zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 11.2009

    jest druga nad ranem, Kudłaty wyje od dwóch godzin, oczywiście nie wiem, o co mu chodzi ani jak go uspokoić.
    do pokoju wchodzi M „a czemu dzidziuś tak płacze ???”

    nosz kuuuuu, jakbym wiedziała, to bym zrobiła tak, żeby nie płakał, nie ?
    (wiem, powinnam była powiedzieć – sama go zapytaj, może Tobie powie, bo mnie nie chciał – ale zabrakło refleksu)

    ***

    6 komentarzy

    jak oddycha charcząco, to nie mogę spać, bo się martwię, że chory (mimo, że ni gorączki, ni ryków).
    jak oddycha cichutko, to nie mogę spać, bo się zastanawiam, czy oddycha.
    dogódź tu, człowieku.

    najbardziej ironiczne jest chyba to, że dziś dostaliśmy albumy z naszą sesja ciążową.

    dni upływają w półsennej malignie, Kudłaty, mimo, że dziecko idealne, budzi się w środku nocy i domaga żywności. której to ja, w szczodrości swojej, jestem szafarką. do tej nocy miałam przynajmniej pomoc Nowego, ale szczęśliwa czwórka dobiegła końca, i teraz będę se radzić sama.
    a na dobicie jutro przyjedzie mamusia. żeby niby pomagać. już się boję.

    ale już wolę ją, niż koleżankę Dobra Rada, która zaposiada roczne dziecko i w związku z tym czuje się w obowiązku dzielić się ze mną swoim wtajemniczeniem. przyjęłam na klatę sugestię, że Kudłaty na pewno ma skazę białkową – bo jej dziecko miało, i w związku z tym ona jadła ziemniaki marchewkę i ryż, i że JA TEŻ TAK POWINNAM. że dziecko na spacer trzeba ubierać tak i siak. że od laktatora ma się nadprodukcję. że wiele innych mądrych rzeczy tylko dla wtajemniczonych. niestety, przerosło mię nakazywanie mi, z którego cycka mam mego pasożyta karmić. od wybuchu uratował mnie Nowy, który był na tyle miły, że wtedy właśnie wrócił.
    na zakończenie koleżanka Dobra Rada zaznaczyła „jakby co, to dzwoń koniecznie. bo tak nic nie dzwonisz, jakbyś wszystko wiedziała !!!” no doprawdy.

    poza tym naprawdę nie mam nic ciekawego do powiedzenia.
    no bo co ? że Kudłaty jest słodki do schrupania, choć w nocy często budzi we mnie mordercze instynkta ?
    że dziwnie oddycha, i nie wiem, czy jest chory, czy tylko powietrze w domu za suche, a koleżanka pani dochtór łażenie po lekarzach odradza, bo wszędzie lata świńska grypa ?
    że wyrasta z kolejnych śpiochów i robią mu się wałeczki, a na buźce to już w ogóle taka kluska z niego, że oj ?
    że tydzień temu zgubił pępek ?
    że lubi się kąpać ale nie lubi tych chwil tuż po kąpieli ?
    że Nowy jest najlepszym z ojców (i mam nadzieję, że tak pozostanie) i w ogóle bezczelnie zachowuje się jak facet mojego życia ?
    jakoś tak nie chce mi się.
    natomiast jako zupa Dobra Rada (koleżanka może, to i ja mogę, co), to powiem tym, co się szykują do rodzenia, że jeśli wahają się nad zapłaceniem sobie za pokój indywidualny w szpitalu (tak, kosztuje to tyle, co doba w Mariotcie, przyznaję), to – niech się nie wahają. warto. oczywiście, o ile jest tam miejsce do spania dla osoby towarzyszącej i wyżywienie dla niej jest wliczone w cenę (tak przynajmniej jest w szpitalu na Żelaznej). nie wyobrażam sobie tych kilku dni – a zwłaszcza nocy – w samotności, albo w sali dzielonej z kilkoma innymi laskami. zwłaszcza, gdy musieliśmy budzić Kudłatego co trzy godziny i zmuszać do jedzenia. a ja tutaj – wiecie – żółwik po cesarce, zgięta w pół i ogólnie zbolała… na rzęsach bym chodziła.

    a teraz może lepiej pójdę spać, zanim ten kudłaty potwór się obudzi i znowu zażąda swojej dawki.

    właściwie, to jeszcze nie wróciłam. ale ta podróż się tak super zaczęła, że naprawdę muszę się pochwalić kilkoma obrazkami

    siedzimy z Nowym i budyniejemy :)


    • RSS