zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 9.2007

    wczorajszy dzień przyniósł jedną dobrą wiadomość : otóż okazało się, że Jaruś the wodzo Kaczyński w wyborach NIE STARTUJE. kamień spadł mi z serca. no bo jeśli mister Kurtyka twierdzi, że w katalogach, które wczoraj IPN otwarł dla gawiedzi, nie ma danych osób znajdujących się na listach wyborczych, a dossier Kaczuchy tam jest, to wniosek nasuwa się sam, nie ? jeszcze niech Gosiu i ZetZet pójdą w jego ślady, i ten kraj może będzie jakoś wyglądać. a dziś jest Światowy Dzień Antykoncepcji. i ten… nie mam nic do dodania w tem temacie

    pf

    9 komentarzy

    nissan kaszlak, toyota halluks… kto do cholery wymyśla te nazwy ???

    a teraz może słowo o komunistycznych złogach, a dokładniej – obowiązku meldunkowym.
    z obowiązkiem meldunkowym, to jest tak, że wszyscy go krytykują, że niby spuścizna po, ale za ch….iny ludowe, nikt tego g. nie rusza. bo przecież po co, jak można dzięki temu tak pięknie kontrolować obywatelów, nie ? a jak przy okazji możesz im trochę przysrać dzięki temu życiowo, to GRZECH NIE SKORZYSTAĆ.
    i tak, na przykład, żaden bank Ci nie da kredytu jak nie masz stałego meldunku. kul, nie ?
    ale nie o tym chciałam.
    nabywszy drogą kupna oraz ciężkiego kredytu mieszkanie postanowiłam się w nim – no właśnie – ZAMELDOWAĆ. sprawa stawała sie paląca, albowiem ja w sumie przyzwoity człowiek jestem, wbrew pozorom, i kłamstwo kredytowe (żem niby w starym hausie zameldowana) oraz brak zameldowania mego od pół roku samochodu na moje nazwisko z letka mię uwierają w świadomość.
    w związku z powyższym jakieś półtora tygodnia temu zaudałąm się do Urzędu Dzielnicy Co Wszyscy Wiedzą ze wszelkimi wymaganymi papieruszkami, w tym z – nieodzownym – aktem notarialnym.
    pani papiery zgarnęła po czym w akt się wgłębiła. przy przedostatniej stronie podskoczyła wesoło
    - ale… czy pani tam już mieszka ?
    - eee ?
    odpowiedziałam spłoszona, albowiem jakoś obligatoryjny obowiązek zamieszkiwania w miejscu stałego zameldowania mnie, osobie od 15. lat scyzorykowskiego mieszkania nie zamieszkującej, co nie przeszkadzało w posiadaniu stałego zameldowania tamże przez dwie trzecie tego czasu ani mnie ani nikomu innemu, a już najmniej stosownym urzędom, więc ten obligatoryjny obowiązek oraz związek przyczynowo-skutkowy między zamieszkaniem i zameldowaniem w dobie wynajmowania mieszkania bez jakiegokolwiek zameldowawnia, więc one mnie te dwie rzeczy tak umkły trochę, w natłoku sprzecznych realiów.
    - właściwie to taaaak – odpowiedziałam po wahaniu
    - bo tu w akcie jest napisane, że przekazanie kluczy nastąpi do trzynastego września, a jest piąty.
    - ale przekazanie kluczy miało miejsce pierwszego.
    - ale to jeśli pani chce się zameldować już teraz, to do pani będzie musiała przyjść kontrola z urzędu, żeby sprawdzić, czy pani tam rzeczywiście mieszka

    nosz ku, pomyślałam sobie w szoku.
    tosz wy tu, barany jedne, od osiemnastu lat komunizm niby demontujecie, a od dwóch – z niespotykanym dotąd zapałem (z podobnym pracowały chyba tylko ekipy budujące nową, wspaniałą, komunistyczną Polskę w rytmie kolejnych planów pięcioletnich), a debilnego prawa, które nie tylko naraża mnie na koszty (każda zmiana adresu to przecież wymiana dowodu osobistego (zdjecia plus opłata), paszportu (zdjęcia plus opłata) oraz obowiązek przerejestrowania samochodu (opłata)), ale i na stratę czasu (bo wielokrotne do urzędu pielgrzymki, bo kolejki) oraz zdecydowane szkody na zdrowiu psychicznym oraz samopoczuciu moralnym, i które zmusza mnie do kłamania – bo inaczej ni mieszkania, ni samochodu, ni niczego innego, no więc od tych pieprzonych osiemnastu lat JEDNEGO DEBILNEGO PRZEPISU nie potraficie zmienić ???
    NOSZ DO CHOLERY ! przecież takiego gówna w żadnym europejskim kraju nie ma ! i wszyscy się tu dzielnie zgadzają, że to komunistyczne prawo, i że „trzeba by się tym zająć”, ale qrva, w obliczu możliwości kontroli, chętnych na „zajęcie się” jakoś qrva BRAK.
    a tymczasem ludzie odbijają się od ściany absurdu.
    bo przecież są ważniejsze sprawy, i na przykład akurat na teczki walczyć trzeba.
    nosz qrva.

    PS. zameldowałam się dopiero dziś : bo po trzynastym…

    no

    6 komentarzy

    co zupa przywozi sobie NA PAMIĄTKĘ z zagramanicznej podróży?
    no ?

    KORDŁĘ 220×240 oraz dwa komplety pościeli.
    no.

    dzień dobry Państwu w ten piękny jesienny poranek.

    nie wiem, jak Wy, ale ja na ten „sensacyjny transfer do PO z samego jądra PiS” obstawiam Lecha K. mówię Wam. intuicja mi to podpowiada. Lechu się znarowi panu Prezesu (pozostając w jedynie słusznej ziobrzastej gramatycznej stylistyce), i pójdzie do platformersów. tak mi intuicja mówi.
    a wtedy Jarosław będzie mógł powiedzieć, że Układ przeprowadził wieloletnią manipulację umieszczając na stanowisku jego osobistego brata człowieka z samego serca tegoż Układu.
    tak jakoś mi się to w logiczną całość składa.

    (zupełnie jak to, że Krauze poinformował naczelnego mulata o zasadzce na niego. bo to wiecie, tacy kumple super są. i w ogóle, wszystko się klei i jest jasne i oczywiste, a w ogóle to kupiłam sobie ostatnio mieszkanie, wiecie 81m2, w Warszawie, SAMA, więc ja NAPRAWDĘ nie wiem, czy powinniście czytać tego bloga, bo ja przecież już chyba POD OLIGARCHĘ podpadam, nie ?
    strasznie mnie vqrwiają te barany z kompleksami oraz manią teorii spiskowej)

    jak wcześnie bym z domu nie wyszła – i tak do roboty docieram o 9h20.
    to musi być UKŁAD.

    poza tym dziś w moim ulubionym ostatnio radiu zaserwowali mi totalną żenadę, czyli niby szantaż wrocławskiego reportera przez urzędników wrocławskiego magistratu. których ten, oczywiście, przykład biorąc z najlepszych wzorców, skwapliwie nagrał. dzięki temu mogliśmy usłyszeć takie rewelacje jak : albo napiszesz coś miłego o mieście albo prezydencie, albo będziemy musieli napisać sprostowanie. no doprawdy. co za straszliwa groźba. wszyscy wiedzą przecież, że sprostowanie materiału dziennikarskiego pogrąża dziennikarza na całe życie. i znowu nie mogę zrozumieć ani jednej, a ni drugiej strony – pierwszej – bo niby czemu ci z urzędu miasta po prostu nie napisali tego sprostowania, zamiast bawić się w jakieś dziwne gierki, drugiej – bo czemu reporter szanujacego się radia używa takich samych metod jak szanownie nam ciągle panujące pisiory ? i czemu usiłują z tego zrobić nagle wielką aferę szantażową ? czyżby tokowi słuchalność spadała ? no przecież to czysta żenada.
    albo UKŁAD

    jakieś dwa tygodnie temu postanowiłam realizować mój własny prywatny projekt 365. efekty jego są dość ciekawe. bo tak na przykład, oto najważniejsze zdjęcia z trzech ostatnich dni:
    10 września
    10.09.JPG

    11 września
    11.09.JPG

    12 września
    12.09.JPG

    coś mi się chyba na musk rzuciło…
    i na pewno jest to UKŁAD. gresu w mojej nowej łazience.

    mimo, że zalatany – weekend mi się udał.
    w piątek odebrałam mój drogocenny prysznic (no co, prawowity zafundował mi połowę, grzech było nie brać), który miał być pod koniec września.
    zatachałam go na własnych plecach do mojej nowej łazienki, a ciężkie badziewie to było. a tak delikatnie wygląda.

    w sobotę zrobiłam sobie kursik decoupage’u
    dec.JPG

    oraz obświęciłam niu hałsa
    stojak.JPG

    i powiedzcie, że współczujecie mi kuchni, noooo, powiedzcie !
    …a jeszcze nie widzieliście łazienki !…

    a w niedzielę odwiedziłam nowych właścicieli mojego starego mieszkania w ich nowym mieszkaniu. i wiecie, mimo, że nic w nim nie zmienili, że niemal wszystko jest tak, jak ja zostawiłam, poczułam, że… to już nie jest moje mieszkanie. patrzyłam na nie, jakbym je po raz pierwszy widziała na żywo. bardzo dziwne uczucie.
    tylko krople deszczu na tarasie budziły niejasną nostalgię…
    no i te jesiennie czerwone liście dzikiej winorośli
    jesien.JPG

    o czym myślałam, gdy umawiałam się z młodzieńcem na piwo we czwartek.
    nie, przepraszam, właściwie wiem. myślałam sobie, że wypijemy jedno piwko lub dwa, chłopię ponarzeka na żonę, ja – jako znana oraz uznana – specjalistka od rozwiązywania trudnych damsko-męskich sytuacji, coś mu tam pobrzęczę do ucha, odprowadzi mnie do domku i pojedzie w piiii, znaczy – w pielesze.
    niestety, nastąpiła pewna degeneracja planów.
    dwa piwa rozwinęły się twórczo w trzy, podparte dwoma pokaźnymi krwawymi maryśkami.
    wystąpiły jakieś degenerackie ryki przy karaoke oraz nie mniej degenerackie densy przy jakiejś żenującej muzyce zakończone wywaleniem z pubu kole drugiej.
    następnie wystąpiło odprowadzanie mnie do domu, a droga jakaś dziwnie kręta była, a chłopię do wyznań skore. no. w związku z tym w bonusie na miły koniec wieczoru dowiedziałam się, oprócz tego, że oczywiście idealna jestem, ale któż by tego nie wiedział, prawda, że chłopię przy mnie czuje się takie… PRZYGARNIĘTE.
    i konia z rzędem temu, kto wymyśli oryginalniejszy tekst.
    wyznanie podsumowałam gromkim wybuchem na pół Banacha, i złóżmy to może na karb procentów, bo przecież w normalnym życiu nie rżę jak łechtany koń, prawda ? ja się ZAŚMIEWAM, jak dystyngowana pani hrabina, i tej wersji będziemy się trzymać.

    no i przecież dziś rano oczywiście nie mogłam wstać, oczy mam jak królik z zapaleniem spojówek, a brzdącia krwawi z prawego nadkola – i teraz rozumiem, dlaczego niektóre kolumny na moim horrorowym parkingu są obite styropianem. ludzie po prostu za bardzo imprezowali w środku tygodnia.
    o.

    daj mi, zupko, twój adres, przyślę ci kartkę z wakacji. żeby pierwszą korespondencją, jaką dostaniesz na nowe mieszkanie, nie były rachunki

    strasznie to fajne, nie sądzicie ?

    jak czytam, że naczelnik Piasecki radzi warszawiakom przesiąść się z samochodów do tramwajów i metra, to mam ochotę najpierw go opluć, a następnie zaprowadzić na Ochotę i kazać dojechać tramwajem oraz metrem na Niu Łorld.
    nosz qrva nóż się w kieszeni otwiera.
    zamknięta Urbanistów – wczoraj wieczorem przypadkowo zupełnie to olałam kompletnie i przejechałam po zdartym asfalcie, nie zuważywszy nawet ułamka jakiejkolwiek pracującej maszynerii. oczywiście o jakiejkolwiek wzmiance na temat zamknięcia ulicy w prasie nie ma mowy.
    zamknięta Banacha – zero informacji gdziekolwiek.
    zamknięta część Kopińskiej – patrz wyżej.
    nosz qrva, no.
    przypominam panu naczelnikowi, że metra na Ochocie nie ma. że tramwaje Jerozolimkami nie kursują. a autobusy solidarnie stoją w korkach.
    sugeruję paniu naczelnikowi żeby najpierw się jednak zorientował w temacie, zanim zacznie naśladować słonia ze słynnego rysunku Mleczki.
    tak, Obywatelu, nie pieprz bez sensu

    tak

    2 komentarzy

    się załaziłam w sobotę w opexie za idealnymi umywalkami, że z tego wszystkiego zamknęli mi kamieniarza, i ciągle nie wiem, czy będę miała łazienkę w granitach, czy w zwykłym gresie. frustruje mnie to nieziemsko.
    a, bo wiecie. w piątek odebrałam mieszkanie. kuchnia i łazienka nieodmiennie wzbudzają we mnie… mhm, ujmijmy to eufemistycznie – silne emocje.
    przy okazji okazało się, że ta tragiczna umywalka to Villeroy & Bosch, i teraz mam wyrzut. że tak ją chcę brzydko śmietnikiem potraktować. zapytam jeszcze, może rodzicom się spodoba.
    od piątku zatem poznaję moje nowe mini osiedle, oraz jego garaż rodem z horrorów, i oto mam nowy cel – zanabyć za lat kilka jeden z tamtejszych segmentów. rozłożyły mię na łopatki dokumentnie. kawałek wsi, z cykającymi chrząszczami i śpiewającymi ptakami – w środku miasta. tak, zdecydowanie tego właśnie bym pragnęła.

    a dziś z samego rana, oprócz gigant korków – bo kto mi zamknął Banacha ??? samochody stały aż w mojej sennej uliczce! – dobra nowina – fuzja na szczeblu przyklepana i oficjalnie ogłoszona. odliczam dni. do momentu, kiedy nas zamkną.
    stawiam na koniec roku, prawowity mówi o wiośnie, najwcześniej, jeśli w ogóle.
    zobaczymy.

    taki tam, słoneczny jesienny poranek
    no i Radwańska wygrała z Szarapową. lubię ją za to.


    • RSS