zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 9.2008

    słuchajcie, tak się przejęłam tym wczorajszym horoskopem, który zapowiadał nagły przypływ energii, że normalnie ech.
    wróciłam do domu, i zamiast zapaść w stupor przed telewizorem w towarzyszeniu lampki białego, wyszorowałam podłogi, odgruzowałam kuchnię, zrobiłam dwa prania oraz ciacho ze śliwkami.

    normalnie regularny napad adhd.
    (istnieje co prawda również alternatywna wersja interpretacji wydarzeń, a mianowicie, że był to psopolity kac pracuś po środowym „dopieszczaniu kontaktów”, które odrobinę się, mhm, przeciągnęło w czasie, że tak to delykatnie ujmę)

    w temacie ważnym – zuposiostra zadziałała, ruszyła kontakty teściów, i matka już dziś rano miała wizytę u jakiegoś prawdziwego lekarza. i jakoś udało się załatwić badania na natychmiast, a nie pod koniec października.
    co za kraj, co za miasto. nie masz dojść, to zdychaj, cieniasie.
    niech wreszcie podłożą bombę pod ten system opieki zdrowotnej, i zaczną wszystko od nowa, inaczej chyba nie da rady.

    PS. parę notek poniżej niejaka anirak.blog.pl zapytuje mnie, czy sama poskładałam szafeczki.
    no więc droga anirako. gdy byłam młodsza, bardzo chciałam być zosią samosią, co to sama obiad ugotuje, narzeczonemu skarpetki upierze i wyręczy go w wierceniu dziur w ścianach. następnie jednak dorosłam, nabawiłam się kilku refleksji i wniosków (bardzo niebezpieczna sprawa, bardzo), i jednym z powyższych jest co następuje : mogłabym przymocować drzwiczki od szafek sama, skręcić komodę i powiesić obrazek. MOGŁABYM.
    ale tego NIE ZROBIĘ, gdyż NIE WIERZĘ, że Matka Natura mogła popełnić AŻ TAK DUŻY błąd, i stworzyć byt DO NICZEGO NIEPRZYDATNY.
    sorry, ale faceci przecież MUSZĄ do czegoś służyć!!!

    dzwonię do znajomego – żeni się jutro. po raz trzeci jakby, nie.
    no więc dzwonię do niego, życzenia składam, a on najpierw
    - oooo, królewno śliczna, myślałem, że o mnie zapomniałaś
    - no wiesz, pewnych rzeczy się NIE ZAPOMINA
    odpowiadam kąśliwie
    - och, gdybym wcześniej wiedział, to by ślubu teraz nie było!!!
    trochę mi ręki opadli.

    a później
    wiesz, ja w sumie nie do końca jestem przekonany, czy dobrze robię, że się żenię. bo wiesz, to już trzeci ślub, i jak dwa razy nie wyszło, to niby dlaczego ten trzeci ma wyjść
    no jak to, przecież do trzech razy sztuka!
    no tak mówią, ale czy ja wiem… nie jestem przekonany

    nosz mać.
    idę do szefa, bo w sumie przez niego tamtego poznałam, nieźli kumple są, i szef się na ten jego ślub wybierał. i mówię mu, wiesz, a on mówi, że nie wie, czy dobrze robi, i że wcale nie jest przekonany, i mnie od niego ręce opadają, no co za człowiek, czy wszyscy faceci mają tak nakopane pod beretem ? a szef mi mówi, ale wiesz, bo jego ta laska zmusiła, a ja do niego no jak to – ZMUSIŁA? co on, dziesięć lat ma i rozumek pięciolatka ? no NIE PRZESADZAJ. faceci chyba jakiś defekt mają, i chyba powinnam ZOSTAĆ LESBIJKĄ.

    poza tym w dniu dzisiejszym pozdrawiamy doktora Rafała Kuchcińskiego ze szpitala przy ul. Kościuszki w Kielcach, który to dziś rano wypisał z tegoż moją własną rodzoną matkę, z zapaleniem trzustki, torbielą na nerce i zapaleniem żołądka z jedynym zaleceniem medycznym – brać DOUSTNE LEKI PRZECIWBÓLOWE.
    oprócz wielu Bardzo Niedobrych Rzeczy, życzę mu, żeby nigdy mnie nie spotkał na swojej drodze. bo wtedy te wszystkie Niedobre Rzeczy się spełnią.
    niedouczony skurwysyn. w łapę nie dostał, to po co ma leczyć, nie.
    ruchem skrzydeł motyla wysyłam mu wszystkie przekleństwa jakie znam oraz obmyślam odpowiednio wredną klątwę.
    skurwysyn.

    dobra, idę objechać debili z Edenu, może jak się wydrę, to mi adrenalina opadnie.

    stęskniliście się za moją łazienką.

    no to prosz, odpowiadam na zapotrzebowanie.
    o – tu się chwalę, jakich mam fajnych przyjaciół, co mi prezentują wypasione kamienie… no dobrze – ŚWIECZKI, ale przyznajcie się, że też się nabraliście :

    a tutaj wyjaśniam, dlaczego od paru dni kąpię się jedynie w wannie – i powiedzmy, że chęć rozgrzania kości jest, przy tej misce pełnej ziemi, której moje wrodzone lenistwo nie pozwala mi zużytkować (ziemi, w sensie, nie), no jest jakby nieco… drugoplanowa.

    a jutro wsadzę zdjęcie mojego ulubionego ostatnio ciucha – czyli puchatego ciepłego SZLAFROCZKA, dodatkowo ogrzewanego niezależnym, do prądu podłączonym grzejnikiem (Boże błogosław temu, co wymyślił grzejniki, które można podpiąć do centralnego ogrzewania i prądu jednocześnie).

    poza tym przeprowadzka na Domaniewską 29go września, żadnej wiążącej propozycji pracy od nowego szefostwa nie dostałam, a dziś na konferencji kolega z państwowego giganta o moje plany znacząco dopytywał… czyli dziś wieczorem – zamiast wieczornego gnicia pod kocykiem czeka mnie pielęgnowanie kontaktów na branżowej imprezie.
    i znowu mnie będzie wątroba boleć, geeez.

    fajny weekend miałam.
    BARDZO fajny

    w pracy marazm (bigboss od wchłaniającej nas firmy jest na urlopie, póki nie wróci, nikt od nich w kierunku mojej roboty palcem nie kiwnie, i nawet się tego nie wstydzą, są zabójczy), nadrabiam weekendami.
    a te, muszę wyznać, zdecydowanie mi się od powrotu udają.

    w poprzedni idealnie balansowałam między samotnością a życiem stadnym, które też czasami jest mi potrzebne.
    obskakiwałam śluby, na pewnym tarasie piłam rewelacyjną orzechówkę i jadłam najlepsze pod słońcem ciasto ze śliwkami.
    napadałam na ikeę, jadłam wypalającą kubki smakowe japońską zupę i oglądałam przezabawny i cudownie ciepły, doskonały na koniec wakacji film .
    było idealnie.

    w ten miałam wizytację i spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi różnych nacji, z czego oczywiście najlepiej sprawili się ci rdzennie lokalni.
    ach, no i znowu napadałam na ikeę i kastodramę – jedyne 7 setek wpieprzyłam w nowe zabezpieczenia antyszynszylowe (nie pamiętam, czy opowiadałam Wam, jak moje szare furie nauczyły się wskakiwać na szafkę z telewizorem i wywaliły mi prąd o godzinie piątej minut szesnaście? jak zatkałam szafkę dechą, to zaczęły wskakiwać na regały z książkami. normalnie masarka jak mówią niektórzy).

    półki na książki before

    i after

    a dziś znowu poniedziałek, i w dodatku leje. dzień dobry Państwu.


    • RSS