zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 4.2010

    na wielkanoc pojechalim do Scyzorykowa, swietowac i chrzcic mojej siostry stefana.
    (chrzest sie odbyl, wiekszych ofiar nie zanotowano)
    w ramach rozmow rodzinnych (bo takowe rowniez, niestety, obowiazkowo odbyc musialam), opowiedzialam matce mej wlasnej przebieg wizyty we francuskiej czesci rodziny Kudlatego (no bo przeciez nie mojej, nie).
    z wrodzona sobie szczeroscia oraz smiechem opowiedzialam rowniez, jak to dziecko ryknelo placzem, gdy francuska babcia wziela je na rece, i za diabla na tych rekach uspokoic sie nie chcialo. i skomentowalam, z rownie wrodzona zlosliwoscia, ze „Kudlaty nie lubi starych i brzydkich ludzi” kropka.
    Matka na to odparla, ze to w takim razie nie jest z nia tak zle, bo jak ona go bierze na rece, to on nie wyje. odrzeklam, ze no najwyrazniej zle nie jest.

    i w tym momencie, Szanowna Publicznosci, zanim przejdziecie do interpretacji mojomatkowej, poprosze Was o chwile refleksji i zastanowienia nad tym, co tez poeta, czyli ja, mogl podczas tej rozmowy miec na mysli.

    (tu jest miejsce na zastanowienie)

    no wiec wedlug matki mojej, polki, niezaprzeczalnie, w wyzej zacytowanej wymianie zdan chodzilo mi o to, zeby ona mi kase oddala. i tak, mnie rowniez wszystko opadlo. (i juz pomijam kwestie, ze pozyczylam jej te kase do oddania na swietego nigdy)

    bo widzicie, sprawa jest taka.
    Kudłaty, jaki jest, każdy widzi, prawda.
    oprócz tego, co każdy sobie zobaczyć może, Kudłaty charakteryzuje się tym, że posiada swój własny paszport – francuski – a w nim swoje imię, które bynajmniej nie jest polskie, oraz nazwisko, które nie jest moim nazwiskiem.
    i widzicie, sytuacja wygląda tak, że parę razy już ten Kudłaty wsiadł w samolot. no tak z sześć. i owszem, cztery razy leciał ze mną i swoim ojcem, z którym ma takie samo nazwisko, ale te dwa pozostałe leciał li i jedynie ze mną. a ja i paszport polski na stanie zaposiadam, i nazwisko polskie typowo… no, imię mogłoby być francuskie, gdyby to „a” na końcu na „e” zamienić. ale na razie jest „a” i za diabła nie chce być nic innego.
    i nawet podobny do mnie nie jest.
    i wiecie, że ani razu, ANI RAZU podkreślam, nie zapytano mnie „a pani to kim pani jest dla tego dziecka ?”
    ANI RAZU.
    i tak mi wychodzi, po pewnej refleksji, że mogłabym sobie podiwanić cudze dziecko – albo towarzyszka [ktoto] czy też [perdo], co moje dziecko wielbią (na odległość) mogłyby mi porwać Kudłatego wraz z paszportem jego, i wywieźć w siną dal. i szukaj wiatru w polu.
    no źle myślę ?

    to Wam powim,
    ale koleżanka [Pru] to z powołania jest blondynką

    pamiętacie [tego niusa] ? że niby Carla B. i Sarko się rozwodzić będą ? był pewien szum medialny wokół tej plotki równo miesiąc temu. w świecie, lecz – oczywiście – nie we Francji. we Francji są wolne media, przecież.
    we Francji tylko jedna gazeta pozwoliła sobie na zalinkowanie tej informacji u siebie, [le Journal du Dimanche]. ZALINKOWANIE.
    Carla oczywiście zdemontowała plotkę na drugi dzień, dementi było słyszalne wszędzie – z wyjątkiem Francji. wolne media, wiecie.
    w końcu jednak ktoś ją o to zapytał, a zwłaszcza o inną plotkę, która poszła, a mianowicie, że w sprawie plotki pierwszej przeprowadzone zostało w pałacu policyjne śledztwo.
    ŚLEDZTWO, wiecie. w sprawie PLOTKI, prawda.
    słodkim głosem Carla oczywiście zaprzeczyła tej informacji : ”nie będziemy przecież robić śledztwa za każdym razem, jak pojawi się na nasz temat jakaś brzydka plotka !„. no ma babka rację, bez przesady w końcu, nie ? problem w tym, że równocześnie inne źródło informowało, że takie śledztwo miało miejsce.
    rozumiecie. ŚLEDZTWO. POLICYJNE. w sprawie PLOTKI.
    efekty ŚLEDZTWA w sprawie PLOTKI były żadne, a przynajmniej żadne nadające się do zakomunikowania szerszej publiczności. pojawiło się natomiast podejrzenie, że plotkę mogła rozsiewać Rachida Dati.
    podejrzenie to wzięło się prawdopodobnie stąd, że ponoć Rachida i Niki nieźle się rozumieją, i ponoć Rachida sobie jakieś nadzieje swego czasu robiła (podobno kiedyś Carla ją oprowadzała po pałacu prezydenckim z komentarzem „wiem, że ty miałaś nadzieję się tu wprowadzić„).
    efekt ? z dnia na dzień odebrano jej służbowy samochód, komórkę i ochronę.
    a dziennikarze z le Journal du Dimanche, odpowiedzialni za publikację… zostali zwolnieni.

    wolne media…

    wróciliśmy z wakacji, planujemy wakacje.
    po moim Alfonso XIII (Nowy powiedział „takiej snobce, jak ty, to tylko ten hotel podpasuje”. bądźmy szczerzy – NIE MYLIŁ SIĘ) przyszedł czas na realizację marzeń Nowego – Raffles. bo tam w barze Hemingway się uchlewał i tygrysa tam utłukli też. w tym samym barze. ponoć. no więc.
    niestety wraz z wejściem w posiadanie Kudłatego weszliśmy do grona zadżumionych i w rafelsie nas nie chcą. no, chyba, że zostawimy go na chodniku przed hotelem (i zanim porządnie wejdziemy do hotelu zwinie nas policja za zaśmiecanie przestrzeni publicznej)
    no cóż. rafels odpadł, pomysł pozostał. wygląda na to, że na jesieni wracam do Azji, tym razem w powiększonym składzie. zahaczymy i o Malezję.
    (a mówiłam Wam, że jak dwa lata temu byłam w Malezji, to Nowy też tam był ? w tym samym czasie i co najmniej jednym miejscu. a byłoby w dwóch, gdyby się ex-p nie rozchorował i pojechalibyśmy na Perenthians)

    pan Paweł zamontował mi okap.
    tak go zamontował, że jak się go włączy, to kuchenka nie działa.
    normalnie miszcz świata.

    powinnam napisać słów kilka o Sewilli, o Nowym, o Kudłatym i naszej pierwszej prawdziwej podróży we trójkę.
    o tym, jak zeszliśmy ją wzdłuż i wszerz, a młody nawet się nie zająknął, jak bardzo znowu uległam jej urokowi, i jak bardzo chcę tam wrócić po raz kolejny.
    i koniecznie o hotelu, o tym hotelu, który zarezerwowałam z przekory, a okazał się strzałem w dziesiątkę – wybudowany na światową wystawę w 1929, do tej pory jest oszałamiająco piękny i luksusowy, cały wyłożony przepysznymi azulejos. chodziliśmy po nim w nieustającym zachwycie.
    o przygotowaniach do Wielkiego Tygodnia (następnym razem muszę tam pojechać właśnie wtedy, zdjęcia wyglądały niesamowicie)
    i jeszcze o drzewkach pomarańczowych. o setkach, tysiącach pomarańczowych drzewek, które wtedy właśnie kwitły otulając miasto nieziemskim zapachem.

    stało się, Kudłaty ma 5 miesięcy.
    masarka. MÓJ SYN ma pięć miesięcy.
    MÓJ
    SYN

    w związku z tym taki wspominek z centrum handlowego
    stara prukwa w seledynowym płaszczu i moherowym kapelusiku. normalnie łaziła za nami. w końcu
    - mogę zajrzeć ?” (do wózka, w sensie) zapytała
    „- a proszę” odrzekłam z pewną taką odrazą
    „- co to, dziewczynka ?
    - chłopak
    - ile ma, miesiąc ?
    - cztery
    - nie szkoda wam tak takiego małego do supermarketu ciągać ?
    - a co, mamy go samego w domu zostawić ?”

    ciotka dobra rada, mać

    ale wróćmy do piątego miesiąca.
    w tym czasie Kudłaty zaliczył trzy kraje, cztery miasta i pięć lotów samolotem
    (szósty – pierwszego dnia szóstego miesiaca)
    prawie nauczył się siadać
    całkowicie nauczył się pchać fioletową małpę do buzi, awanturować się, kiedy się go kładzie na płask, podczas gdy on ma ochotę siedzieć (czyli teraz niemal już zawsze), czarować znajomych (do nieznajomych się nie uśmiecha) i pluć marchewką.
    waży niemal trzy razy więcej, niż po urodzeniu, jest o jedną trzecią dłuższy i ma jeszcze dłuższe włosy. normalnie kucyki można mu robić.

    (Sewilla, hotelowa winda, jesteśmy my we trójkę – Kudłaty odziany w body „Superman in training” + dwójka Francuzów
    „- to chyba dziewczynka
    - chłopak !!!
    - och, przepraszam, ale to wcale nie jest takie oczywiste !”
    jasne, na pewno nie, ale Hiszpanie jakoś nie mieli z tym problemu.)

    nie zmieniło się jedno – to naprawdę idealne dziecko, najgrzeczniejsze pod słońcem. nie wspominając o tym, że oczywiście najpiękniejsze.
    ale tak, doskonale wiem, że kiedyś wyrosną mu włosy pod pachami i na jajkach i powie mi „ja się na ten świat nie prosiłem, nienawidzę cię”, a jak Nowy będzie po niego podjeżdżał na motorze do szkoły, to poprosi go, by nie zdejmował kasku.

    Casa de Pilatos – szkoda, że nie będzie tego pamiętał


    • RSS