zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 3.2010

    rok

    7 komentarzy

    rok. w sobote minal rok od jednej z najtrudniejszych rozmow w moim zyciu.
    kiedy to ostatecznie powiedzialam ex-prawowitemu nie.
    nie, nie wyjde za Ciebie za maz i nie, nie bede z Toba wychowywac Jego dziecka.
    tak, przyznaje, nie zachowalam sie najeleganciej na swiecie robiac sobie dziecko z innym, ale powiedzmy, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny i odpuscmy sobie wchodzenie w szczegoly.
    przez caly ten rok nie zalowalam mej decyzji ani przez chwile.
    a teraz, kiedy widze, jak Nowy kocha Kudlatego, jak sie nim zajmuje i na niego chucha i dmucha , i jak Kudlaty go wielbi i kokietuje, i czaruje, i sie do niego smieje, czasami  tak, ze az jestem zazdrosna, to wiem, ze to byla najlepsza decyzja mojego zycia.
    (mimo, ze zycie na odleglosc jest do luftu a poszukiwania pracy bez zmieniania firmy ida jak po grudzie. a taki kolos niby, mac)
    a w rocznice ex-prawowity przyslal mi rocznicowe zyczenia

    Nuestra Senora de la Esperanza na nadzieje

    postanowiłam, że najwyższa pora, by Kudłaty regularnie przesypiał całe noce.
    bo w końcu ma już cztery miechy, zdarzały mu się incydenty spania 7,5 godz jednym cięgiem, w dodatku ałtorytety gadajom, że gówniarstwo powinno ustawić się na całonocne spanie w okolicach trzeciego miesiąca, więc.
    pan dochtór potwierdził metodę zaproponowaną przez znajomego Nowego – do mleka dodawać trochę farine diastasee (i zaszczelcie mnie, nie wiem, jak to się na polski tłumaczy, nie wiem nawet, co to znaczy. wiem, że jest i MA DZIAŁAĆ)
    dodałam raz, Kudłaty zamiast o 2 nad ranem obudził się o 3. zawsze jakiś postęp.
    następnym razem dodałam trochę więcej, efekt niestety był podobny – 3 nad ranem.
    trzeci raz miał być wczoraj.
    Kudłaty miał ogólnie jakiś kiepski dzień, trochę zaczął wyć po południu. złożyłam to na karb przedwczorajszej szczepionki (szczepionki to ogólnie masakra i samo zuo, zupełnie nie rozumiem, czemu jeszcze nie wymyślono takich, które by się podawało bezboleśnie, naprawdę)
    ale wykąpałam go, uspokoił się
    przygotowałam z pomocą zupomatki żarcie z dodatkiem tej blediny, usadziliśmy się do karmienia.
    zrobiłam nastrój (przyciemnione światła, zamknięte drzwi, pełna intymność), usiadłam wygodnie, spojrzałam Kudłatemu miłośnie w ślipia, zaaplikowałam butlę
    pociągnął parę razy, życie było piękne i ciche
    przez co najmniej dwie minuty !
    po czym niestety rozległ się MEGA WRZASK
    i nic nie działa
    tulenie, noszenie na rękach, aplikowanie smoka czy butelki – na nic.
    Kudłaty płacze i ryczy, ryczy i płacze
    miałam wrażenie, że eksploduje mi czaszka.
    i boże, jak totalnie bezradnie się czułam ! koszmarne uczucie.
    a młody ryczy i płacze, płacze i ryczy
    i ja też jestem bliska tego stanu.
    zupomatce w końcu udało się go uśpić
    pospał – przysięgam – co najmniej dwie minuty !
    i znowu wrzask
    i oczywiście nic nie działa, smokiem pluje, butelką takoż
    w akcie ostateczniej desperacji zaaplikowałam mu dowgębnie dyspenser ze świeżym żarciem

    i zapadła błoga cisza…

    gówniarz przez cały ten czas BYŁ GŁODNY !!!
    tylko silikonu nie lubi
    KONESER, cholera ;)))

    nie ma to jak podróżować air francą, mówię Wam.
    w drodze do Paryża mieliśmy drobne 2 godziny opóźnienia, w drodze z – jeden dzień.
    gdyż albowiem bo na strajk kontrolerów lotniczych (który przeszedł dość lajtowo, w sumie), nałożył się – o wiele mniej nagłośniony, a o wiele bardziej wpieniający – strajk pilotów.
    i tak oto, staliśmy w piątek pod drzwiami wyjścia nr 23, ze śpiącym Kudłatym w ramionach, wqrvieni jakstopińdziesiąt, bo air franca kazała nam wózek nadać na bagaż (no dobrze, ja byłam wkurwiona, Nowy transcendował), autobus, co miał nas zawieźć do samolotu gotowy do startu stał również, gdy WTEM ! pilot oznajmił, że on nie leci, albowiem on STRAJKUJE.
    dwie laski się popłakały, jeden facet zrobił awanturę na piętnaście fajerek, jedna babka filozoficznie westchła – a ja bilet na koncert w Warszawie na jutro sobie kupiłam. DWA LATA TEMU go sobie kupiłam…

    ja natomiast cieszyłam się, że powiedzieli nam to jeszcze przed wejściem do samolotu (bo półtora roku temu Nowemu jakiś luj zastrajkował, jak już był na pokładzie, już witał się z gąską… znaczy ten, ze mną), bo doprawdy. oki bym wydłubała bydlęciu, a sądziliby mnie jak za człowieka.

    jednocześnie non stop intensywnie zastanawiam się, po jakie licho ja chcę się tam przenieść ?
    banki funkcjonują jak w średniowieczu, sklepy otwarte do 19, i nie daj panie boże w niedzielę, miejsca w kinach nienumerowane i za ch nie można ich sobie zarezerwować z wyprzedzeniem, wieczne strajki, i nawet truskawa nie chce tam kosmetyków dostarczać.
    ja go naprawdę muszę kochać, tego Nowego


    • RSS