zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 7.2009

    powłóczę nogami i podpieram się nosem.
    na szczęście od jutra po południu urlop (a szczyle nie zaopiekowane, a walizka nie spakowana, a trutka na Takie Dziwne na winorośli nie zakupiona…).

    wczoraj natomiast wróciłam z nagłego wyjazdu do S. koło pierwszej rano, i dostałam niespodziewanego motorka w czterech literach.
    normalnie, mówię Wam.
    wyszorowałam szynszylą klatkę.
    wyprałam ręcznie dżiny.
    nastawiłam pranie na dziś rano.
    ściągnęłam wysuszone ciuchy, co czekały od tygodnia.
    podrasowałam pedikjur (czy Wy też tak macie, że Wam się lakier dosłownie odkleja z 1 – 2 paznokci ? zawsze tych samych ? ).
    ogarnelam burdel w kuchni (w końcu trzeba trochę posprzątać, jak Tania przychodzi, nie).
    uprzątnęłam ostatnie kompulsywne zakupy.
    i jeszcze wzięłam kąpiel.
    i to wszystko w godzinę.
    no coś takiego.
    a do głupiego mycia klatki zbierałam się od tygodnia, i jakoś ciągle NIE MIAŁAM CZASU ani też MOCY. nagle się okazało, że w środę o 1.20 nad ranem czas się znalazł, a i moc – jakimś cudem, mimo, że już na nogach się słaniałam i ledwo na oczy widziałam – była na posterunku.
    ale cóż, wyprawiam je dziś na ponad tydzień w gości, nie pojadą przecież w gości w śmierdzącej klatce, prawda ?

    i tak to.

    …to nie był dobry dzień.
    oczywiście wstałam za późno, ale to od paru miesięcy (no dobrze, parudziesięciu lat właściwie) nikogo już nie dziwi. zrobiłam ładną próbkę siusiu do pojemniczka na posiew, wszystko jak pani dochtór oraz instrukcja obsługi pojemniczka kazała. pojechałam do tego gównianego (i wiem, co mówię) luxmedu oddać próbkę i co ? i bambuko, że tak kulturalnie powiem. próbka została na szafce przy drzwiach.
    no to już pod qrviona pojechałam do roboty. a tam – ZARZĄD. zuposzef na urlopie, zupokolega się wymiksował, zupa na zarządowym posterunku została. CAŁY qrva DZIEŃ. nosz ileż można piiiiiii ???????
    jedyny plus uczestniczenia w posiedzeniu – dowiedziałam się, że była „nagroda za wyniki”, przelana w lipcu na konta wszystkich pracowników. A NA MOJE, qrva, NIE. no to logiczne chyba, że się wqrviłam po raz kolejny. i to tak na maxymalnego maxa. w poniedziałek zrobię byłym szefem rozpierduchę. bo jak to tak. miałam nie tracić finansowo na tym wrogim, qrva, przejęciu.
    na tej adrenalince nastawionej na maxa pojechałam do hali banacha po owoce.  tylko wizja tony malin ratowała mnie przed eksplozją.
    a w hali banacha co ?
    no qrva FILM Z BRODZIKOWĄ KRĘCĄ. oczywiście, qrva, NA DZIALE WARZYWA I OWOCE.
    nosz #$&*&^%#$%^&*(*&^%%^&*((*&%#@##@#$$%^&*( !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    wyparowałam z hali banacha jak furia po drodze mieszając z błotem pannę solariannę z obsługi, co się przed panią stojącą za mną w kolejce wcisnęła z tekstem „ale ja mam piętnaście minut przerwy, i co mnie kolejka obchodzi” i pojechałam do najbliższej apteki po pojemniczek na posiew siusiu.
    bo wqrv nie wqrv, a siku do analizy oddać trzeba, nie.
    dotelepuję się do apteki, a tam – PRZEPRASZAMY, REMONT APTEKI MOŻE POTRWAĆ JESZCZE 1 – 2 MIESIĄCE
    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
    akurat, kiedy chciałam zrobić zakupy gdzieć poza bull shity, TAKIE KŁODY POD NOGI ???

    a kiedy już wydawało się, że dwa odcinki 4 sezonu Boston Legal, kilogram truskawek i NORMALNA nielukrowana jagodzianka (wiecie, ze w Toruniu sprzedają lukrowane jagodzianki ? i to w dodatku CYTRYNOWYM LUKREM likrowane !!!) załatwią sprawę, gówniany MSN nie zgadzał się na kamerowe połączenia.

    to naprawdę nie był dobry dzień

    z pisaniem, w sensie.
    w życiu prywatnym kolejny przełom – Nowy zjadł pierwszą w życiu kiełbaskę z ogniska ;)
    ognisko rozpalone ręcami osobistego ojca mego.

    poza tym zdarza mi się, i to dość często nawet, spoglądać w przeszłość.
    za każdym razem dziwię się, że te wszystkie wspomnienia SĄ MOJE…

    zawsze po wizycie Tani mam ochotę usiąść sobie na kanapie i zastygnąć tak na następne 2 tyg., byle niczego nie pobrudzić i nie zburzyć porządku nieskazitelnie w skosik poukładanych Przedmiotów

    Tania wysprzątała mieszkanie na błysk, w tym także szynszylopokój.
    szynszyle – czytaj : Gruba – nie do końca jednakowoż doceniły tę nową aranżację ich przestrzeni. zwłaszcza śrubki do św. pamięci taboreciku ikeowego, który kiedyś w zamierzchłych czasach, jeszcze przed wywiezieniem ich do Scyzorykowa ku ich uciesze i w celu montażu przez zupoojca zakupiłm byłam, a który to montaż nigdy nie nastąpił, więc te śrubki leżące na ich komodzie drażniły ją bardzo. no bo kto to widział, tak śrubki na komodzie kłaść. przecież to czysta prowokacja !
    no to zrzucimy sobie te głupie śrubki z komody. o.
    ale tak jedną po drugiej. o.
    nie tak po chamsku, że wszystkie jednym ruchem łap, nie.
    w końcu jesteśmy szynszyle, nie ?
    no, to tak po elegancku, jedną po drugiej.
    niech się sąsiedzi z dołu cieszą.

    albo takie drewniane elementy taborecika. komu to w ogóle do głowy przyszło, żeby je tak za biblioteką, w kącie na sztorc ustawiać, no komu ???
    przecież one powinny leżeć na środku pokoju, żebym spokojnie mogła na nich zęby ostrzyć. kolejna prowokacja.
    no to wyciągniemy je spoza tej biblioteki. o.
    też jeden po drugim. o.
    O PÓŁNOCY. o.
    niech se ta głupia pańcia NIE MYŚLI. o.
    że nam tak tutaj PRZESTAWIAĆ BĘDZIE. o.

    albo ten domek drewniany. no kto to wymyślił, żeby on tak pod oknem stał, jak on ma stać pod szafą, wszyscy przecież wiedzą.
    i nie na nogach ma stać, tylko na boku, no ! no co oni, jeszcze się nie domyślili ???
    no to posprzątamy. o.
    przeciągniemy w odpowiednie miejsce. o.
    i postawimy na boku. o.
    JAK TYLKO UPORAMY SIĘ Z TABORECIKIEM. o.
    czyli tak KOŁO DRUGIEJ NAD RANEM.
    niech se NIE MYŚLI…

    o.


    • RSS