zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 5.2013

    (zupełnie od czapy ten tytuł, ale lepszego nie mam)
    Kupiłam sobie szparagi, dwa pęczki. Teraz siedzę i patrzę na nie smętnym wzrokiem, albowiem
    1. nigdy jeszcze nie przyrządzałam szparagów, więc nawet nie wiem, jak to się robi
    2. nie wiem, czy Nowy szparagi lubi, a takiej ilości to SORY BARDZO ale ja nie pochłonę.
    Więc se siedzę, się patrzę i se dumam.

    Polska Babcia byli byli byli a następnie się zmyli .
    Było przyzwoicie, Kudłaty Babcię pokochał miłością wielką, mnie udało się nie zrobić jej krzywdy, więc generalnie kul.
    Z tym, że na koniec pobytu Babcia zafundowała nam mały dramacik ze szczyptą dreszczyku, albowiem w drodze z parku zgubiła Kudłatego.
    On sobie jechał na swojej draisienne, ona telepała się za nim, i w pewnym momencie fiu ! – i go nie było. Znaczy, konkretniej, on przejechał przez ulicę, bo było zielone światło, a jak do skrzyżowania dotarła ona, to światło było już czerwone, jechała samochodowa fala (wtorek po 18:00, godzina szczytu znaczy), i kiedy wreszcie udało się jej przez tę ulicę przedostać – to jego już na horyzoncie nie było.
    Ja nie wiem, czy ja się czepiam, gdy jej mówię – gdybyś była dla niego odrobinę mniej pobłażliwa, to w życiu by nie przejechał przez ulicę bez ciebie ? mnie jakoś takiego numeru nigdy nie wyciął. Albo – jakie samochody, trzylatek ci znika, a ty się boisz samochód zatrzymać ? Albo – tego już jej nie powiedziałam, ale myślę mocno – co ty, 80 lat masz i 100 kg nadwagi, że nie możesz nogami szybciej przebierać ?
    Znaleźliśmy go 400 metrów i 6 skrzyżowań dalej, dzięki refleksowi ludzi, którzy siedzieli na tarasie pobliskiego baru. Gdyby nie ulga, że odnalazł się relatywnie szybko, to natrzaskałabym i jednemu (matce, że nie dopilnowała), i drugiemu (Kudłatemu, że nie usłuchany i że nie poczekał).
    Generalnie plan wysyłania dziecka od czasu do czasu na wakacje do Babci odszedł w bliżej niesprecyzowaną daleką przyszłość.

    Poza tym kwestia ślubu jest, nie.
    Trochę mi z nią dziwnie, bo wygląda na to, że Nowy w jego organizację angażuje się o niebo bardziej, niż ja. To on szuka traiteur (takie coś jak catering), fotografa, to on naciskał na to, żebyśmy zamówili wreszcie zaproszenia czy poszli kupić obrączki.
    Ja ograniczyłam się do obrączek tych wyboru oraz kupna kiecki.
    Poza tym z imprezy na 20-30 osób nagle wyszło nam CO NAJMNIEJ 40 (zawsze jest nadzieja, że kilka osób nie dojedzie…) oraz z 12 dzieciorów. Może trzeba by im jakiego magika, co by im sztuczki pokazywał, załatwić…?
    Generalnie wygląda na to, że SIĘ WYROBIMY i na początku lipca będę mogła zmienić mój status na fejsbuku.
    Zobaczymy tylko, czy te 40 zmieści nam się na tarasie oraz czy pogoda łaskawie raczy współpracować…

     

    Pomędzę sobie tutaj, bo doskonale wiem, że nic z tym nie zrobię na w reallife.
    Moje dziecko ma „przyjaciółkę”, sąsiadkę dwa piętra niżej, z którą w dodatku w jednej grupie w przedszkolu jest.
    W…. mnie ta gówniara niemożebnie. Normalnie szlag mnie trafia na sam jej widok.
    Jest wredna, złośliwa, upierdliwa i męcząca. Ale przy okazji jest niesamowicie inteligentna, ma świetną pamięć, i potrafi się przymilać.
    No i ma bardzo fajnych rodziców.
    Ale on ją uwielbia. Lubi z nią spędzać czas, mimo, że gówniara nim rządzi, zabiera zabawki i nie chce się dzielić swoimi. Oddałby jej swoją ostatnią ulubioną czekoladkę.
    I ona co rano, gdy tylko pojawiamy się w przedszkolu, pyta „czy mogę przyjść dzisiaj do ciebie po przedszkolu ?”, i mnie od razu trafia ciężka cholera, i mam ochotę jej powiedzieć „wiesz co, dziecko, odwal się”. Z drugiej strony wiem, że on ją uwielbia, i że jak się ją trochę ochrzani, to generalnie grzecznieje, i że potrafią się ładnie bawić razem, i że dzięki temu JA  nie muszę się bawić samochodami, ale to jest silniejsze ode mnie.
    Po prostu nie znoszę tego dziecka. Organicznie.

    Do tego jak już zaczęliśmy się z kwestiami ślubowymi ogarniać (sukienka zakupiona, traiteur prawie zorganizowany, zaproszenia zamówione), to Ktoto zarezerwowała sobie bilet do L. w datach od czapy, i nie wiem, doprawdy, NIE WIEM.

     


    • RSS