zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 11.2010

    po pierwszych trudnych chwilach w L (nie chciał jeść, kiepsko spał, strasznie marudził) Kudłaty idzie jak burza.
    nauczył się w końcu chodzić na czworakach (do tej pory poruszał się ruchem czołgającym, zresztą teraz też, jak chce się szybko przemieścić to bach z czworaków na brzucha i wiosłujemy), a wczoraj wreszcie – tadam – nauczył się sam chodzić przy chodziku, i pipczeć chodzikowym klaksonem.
    przechadza się teraz korytarzami, dumny i blady, klaksoniąc od czasu do czasu, w towarzyszeniu moich okrzyków „z drogi, śledzie, bo Kudłaty jedzie !” i zaśmiewa się do rozpuku


    a ja już kompletnie budynieję. czy już mówiłam, że mam najfajniejsze dziecko na świecie ?

    (a jaki był dumny, gdy wczoraj wieczorem prezentował swoją nowonabytą umiejętność Nowemu…!)

    pięć lat temu w listopadzie byłam w Meksyku.
    cztery lata temu – w dole.
    trzy lata temu – w Kostaryce.
    dwa lata temu – w Katowicach.
    rok temu – w pieluchach.
    w tym roku jestem w jednym z najukochańszych moich miast.
    i zamierzam tu pozostać na dłużej.
    zwłaszcza, gdy patrzę na ośnieżone szczyty Alp, któe widać z moich okien przy pięknej pogodzie
    albo gdy patrzę na czerwone dachy okolicznych kamienic – zalety mieszkania na ósmym piętrze w mieście L. : okoliczne budynki kończą sie na 6 piętrze
    albo gdy na niedzielne śniadanie jem ostrygi i popijam je chablis w lokalnych Halles

    no i w dodatku wczoraj wreszcie dostarczyli tę bibliotekę, co to ją Nowy sto lat temu zamówił.
    musieli ją na nogach wnieść na ósme, bo nawet rozłożona na dwie części nie mieściła się w windzie.
    z jedną z moich kanap było podobnie.
    musimy tu zostać, gdyż wziąwszy pod uwagę powyższe okoliczności, kolejnej przeprowadzki sobie po prostu NIE WYOBRAŻAM.


    • RSS