zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 5.2008

    to jest odwrotnie, niż w bajce, nie ?
    tam się dostaje żabę, całuje ją, a ona się zmienia w królewicza.
    a w życiu spotykasz księcia, całujesz go, a on się zmienia w ropucha.

    przeżyłam kolejną branżową imprezę – tym razem pojawiliśmy się w superaku. ma ktoś może super express z piątku ? ponoć są przyjaciół piękne ujęcia.

    objawił się również  najlepszy dancer świata. okazał się być – a jakże – wiceprezesem polskiego oddziału pewnej wielkiej firmy.
    jak spadać, to z wysokiego konia, prawda.
    poza tym znowu zabawił się w kopciuszka na odwrót – koło drugiej nad ranem szepnął „no to chyba udało mi się poskromić złośnicę” i zniknął po chwili, nie zostawiając nawet przepoconego buta. nie mówiąc już o kryształowym pantofelku.
    na drugi dzień mignął mi jedynie jego czerwony krawat na sali konferencyjnej.
    myślałam, że umrę zez frustracji.

    a tak poza tym, to wiecie co ?
    aaaa, w sumie to nic

    wróciłam.

    pojechałam biegać. do Gorlic, że w sensie. biegi były na 5 i 10 km, oraz półmaraton. start był w jednym czasie, z różnych punktów w przestrzeni, ze wspólną metą.
    stwierdziłam, że pewnie bym dała radę pobiec na 10, ale w końcu ja na płaskim trenuję, tam letkie pofałdowanie terenu występuje, nie będę przesadzać, pobiegnę na piątkę.
    pobiegłam.
    dobiegłam z pierwszymi.
    pierwszymi z tych, którzy startowali na dychę.

    tfardym czeba być, nie mientkim.

    spędziłam dziś pierwszą noc sam na sam w sypialni z moimi nowymi zasłonami. jakość snu – absolutnie nieporównywalna. wreszcie światło (bo nawet nie słońce – przecież mam okno od północy) nie obudziło mnie o czwartej z kawałkiem, to naprawdę sukces.
    co prawda w celu osiągnięcia efektu katakumb będę musiała jeszcze z procy uszczelić tę lampę, co daje prosto w moje okna (no dobrze, bardziej w okno szynszyli, niż moje, ale moje jest tuż obok) lub ewentualnie zainwestować w wymianę rolet z białych (tak, bo mam również rolety. te takie, co się na samym oknie instaluje, nie antywłamaniówki. i tak, nie wystarczają.) na jakieś nie wiem, ciemnobrązowe może. niestety to ostatnie, w świetle wczorajszego napadu na outlet deni cler w bull shity, rysuje się dość kiepsko… proca wyjdzie taniej.

    z językowych ciekawostek ostatnich dni (wyłapywanie ich bynajmniej mnie :DDD ciągle bawi)
    - we francuskiej wersji Boston Legal gieniuś przetłumaczył BlackBerry na maliny. zabolało.
    - w Promenadzie jest sklepik z bielizną i kostiumami kąpielowymi co się nazywa Chatte. niedelikatnym wybuchem śmiechu mego zagłuszyłam gwar sobotniopopołudniowych Polaków po centrum handlowym promenad. niewtajemniczonym wyjaśnię, że w pięknym języku frencz une chatte to nie tylko kotka. un Francais moyen, czyli przeciętny Francuz, widząc coś takiego pomyśli raczej o… mhm… cipci.

    chciałabym sobie kupić prostownicę. możecie coś doradzić ?

    było słońce kwiatki i czerwone wino. NUDY – skwitowała ktoto.
    no więc teraz z tych nudów umarłam i wróciłam do piekła.
    w końcu – nie ma to jak odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowistku, nie ?


    • RSS