zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 9.2011

    ja się naprawdę nigdy niczego nie nauczę.
    tyle razy sobie mówiłam „jak WSZYSCY mówią, że książka jest świetna, to jej nie czytaj pod żadnym pozorem. a przynajmniej nie kupuj, kasy nie wydawaj !”
    no dobrze, byłam o tyle mądra, że poczekałam, aż wyjdzie w formacie kieszonkowym, i zamiast zabulić dwadzieścia parę eur, wydałam coś koło 7, ale doprawdy - to 7 z kawałkiem, to było o 8 za dużo.
    o czym mowa ?
    „Le mec de la tombe d’a cote” Katarina Mazetti. wbrew nazwisku – laska jest Szwedką. to też mnie zmyliło. miałam nadzieję, że zimny klimat wymrozi kicz z literatury. a poza tym – ja całkiem lubię niektóre kicze. w końcu pierwszy Larssen mi się podobał, nie ? no. to se takie nadzieje robiłam. a potem zaczęłam czytać.
    historia jest taka.
    laska, bibliotekarka i intelygętka, traci w wypadku męża, również inteligęta, ornitologa, ekologa i ogólnie bio-szurniętego. na rowerze się wziął chłopaczyna i zabił. od tamtej pory ona dzień w dzień chodzi na jego grób, i wysila się, żeby płakać – bo tak naprawdę, to jest na niego bardziej wściekła, niż cokolwiek innego.
    facet, prosty rolnik, rzucił szkołę w wieku 17 lat, kiedy umarł mu ojciec i musiał się zająć gospodarstwem. od tamtej pory pracuje na roli, ma 24 mleczne krowy plus cielęta, matka też mu zmarła, odwiedza grób rodziców, kiedy tylko może.
    no i sobie oto wyobraźcie historię : ona intelygętka i on prosty rolnik. się spotykają na tym smętarzu.
    no i oczywiście, najpierw się nienawidzą od pierwszego wejrzenia. po czym następuje oczywiście przełom, kwiprokwo i co tam chcecie, i – oczywiście – się w sobie „zakochują”.
    no ale przecież nie może być tak prosto. ona jest uduchowiona intelygętka, a on przyziemny rolnik, nie zapominajcie. ona go zabiera do opery – on zasypia. ona w domu ma minimalistyczne biele i beże, on bazar, plakaty i krzyżykowe wyszywanki mamusi na ścianach. ona się ubiera w ekologiczne bawełny, on w dresy ze straganu. itd. itp.
    no ale oczywiście – się zakochują.
    i tutaj – gejzer i dzika namiętność.
    jak ekolog w łóżku był mierny – tak dzięki rolnikowi lata po lamperiach. jak delikatny ekolog był pięknym elementem dekoracji mieszkania, tak muskularny rolnik wprawia jej jajniki w dziki taniec opętaniec samym tylko spojrzeniem.
    i cała książka w ten deseń. stereotyp na stereotypie stereotypem pogania.
    i ja to wszystko przeczytałam.
    na szczęście długie nie było.
    ale boli mnie na samo wspomnienie.

    11 września 2001, mniej więcej o tej właśnie porze, siedziałam z ex-prawowitym przy kolacji, oglądając niusy.
    nie powiem, żebym była wtedy amerykańskimi wydarzeniami jakoś specjalnie wstrząśnięta.
    w moim własnym życiu działo się wtedy wystarczająco dużo.
    widzicie… tego właśnie 11 września 2001 przy tych niusach i sałacie z krewetkami oznajmiałam mu, że uległam jego namowom, i że zamienię moje – wtedy jeszcze w budowie – dwa pokoje, 49 m2, na – również w budowie – ponad dwa razy więcej + taras.
    parę dni później oglądaliśmy plany i mieszkania.
    doskonale pamiętam, jak weszliśmy do nr 95 i nie spodobał nam się za bardzo salon. potem weszliśmy do 96 – tam salon było ok, ale nie było miejsca na zrobienie garderób, no i – taras wychodził na ulicę, ogrodzenie było szklane i między barierką a ścianą była zbyt duża przerwa. doskonale pamiętam, jak powiedział wtedy „nie, tamto mieszkanie jest lepsze, tutaj, popatrz, nasze dziecko mogłoby wypaść na ulicę”.
    wzięłam 95.
    dziesięć lat później nie mam już tamtego mieszkania na dwóch poziomach w moim ulubionym miejscu Warszawy.
    nie mam również exa, ani tym bardziej dziecka z nim.
    mam Nowego, który zamiast gadać wziął się do roboty ;) oraz regularnie rozkładającego mnie na łopatki, całkiem realnego i bynajmniej nie potencjalnego, Kudłatego, wielbiciela psów, kotów, ptaków, koni, baniek mydlanych, morza, kałuż, basenów, samolotów i jogurtów.
    a w ramach życiowo ważnych decyzji na dzień dzisiejszy postanowiliśmy – zamiast jechać w górki – połazić po Croix Rousse (wiecie, burzę z gradobiciem zapowiadali), a na kolację zjeść pizzę.
    i pewnie jestem banalna, ale powiem Wam, że jest mi z tym wyjątkowo dobrze.

    dziś urząd skarbowy.
    jak ta ostatnia idiotka zapragnęłam być uczciwa.

    czytajcie, Drogie Dzieci, i uczcie się.

    lekcja nr 1
    temat : uczciwość w kontaktach z US nie popłaca.
    wyjeżdżając z Pl postanowiłam wynająć moje mieszkanie.
    postanowiłam również – głupota nr 1 – zadeklarować wynajem tegoż w US. tak wiecie, na wszelki wypadek, ŻEBY NIE MIEĆ PROBLEMÓW, jakby co.
    głupota nr 2 : nieprzebaczelna naiwność.
    jeszcze ta głupota nr 1 by nie była taka straszna, gdyby nie to, że postanowiłam zadeklarować wynajem od dnia wynajęcia. czyli od 7 listopada 2010. to była głupota nr 3.
    głupotą nr 4 było wysłanie do urzędu NIPa 3 czy którego tam ze zmianą moich danych. że oto zadeklarowałam, że od tegoż 7 listopada jestem dumną mieszkanką miasta Lją w państwie Frąs.
    zadowolona z siebie słałam przelewy podatku od wynajmu mieszkania, miesiąc w miesiąc, PITy 28 oraz 28a, i dumna byłam ze swej obywatelskiej postawy jak ta lala.
    potem przyszedł czas złożenia PITa od dochodu.
    no dobrze. Pani Matka zrobili, co trzeba, PITa wyliczyli, zwrot z tytułu samotnej opieki nad dzieckiem wyliczyli również, papiór wysłali. zajęłam się oczekiwaniem. na zwrot.
    a ten – nie nadchodził i nie nadchodził.
    w końcu zebrałam się w sobie, i zadzwoniłam.
    miła (!) pani poinformowała mnie, że to dlatego, że wpisałam adres polski, a na koniec roku zadeklarowałam zamieszkiwanie we Francji, a w formularzu trzeba wpisać adres na koniec roku.
    zadzwoniłam do Pani Matki. sporządziła korektę. wysłała.
    zajęłam się oczekiwaniem. na zwrot.
    który nie nadchodził.
    w końcu zadzwoniłam, jakoś w zeszłym tygodniu.
    miły (!) pan poinformował mnie, że tak, otrzymali korektę, wszystko jest ok, mają trzy (!!!) miesiące na zwrot (normalnie miesiąc), daje mój zwrot pani naczelnik do podpisu.
    normalnie prawie się ucieszyłam.
    oraz zajęłam oczekiwaniem. na zwrot, no przecież.
    i wreszcie dziś – DZIŚ ! – otrzymałam !!!
    WEZWANIE Z US do złożenia dokumentów oraz wyjaśnień na piśmie.
    certyfikatu rezydencji podatkowej za 2010 (Polska ???) przetłumaczonego przez tłumacza przysięgłego, zaświadczenie o całkowitych dochodach za 2010 (wydane przez właściwy organ, oczywiście), informacji, czy wychowując samotnie dziecko jestem panną wdową rozwódką separatką, oraz czy moje dziecko otrzymywało zasiłek pielęgnacyjny lub też inne hocopałki oraz czy czasem nie uczy się w szkole wyższej.
    i to wszystko – w terminie 7 dni od otrzymania niniejszego pisma.
    a jeśli nie dostarczę, to nie mam prawa do rozliczenia z dzieckiem.

    normalnie stara i głupia. 12 lat płacę podatki i jeszcze się nie nauczyłam, że US trzeba obsługiwać od tyłu, bo jak z nimi próbujesz po dobroci, to oni cię od tyłu obsłużą.
    stara i głupia.
    stara i głupia.

    po namyśle : i przy okazji niedouczona ignorantka.


    • RSS