zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 10.2009

    ale wygląda na to, że się wyrobiłam.
    wyremontowałam kuchnię, odmalowałam szczylopokój, poczyniłam niezbędne zakupy.
    zaraz sie spakuję, i dziś po południu ruszamy z Nowym w podróż życia.
    odezwę się, jak wrócę.

    natrafiłam kiedyś na taki głupawy film w telewizji. z tym takim aktorem, co całkiem jest znany, ale ja oczywiście nie pamiętam jego nazwiska (nie Edziu Norton, nie Brad Pitt, nie George Clooney, nie Keanu Reeves, to nie kojarzę, nie) i z Elizabeth Hurley bodajże.
    on grał niedorobionego, co się zakochał w najlepszej lasce z biura, która w ogóle na niego nie zwracała uwagi, ona – szatana, któremu zaprzedał duszę, żeby ta laska uwagę zwróciła.
    takiego seksi szatana, rozumiecie. bo niby dlaczcego szatan ma mieć rogi i kopyta, jak może się ubrać w czerwony lateksik, nie ?
    w każdym razie ten szatan powiedział mu, że ma siedem życzeń. i że te siedem życzeń może wykorzystać na zwrócenie na siebie uwagi tej laski. facet se pomyślał – banał.
    jego pierwszym życzeniem było, żeby mieć pełno kasy i być najpotężniejszym facetem na świecie, i żeby laska była jego żoną.
    i bah – szatan spełnił jego życzenie : zrobił go narkotykowym bossem kolumbijskiego gangu. problem : mafia rosyjska, co nagle przyjechała i chciała przejąć jego interesy, a jego… no… ten… do gruntu, a laska owszem – była jego żoną, ale sypiała z nauczycielem angielskiego. bo nasz bohater był „za mało wrażliwy”.
    no to facet zażyczył sobie kolejnego życzenia. zażyczył sobie mianowicie być najwrażliwszym mężczyzną na świecie. mówił wierszem, łkał przy zachodzie słońca, okrywał ją płaszczem delikatnych pocałunków.
    a laska chciała, żeby ją po prostu wreszcie porządnie przeleciał. i odeszła z kilkoma mięśniakami, którzy jej to właśnie obiecali.
    zostawiając go we łzach skąpanego.
    i tak było przy każdym kolejnym życzeniu. zawsze zapominał o jakimś detalu, zawsze szatan znalazł jakiś słaby punkt.
    jak już wydawało się, przy szóstym, bodajże, że jest idealnie – był wrażliwy, inteligentny, dowcipny, interesujący, a przy tym przystojny, zadbany, i z odpowiednią dawką maczyzmu, i już laska była w jego ramionach, na jego łóżku, błagając go niemal – weź mnie, to wziął i pojawił się… jego chłopak. i znowu dupa blada – diablica zrobiła go gejem. zdzira jedna.

    i mam wrażenie, że tak to właśnie jest z moim komunikowaniem się z fryzjerami. zawsze przeoczę jakiś detal. jak już jej powiedziałam, że ma mi zrobić zgrabny balejażyk, kolorek taki i taki, 2 tego, jeden drugiego, cienkie pasemka, blisko głowy, jak już wydaje mi się, że witam się z gąską, już mi suszy włoski, już niby jest pięknie… „ale ja prosiłam, żeby pasemka były cienkie ! że ma być widać MOJE włosy ! – no są cienkie. tylko są GĘSTO…” no tak, nie dodałam, że mają być od czasu do czasu, żeby ich prawie nie było widać…
    no to mam. hiszpańskie pasma na tem głupim łbie.

    a teraz się pochwalę kuchnią. o.
    co prawda panowie, co ją zmontowali, zdemolowali mi przy okazji parkiet, i nie mam siły do nich teraz dzwonić, bo boję się mojego własnego zasobu słownictwa, ale kuchnia prezentuje się nieźle, nie ?
    przy okazji – koming ałt dla spostrzegawczych.

    kuchnia stara :

    kuchnia nowa :

    i chyba dlatego właśnie kocham mężczyzn – zawsze uda im się mnie zaskoczyć.
    niby wiem, czego się po nich spodziewać, niemniej jednak za każdym razem mam niespodziewankę.

    może chronologicznie lećmy.
    na ubiegłe Boże N. zażyczyłam sobie od zupobrata półeczek na CD. widziałam takie zarąbiste w Almi Decor, ale kosztowały 1500 sztuka i nie do końca pasowały do wystroju, więc stwierdziłam, że może jednak nie będę przesadzać, nie. zwłaszcza, że brat wyraził zainteresowanie przekwalifikowaniem się na stolarza, to niech się wprawia.
    zupobrat życzenie przyjął z pewnym nawet entuzjazmem, poprosił o przesłanie projektu lub opisu półek.
    no to opisałam, że : mają być proste w formie, by pasowały do mebla takiego i takiego, każda ma się składać sie z dwóch oddzielnych słupków z miejscami na CD, połączonych zawiasami, i zaposiadającymi jakieś haczyki z drugiej strony, tak, by móc je zamknąć sobie i żeby wyglądały jak zwykłe słupki, i żeby nie było widać płyt w środku.
    i chyba nawet załączyłam odpowiedni rysunek na papierze milimetrowym. taka byłam.
    ostatnio zupobrat dzwoni – zrobiłem ci półki !!! jak nie padniesz na jedno rozwiązanie, to się obrażę ! zrobiłem cztery. otwarte

     w lipcu ex-prawowity zapytał mnie mejlowo, które rzeczy chcę, by mi przysłał do Wszawy, a które ma wysłać do Scyzorykowa, do moich rodziców. i załączył listę.
    w mejlu zwrotnym napisałam : do Wszawy przyślij książki, ciuchy, futon, coś tam. do Scyzorykowa – szafę, stolik nocny, lampkę nocną, coś tam coś tam.
    pod koniec sierpnia przyszły (razem z nim) do Wszawy ags em kartony. a w nich - stolik nocny, lampka nocna…
    a co to tu robi – zapytałam z grubej rury – przecież pisałam Ci, żebyś wysłał do Scyzorykowa !
    no jak to ? – odparł zdziwniony – przecież zawsze się skarżyłaś, że nie masz szafek nocnych.
    no tak, nie przeczę. skarżyłam się. ROK WCZEŚNIEJ.

    we wrześniu pan Paweł remontował pokój szczynszylowy i przesuwał miejsce na lampę w sypialni.
    by być pewną, że zrobi wszystko, i jak trzeba, zostawiłam mu piękną listę. na liście napisane było : przesunąć kabel do lampy w sypialni i szynszylopokoju na środek pokoju. zamontować abażur w sypialni.
    i pojechałam na urlop.
    wracam z urlopu i co ?
    no przecież, że abażur zamontowany w szynszylopokoju.

    pod koniec września/ na poczatku października pan Paweł remontował mi kuchnię (ci co śledzą mojego blipa zapewne mają jeszcze w pamięci zdjęcia mojej kuchennej hiroshimy). trzeba było zdemontować starą, zedrzeć płyty gips-karton ze ścian, zedrzeć płytki z podłogi, zdemolować belkę świetlną pod sufitem. zamontować sufit podwieszany, nowe gniazdka, położyć gres.
    powiedziałam – i może to był mój błąd, że tylko powiedziałam, acz wziąwszy pod uwagę powyższe przykłady, napisanie wiele by nie zmieniło – panie Pawle, gres proszę położyć tak, jak w łazience na podłodze. niestety, nie dodałam DOKŁADNIE tak, jak w łazience. znaczy – wzdłuż ściany. nie wzdłuż skosiku  między parkietem a płytkami, który pozostał po poprzednim właścicielu.
    wracam z fabryki a tam co ? gresik w skosik.
    pani zupo, mnie nawet na myśli nie przyszło, że można je inaczej położyć.
    mhm. zapewne właśnie dlatego, to ja wymyślam, a pan wykonuje
    – nie odpowiedziałam, niestety.

    a może ja mam jakiś problem komunikacyjny ? może ja mam pismo mejlowe niewyraźne ???

    otworzyliśmy Nowemu konto w Polsce. w mbanku (reklama).
    w sobotnie popołudnie poszliśmy do centrum handlowego, w dziesięć minut (z tłumaczeniem z francuskiego na nasze) podpisał umowę, w kolejne pięć wpłacił kasę do wpłatomatu, w następne 15 wpłata była widoczna na (moim, ale zawsze) koncie.
    potem zmieniliśmy mu hasło dostępu do netu (pięć minut, siedząc w łóżku) i przelałam mu jego fundusze (pół minuty).
    w piątek listem przyszła jego karta, w pięć minut (kody potwierdzające trzeba było wstukać), siedząc w domu, przy stole, mu ją aktywowaliśmy, w sobotę mógł zapłacić nią w restauracji.
    do tej pory nie może dojść do siebie, że takie rzeczy SĄ MOŻLIWE.

    tak, panie, Polska to kraj trzeciego świata, i białe niedźwiedzie przechadzają się u nas ulicami.


    • RSS