zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 7.2013

    Zatem stało się – od niemal tygodnia jestem kobietą zamężną !
    Nigdy nie byłam z tych, którzy wyobrażają sobie z detalami przebieg ich przyszłego ślubu : że sukienka to koniecznie taka i taka, mały kościółek w górach czy katedra w centrum miasta, impreza na zamku czy może też pośród pól, a może w wypasionej restauracji ?
    Nie, takich marzeń czy planów nigdy nie miałam.
    Może własnie dlatego to, co zorganizowaliśmy idealnie przypadło mi do gustu : merostwo 6 dzielnicy, niewielkie grono bardzo sympatycznych ludzi, których łączyło to, że NAPRAWDĘ nas lubią i NAPRAWDĘ chcieli tego dnia być z nami, taras party na naszym tarasie z jednym z najlepszych widoków w tym mieście.
    Było przyjacielsko. Było świetnie. Było rewelacyjnie. Było bez presji, przymusu i „bo tak wypada”.
    Chyba właśnie takiego ślubu chciałam.
    I powiem Wam bez tajemnicy : strasznie kocham mojego Męża.
    Chyba właśnie takiego chciałam.

    No dobra, już nie mam wkurwa na Kudłatego. Dzisiejszego wkurwa sponsoruje świadek. Który postanowił sobie, że przyjedzie do nas w sobotę rano.

    Rozumiecie, ślub o 10:30 (francuskie merostwo, nie pytajcie), wyjść z domu trzeba o 10:00, a on przyjeżdża pociągiem o 9:00. I w dodatku Nowy twierdzi, że – mimo, że facet był u nas z 5 razy – to sam z dworca nie trafi, więc trzeba po niego wyjść. (Nie chcę wiedzieć, co będzie, jeśli pociąg się spóźni. Jak sądzicie, można mieć JEDNEGO świadka ?)
    Ja mam z rana fryzjera, między 9 a 9:30 dociera catering, no i nie zapominajmy, że mamy na stanie jeszcze Kudłatego, którego też trzeba zagospodarować, bo w tym całym zamieszaniu może narobić zamieszania do kwadratu.

    Ja doprawdy nie wiem, jak sobie radzą ludzie, organizujący śluby na setki ludzi – ja przy 40 wymiękam.

    Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:


    • RSS