Miałam w głowie pomysł na jakąś świetną notkę w temacie Mauritiusa, ale poczytałam sobie moje teksty o Kostaryce, i zupełnie zapomniałam, o co mnie cho. Za to przekopiuję taką oto złotą myśl, która mi wczoraj po kolacji z naszymi ulubionymi sąsiadami (czytaj dużej ilości alkoholu), do głowy przyszłam, i którą to, w przerwie między wysyłaniem do Pru pijackiego smsa z wyrzutami o nieobecność a myciem zębów, miałam przytomność zanotować :
Gdy zaczynałam pisać tego bloga, istaniał taki inny, co się nazywał „turnigthirty”.
Nie czytałam, bo co będę staruchów czytać.
Nie wiem, czy blog istnieje nadal – w końcu i tak bym go nie czytała. Bo co będę gówniarstwo czytać.