zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 8.2007

    zaraz sąd Wam się dobierze do blogusiów :
    czytać TU

    i TU

    to umarłam w pożarze w Grecji i jestem w zaświatach.
    a stamtąd przecież się nie pisuje, nie ?

    wszystko kiedyś mija, nawet najdłuższa rzmija, tak mówią.
    minął w każdym razie ten makabryczny tydzień, a wraz z nim dwa raporty – zrobione w miarę na czas, jestem wielka, ale za to nie żyję.
    a jakby kto pytał, to tego.
    od jutra jestem, jak ta pchła – na Krecie.

    (i obiecuję, że ani razu nie spojrzę na wyniki giełdowe. przynajmniej do następnej soboty.)

    a w środę rano skończyłam dzienniki Virginii Woolf.
    natomiast w środę po południu zaczęłam… dzienniki Virginii Woolf.
    tak, była zarozumiałą snobką, która to litowała się nad ograniczonym intelektem zarówno klas wyższych (które przy okazji miały tragiczny gust), jak i niższych (które były ograniczone ogólnie oraz grubiańskie), była wredna i złośliwa, i przewrażliwiona na swoim punkcie, ale za to – w jakim stylu…
    zatem – czytam. dzienniki. Virginii Woolf. i tak pewnie jeszcze parę razy.

    ***

    4 komentarzy

    ostatnio prześladuje mnie wspomnienie Eco paraiso.
    piętnaście domków, pięć kilometrów idealnie czystej plaży, pelikany, flamingi, ławice rybek pływających wokół nóg w krystalicznie przejrzystej wodzie, poranna wycieczka ornitologiczna, na którą wyjechaliśmy przed świtem, setki tysiące muszli, salamandry od spodu i ten skorpionek zapylający po ulewie przez nasz domek z podniesionym ogonkiem, zupełnie jak w kreskówkach, niemal można było sobie wyobrazić wrednawy uśmieszek na jego twarzy, gdy kuliliśmy się spanikowani na łóżkach.
    strasznie chcę tam wrócić

    eco.JPG

    to jest jakoś tak…
    …tak jakoś.

    podobał mi się wczorajszy wieczór z rumuńskimi zdjęciami, znowu zachciało mi się tam wracać.
    może w przyszłym roku…?

    no i ten błysk w oku K., przekochanego geja, gdy żegnał się z k. miło było cię poznać. normalnie serc męskich łamacz.

    *

    17 komentarzy

    marzę o dwóch tygodniach w jakiejś głuszy, nad wodą.
    żebym nie musiała nic zwiedzać, nic planować, być towarzyską i uśmiechniętą.
    ja, jezioro, las, ksiązki i minimum ludzi.
    tego mi trzeba.

    nie mogę się doczekać, kiedy szare wariatki będą wreszcie miały swój pokój.
    zgrzytający wiecznie pod stopami piasek, wszędobylskie szynszyle bobki oraz bezczelna Gruba pchająca mi się ze swoim szarym pyskiem na stół, przyprawiają mnie o szlak z qrvicą oraz wściekiem.

    cytat z badziewnej gazetki, którą infor do prenumeraty firmowej dorzucił, o zaletach biegania :
    u osób uprawiających jogging zwiększa się umiejętność komunikacji – są postrzegane jako bardziej uśmiechnięte, pewne siebie, atrakcyjne, a tym samym bardziej otwarte na innych. (…) w społeczeństwie wysportowana osoba budzi zaufanie, poczucie kontroli, umiejętności dbania o siebie, a to pozwala przewidywawć, że będzie kierować się podobnymi aspektami w ralacji z innymi ludźmi (czyli dobrze sobie radzi z problemami, kontroluje i podejmuje decyzje właściwe dla ogółu), szybciej może awansować i zyskiwać sympatię, uznanie i przychylność otoczenia

    jasssne. bieganie również rewelacyjnie wpływa na rozwój szarych komórek, poprawia przepływ elektrolitów, inspiruje do niekonwencjonanych działań oraz wzmaga kreatywność, wzbogaca wyobraźnię, poprawia IQ, EQ i SQ, a przy większym doświadczeniu prasuje, myje okna oraz podaje kawę.

    a jakby kto pytał, to biegam codziennie, i mam codziennego doła. jak ta giełda w niu jorku. qrva.

    no

    7 komentarzy

    to jestem z powrotem tą posiadaczką.
    kredyt podpisany, akt notarialny podpisany, dół przyklepany.
    Przyjaciel na najbliższe 42 lata zapewniony. łudzę się, że nie dożyję ;)

    biegam sobie wieczorami po tym Szczęśliwickim i uśmiecham się do ludzi, albowiem wysiłek – jak wszyscy wiedzą – wyzwala endorfiny czy jakieś tam inne mądre słowo, w związku z tym szczerzę się radośnie do wszystkich napotkanych, z naciskiem na innych współbiegaczy.
    panowie odpowiadają uśmiechem lub skinieniem dłoni, panie udają, że mnie nie widzą.

    .

    5 komentarzy

    koncertowe lato mnie się kończy. wypiszę sobie chociaż, co widziałam :
    - Korn i Iron Maiden
    - Beastie Boys, trochu Muse, Bjork
    - RHCP
    - Lauryn Hill
    - Hooverphonic
    - Suzanne Vega
    w przeciagu jednego miesiąca.
    chyba nieźle, nie ?

    własnie minęła ostatnia moja noc bez Przyjaciela Kredyta.
    o dziwo, przespałam ją bardzo dobrze.
    to pewnie ta świadomość rychłego jego powrotu w me wyciągi bankowe działa tak uspokajająco.


    • RSS