zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 8.2008

    przyznam się, wróciłam.
    cała itakdalej.
    napisałabym coś, ale tak mi się od razu – oczy pocą, jak sobie o tym myślę.
    więc na razie będzie tylko obrazek.

    siedze sobie w Tanjong Jara, niedaleko Dungunu. jutro stad wyjezdzamy.
    potem Kuala Lumpur i powrot.
    we wtorek Bardzo Wazne Spotkanie umowione przez Sekretarke (zadzwonila dzis wlasnie, gdy konczylam moje batikowe pareo. czy juz mowilam, ze kocham batik?)
    i wiecie co ?
    naprawde nie chce mi sie o tym gadac.
    voila.

    a poza tym jaszczurki od spodu rules, super przejrzysta woda morza chinskiego takze, i mimo, ze nadal wole ameryke lacinska, przyznaje, za Azja mapewien charme.
    i ludzie sie badrziej usmiechaja.

    a ja wlaczam BBC i co widze ? Radzio i Condzie podpisujacych. NOSZ QRVA MAC. a ja mialam zludzenie, ze ten rzad jest w miare inteligentny, mimo, ze premier w noge gra.

    dobranoc Panstwu.
    tesknie za Panstwem, ale nie tesknie za moim rodzinnym krajem, sorry.
    do poniedzialku.

    siedze od trzech dni w Cameron Highlands, bo prawowitemu sie kuku w nerke zrobilo i zwiedzamy pobliski szpital. musze Wam wyznac, ze jestem pod wielkim tegoz wrazeniem. warszawskie szpitale powinny sie przy nim spalic ze wstydu. total wypas i kulturka, nie ma, ze stoisz trzy godziny w kolejce, a potem ci mowia sp…aj.
    tutejsze drogi…mmmm! gdyby nie ruch lewostronny (ruch lewostronny + automatyczna skrzynia biegow = total zupens panic), zobaczyliby, jak sie w stolycy jezdzi.

    wiec do jutra Cameron, jutro Kota Bahru, a potem nad morze, byczyc sie oraz opalac. nie ma, ze boli. przegapiamy Perenthians, ale trudno. jakos to przezyje, nie. a na koniec Kuala Lumpur i back to reality. taaaak.

    wklejam Wam z boku mojego blipusia, wysylam na niego fotki z phona, obejrzyjcie sobie, gdzie to sie Wasza zupenka szlaja. przy okazji moze ktos mi powie, jak zrobic w wiadomosci obrazkowej z tego gownianego telefonu (sony ericsson, nigdy wiecej!!!) , zeby nie powtarzalo sie tych pierwszych kilkanascie znakow, gdy ja wysylam do netu.

    no, to bawcie sie dobrze, i greczni badzcie. no. bo nie ma, ze bezzupie.
    zupa IS WATCHING YOU!!!
    no

    to ja jutro wyjeżdżam.
    z rana, bardzo z rana.
    ciągle pozostaje do rozwiązania Bardzo Ważna Kwestia – CO ZABRAĆ DO CZYTANIA???
    pewnie się odezwę z podróży, w końcu blog to mój nałóg ;)
    trzymajcie się, i bądźcie (nie)grzeczni.

    muszę Wam powiedzieć, że to był jeden z trudniejszych weekendów w moim życiu, i jestem z siebie bardzo dumna, że udało mi się go przetrwać.
    w piątek miała miejsce bardzo wytworna impreza pt. degustacja win, w towarzystwie samych Wytwornych Pań.
    niestety Bardzo Wytworna Impreza z letka się zdegenerowała na moim balkonie. tak tylko z leciutka. tak odrobinkę. tyci tyci.
    tak w sam raz, by w sobotę rano obudził mnie potworny tupot tego cholernego kota sąsiadów z trzeciego. normalnie do odstrzału bydlaka. kto to myślał, tak tupać.
    sobotę spędziłam zatem na powstrzymywaniu się od gwałtownych ruchów, zwłaszcza, że czekały mnie dwie konkurencyjne urodzinowe imprezy, nie.
    zaczęłam delikatnie, ledwo dwugodzinną obsuwą na imprezę nr 1. ale życie miałam ciężkie, więc gospodarze wybaczyli ;)
    impreza nr 2 zaczynała się o 22.00, więc obsuwę miałam troszku mniejszą, ale za to w strugach deszczu.
    ponieważ zakończyła się ona, gdy obsługa klubu myła podłogę oraz stawiała krzesła na stołach a na zewnątrz robiło się coraz jaśniej, niedzielne przebudzenie dziwnie przypominało to sobotnie.
    choć kot tupał jakby trochę mniej.
    ale za to trzeba było szare furie odwieźć do hotelu. mówię Wam, dawno już tak ostrożnie nie jechałam. bardzo dawno.
    resztę dnia spędziłam z kubkiem kefirku na balkonie, a świat kołysał się łagodnie.

    tak, to był ciężki weekend.

    (właśnie wypatrzyłam w stosie wizytówek na moim biurku wizytówkę p. Zenobii Basiewicz. dżizas. KTO jej taką krzywdę zrobił ??? pójdź do mnie, dziecię, ja cię pomścić każę)

    jestem taka zjechana, że powłócze nosem.
    w pracy zajmuję się głównie czekaniem na urlop.
    jutro lub pojutrze odwożę szare furie do hotelu, w poniedziałek rano brzdącia do warsztatu, a ja na przedostatni przedurlopowy dzień orki.

    a na dzisiejszy wieczór – pocztówka z Warszawy
    miłego wieczora Państwu


    • RSS