -  Kudłaty jedzie jutro na swoją pierwszą przedszkolną wycieczkę.
    Plecak gotowy, dziś trenowaliśmy piknik, emocje sięgają zenitu.
    Mój mały chłopczyk robi się coraz większy, echhh

    (zupełnie od czapy ten tytuł, ale lepszego nie mam)
    Kupiłam sobie szparagi, dwa pęczki. Teraz siedzę i patrzę na nie smętnym wzrokiem, albowiem
    1. nigdy jeszcze nie przyrządzałam szparagów, więc nawet nie wiem, jak to się robi
    2. nie wiem, czy Nowy szparagi lubi, a takiej ilości to SORY BARDZO ale ja nie pochłonę.
    Więc se siedzę, się patrzę i se dumam.

    Polska Babcia byli byli byli a następnie się zmyli .
    Było przyzwoicie, Kudłaty Babcię pokochał miłością wielką, mnie udało się nie zrobić jej krzywdy, więc generalnie kul.
    Z tym, że na koniec pobytu Babcia zafundowała nam mały dramacik ze szczyptą dreszczyku, albowiem w drodze z parku zgubiła Kudłatego.
    On sobie jechał na swojej draisienne, ona telepała się za nim, i w pewnym momencie fiu ! – i go nie było. Znaczy, konkretniej, on przejechał przez ulicę, bo było zielone światło, a jak do skrzyżowania dotarła ona, to światło było już czerwone, jechała samochodowa fala (wtorek po 18:00, godzina szczytu znaczy), i kiedy wreszcie udało się jej przez tę ulicę przedostać – to jego już na horyzoncie nie było.
    Ja nie wiem, czy ja się czepiam, gdy jej mówię – gdybyś była dla niego odrobinę mniej pobłażliwa, to w życiu by nie przejechał przez ulicę bez ciebie ? mnie jakoś takiego numeru nigdy nie wyciął. Albo – jakie samochody, trzylatek ci znika, a ty się boisz samochód zatrzymać ? Albo – tego już jej nie powiedziałam, ale myślę mocno – co ty, 80 lat masz i 100 kg nadwagi, że nie możesz nogami szybciej przebierać ?
    Znaleźliśmy go 400 metrów i 6 skrzyżowań dalej, dzięki refleksowi ludzi, którzy siedzieli na tarasie pobliskiego baru. Gdyby nie ulga, że odnalazł się relatywnie szybko, to natrzaskałabym i jednemu (matce, że nie dopilnowała), i drugiemu (Kudłatemu, że nie usłuchany i że nie poczekał).
    Generalnie plan wysyłania dziecka od czasu do czasu na wakacje do Babci odszedł w bliżej niesprecyzowaną daleką przyszłość.

    Poza tym kwestia ślubu jest, nie.
    Trochę mi z nią dziwnie, bo wygląda na to, że Nowy w jego organizację angażuje się o niebo bardziej, niż ja. To on szuka traiteur (takie coś jak catering), fotografa, to on naciskał na to, żebyśmy zamówili wreszcie zaproszenia czy poszli kupić obrączki.
    Ja ograniczyłam się do obrączek tych wyboru oraz kupna kiecki.
    Poza tym z imprezy na 20-30 osób nagle wyszło nam CO NAJMNIEJ 40 (zawsze jest nadzieja, że kilka osób nie dojedzie…) oraz z 12 dzieciorów. Może trzeba by im jakiego magika, co by im sztuczki pokazywał, załatwić…?
    Generalnie wygląda na to, że SIĘ WYROBIMY i na początku lipca będę mogła zmienić mój status na fejsbuku.
    Zobaczymy tylko, czy te 40 zmieści nam się na tarasie oraz czy pogoda łaskawie raczy współpracować…

     


    • RSS