zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 2.2010

    zaczelo sie od Meksyku
    potem byly na tapecie Malediwy, Seszele, Kenia, Maroko, Fuerteventura, Sycylia
    skonczylo sie na Sewilli
    wygral budyn i obawa – a jak zachoruje, to jak my sie na tych maledizach do lekarza dostaniemy, jak tam jedna lodka dziennie podplywa ???
    za 3 tyg we troje wsiadamy w samolot i lecimy na tydzien nad Guadalkiwirem
    na

    (trzeba sobie bedzie Pereza Reverte odswiezyc ;) )

    namowila mnie towarzyszka Prunnella, to se wzielam i kupilam, a dzisiaj nawet se wzielam, i zaczelam czytac, ksiazke taka.
    daleko jeszcz nie zaszlam, ale juz sie zakrztusilam – otoz na str. 65 – 66 autorka jedzie takim tekstem :
    ogromne indywidualne roznice pomiedzy ludzkimi matkami sprawiaja, ze jestesmy o wiele bardziej nieprzewidywalne niz samice szczurow. jednak wydaje sie, ze z reszta swiata zwierzat laczy nas jedno – glebokie poczucie wiezi, ktore sprawia, ze automatycznie zmierzamy w strone obiektywnie irytujacego dzwieku, jakim jest placz naszego dziecka, zamiast rzucic sie do ucieczki. pod tym wzgledem zachowanie kobiet zmienia sie niekiedy rownie diametralnie jak zachowanie mlodych szczurzyc, ktore zanim same urodza mlode, podchodza do nich z lekiem, traktuja je tak, jakby smierdzialy, a czasem wrecz usiluja zakopac w ziemi.
    no normalnie, jakby mnie ktos podejrzal w akcji !

    a tak poza tym, to ta ksiazka powinna byc lektura obowiazkowa pracodawcow polskich, bo mnie tam do osobistego poznania wiele nie wniosla – nie uwazam, ze mam budyn zamiast mozgu – po prostu zlewam pewne sprawy, ktore dawniej mnie interesowaly. prioryteta mnie sie poprzestawiali, prawda. nie uwazam, ze jestem bardziej nieuwazna – niektorych pierdol nie chce mi sie sluchac, i bylo tak i przed ciaza. nie uwazam, za latwiej zapominam, „bo hormony” – jesli zapominam, to dlatego, ze dana wiedza wydaje mi sie zbedna, i pamiec nadal mam lepsza, niz taki Nowy na przyklad, o ex-prawowitym nie wspominajac.
    natomiast rzeczywiscie i ciaza i macierzynstwo zaskakujaco wiele mnie nauczyly, i wiele mi daly.
    zdecydowanie sie uspokoilam, na ten przyklad. wiele sytuacji, ktore wczesniej wywolwaly u mnie wysuniecie sie zebow jadowych zaczelo mnie po prostu bawic – jakbym nagle dostrzegla, co ludzmi powoduje w takich, czy innych okolicznosciach. na wiele spraw polozylam lache. zrozumialam, ze ja NAPRAWDE niczego nie musze. wyluzowalam.
    a przy okazji odkrylam uczucia, o ktorych istnieniu w tak skondensowanym stanie nie mialam zielonego pojecia.
    i jesli zbudynieniem mozna nazwac milosc absolutna i oszalamiajaca czulosc do swojego dziecka i jego ojca oraz bezmiar cierpliwosci, o ktora sie nigdy nie podejrzewalam, to tak – call me pudding.

    (badziewny tytul, wiem, to ten budyn)
    Kudlaty powoli odkrywa swoje czlonki.
    na razie w pelni swiadomy jest swojej prawej reki, przyglada sie jej z uwaga, po czym z rozmachem pakuje do buzi.
    znaczy ten, powiedzmy, ze CZYNI PROBY, nie zawsze zwienczone powodzeniem, postawcie przeczenie we wlasciwym miejscu.
    ___
    wpatruje sie z uwaga w swoja piastke, lekki rozmach i plask – piastka laduje na czole. jeszcze tylko w glebokim skupieniu i w akompaniamencie zadowolonego posapywania przesunac rozcapierzone palce po nosie przez oczy w dol, i mozna uznac, ze osiagnelismy sukces.
    co zabawne, lewej reki nie widzi, ale do gemby pakuje z o wiele wieksza celnoscia.
    ___
    poniewaz czyni rowniez proby siadania, nagle zauwazyl rowniez odnoza dolne. jeszcz nie wpadl na to, co mozna z nimi zrobic – wiem, ze to tylko kwestia czasu.

    pozostajac w tematyce odkryc.
    odkrylam mianowicie (tym razem ja), ze nie jestem tolerancyjna.
    nie mam tolerancji dla ludzkiej glupoty, zwlaszcza, gdy przyczynia sie ona do histerycznych spazmow mojego syna (dzizas, po niemal czterech miesiacach nadal ze zdziwieniem przygladam sie temu slowu, gdy wychodzi z mojej klawiatury czy ust) (i tak, jestem wojujaca matka polka, malo co robie w koncu na pol gwizdka)
    i kiedy ktos bierze go na rece, a on uderza ze strachu w szloch (co ja poradze, najwyrazniej nie lubi starych i brzydkich ludzi, w tym wieku trudno o polityczna poprawnosc), to sory, ale jestem gotowa moim spilowanym pazurem wydrapac oko.
    a jeszcze, gdy ten ktos sciska go kurczowo w ramionach pokrzykujac skrzekliwie och, boisz sie mnie kochanie ?! (qrva, NIE WIDAC ???) oraz no ale daj mi go jeszcze potrzymac ! kiedy nerwowo usiluje moje nieziemsko spokojne zazwyczaj, a teraz zanoszace sie placzem ze strachu, dziecko  odebrac oprawcy, to wtedy, ooooo, wteeeeedy…
    wtedy w myslach zakladam sobie na twarz kaganiec Hannibala Lectera, bo QRVA PRZYSIEGAM, ze przegryzlabym tchawice bez wahania

    glupota ludzka nie ma wieku, a ja coraz bardziej doceniam „dzisiejsza mlodziez”

    chcialam tylko powiedziec, ze dolecielim.
    ale stresa mialam, zejapiorkuje. ostatni raz sie chyba tak stresowalam w 2002, jak powiedzialam Jerome, ze jasne, je ja polece sama z St Hillaire, ze jaki tandem, i ze w ogole ococho, po czym on pojechal sobie, a ja podeszlam na skraj tego, skad mialam zlatywac ze szmata przy dupie, i zobaczylam 800 skalistych metrow polozonych pod katem 90° w stosunku do podloza.
    na 24 godziny przed dniem D spakowalam walizkie – zupelnie jak nie ja – i zajelam sie nerwowym oczekiwaniem przegryzanym pazurami.
    a Kudlaty normalnie zachowywal sie tak, jakby nie wiedzial, co tu sie kroi.
    w dniu D na dobry poczatek okazalo sie, ze mamy minimum poltorej godziny opoznienia – bo samolot z Paryza z opoznieniem wylecial, nie ma to jak dobrze sie wytlumaczyc, mac – ktore zgrabnie sie przeksztalcilo w opoznienia godziny dwie.
    nastepnie zagralam bezczelna blondyne i wlazlam na poklad z fotelikiem samochodowym, i na ubolewajaca zaniepokojona niesmiale usmiechnieta minke udalo mi sie je zachowac - dzieki czemu Kudlaty mial swoje wlasne miejsce w samolocie, i nie bylo to miejsce na moich kolanach, ha !
    w Paryzu oczywiscie zamiast nas podstawic pod rekaw, podsuneli nam schodki, bynajmniej nie ruchome, dzieki bogu jeden pan z obslugi sie zmilowal i zniosl mi po nich to moje 7 kg szczescia + fotelik, bo w moim wykonaniu mogloby to byc problematyczne.
    jeszcze tylko pol godziny oczekiwania na podwozie, ktore mialo na mnie czekac przed samolotem, a wsadzilii je oczywiscie na tasme bagazowa, bo jakze by inaczej, i juz moglismy wpadac w ramiona stesknionego Nowego.
    a Kudlaty oczywiscie byl przez cala podroz idealny.

    (poza tym mialam juz dwa spotkania o prace, i przynajmniej jedno z nich wydaje sie perspektywiczne. jak sie okazuje, moim dodatkowym atutem jest narodowosc – Francuzy chca pokazac, ze nie sa rasistami, ha ha. w kazdym razie – czymajcie kciuki za mnie, nie)

    jutro znowu w drogę. inicjuję Kudłatego samolotowo, i nie kryję mam stresa.
    i w dodatku ta walizka. no wiecie co ? JAK ja mam się z nim spakować w jedną walizkę ???
    przecież to NIELUDZKIE !
    siedzę i kombinuję, którego body nie muszę zabierać, oraz które buty czy tusz do rzęs mogę sobie odpuścić.
    a gdzie miejsce na strawę duchową ???
    no dobra, żartowałam, przecież wszyscy wiedzą, że budynie nie czytają.
    w każdym razie składam, pakuję, upycham kolanem.
    herbatkę zieloną – w paryżewie przecież na pewno nie mają – herbatkę na laktację, herbatkę na gazy, trzy białe koszule, butelkę 260 ml, aligancki żakiecik, laktator, kozaki od prady, ze dwie pieluchy tetrowe, lakierki, wkładki laktacyjne do biustonosza
    rozmiar przedsięwzięcia trochę mnie przerasta
    ale przecież damy radę, nie ? zawsze dawaliśmy

    a dokładnie za tydzień urodziny koleżanki lumpiatej.
    i rocznica produkcji Kudłatego.

    jak być może Szanowni Państwo pamiętają, miałam kiedyś bardzo ciekawego narzeczonego, który wycyckał mnie na ładnych parę tysi. a dla tych, co nie pamiętają – szczegóły w tej linie. taka byłam miła, że nawet hasło na archiwum zdjęłam, a co.
    od tamtej pory poczyniliśmy pewne postępy, albowiem z końcem tegoż 2007 roku, a dokładniej 17 grudnia, podpisaliśmy umowę, w której to szanowny pan ex zobowiązywał się do oddania mi kasy do końca 2009 roku. z procentami na poziomie 5% (chwila słabości) rocznie.
    jako zabezpieczenie pożyczki wpisałam weksel in blanco (którego niestety nie mam) wraz z deklaracją wekslową (którą mam).
    w umowie zawarłam również taki ładny punkcik, brzmiący jak leci : „w przypadku powstania zaleglości w spłacie kwoty głównej Pożyczki, odsetek, lub innych kwot należnych Pożyczkodawcy na podstawie niniejszej Umowy, Pożyczkobiorca zostanie wezwany do niezwłocznego uregulowania zaległości w terminie nieprzekraczającym 7 dni od daty otrzymania wezwania.”
    jak się spodziewacie, przez te dwa lata żadne pieniądze na moje konto nie wpłynęły. ani jedna pieprzona złotowka.
    skończył się już nie tylko cały 2009, ale i styczeń 2010, szanowny ex ignoruje moje majle, a ja – z wrodzoną sobie przyjemnością – obiecałam mu, że jeśli będzie trzeba, to będę upierdliwa, gdyż nie prowadzę działalności charytatywnej.
    (w każdym razie nie na jego rzecz, nie)

    sprawa zatem przedstawia się następująco – oczywiście wyślę mu liścik miłosny z wezwaniem do spłaty pożyczki.
    efektów spodziewam się żadnych, ale nie zamierzam odpuszczać. w końcu 10 tysia piechotą nie chodzi, do cholery.
    i przecież nie mogę łamać danego mu słowa – muszę być upierdliwa !
    co mogę, drogi blogu ?


    • RSS