zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 7.2007

    wersal c.d.
    - a co u X ?
    - a nie żyje.
    - upsss…
    - umarł dwa lata temu, w święto zmarłych. zbierał kasę, wiesz, jak aktorzy w Warszawie na Powązkach, tak on zbierał na L. wrócił do domu, usiadł na krześle i umarł. znaleźli go po dwóch tygodniach. jeszcze był w kurtce i butach.

    czy to się da jakoś skomentować ?

    wypatrzyłam w łikęd w B książeczkę pod tytułem „Toalety świata„. ktoś pamięta? mój pomysł? z zupą dookoła kibli świata?
    no to KTOŚ WPADŁ NA TAKI SAM. o.
    i wiecie co? nudna ta książeczka. o. i tej wersji się będę trzymać.

    w ramach odszkodowania za poniesione straty moralne zażyczyłam sobie „domów na plaży„, i NIE POWIEM WAM WCALE, że dałabym się poszatkować za ten dom na Sardynii, z basenem wykutym w skale. albo za ten na Ibizie, cały biały, kwadratowy, taki trochę w greckim stylu. albo ten w Nowej Zelandii, taki barakowaty, z jednym bokiem oczywiście całym przeszklonym, a drugim otwieranym na zasadzie zwodzonego mostu.

    ciekawam, kim jest właściciel tego sardyńskiego domku. i czy on już wie, że już wkrótce mi go sprzeda za bardzo przystępną cenę?

    od paru tygodni w zupokuchni grasuje skryty bazyliożerca. pojawia się pod zupy nieobecność, obżera niższe liście stojacego na oknie bazylii krzaczka, zostawia grad czarnych minibobków (okrąglutkie, 1 – 2mm średnicy) i znika.
    wchodzi nawet przez zamknięte okno…

    koleżanka deesse obstawia
    1. ślimaka z zatwardzeniem
    2. chomika
    3. legwana
    4. larwę błonkówki lub ćmy

    ja obstwiam jaszczureczkę lub OBCYCH.
    boję się podejść do własnej bazylii

    dawno dawno temu, w poprzednim życiu, które żyło się chyba zupełnie bez mojego udziału w zupełnie innej galaktyce, miałam Narzeczonego.
    o narzeczonym już parę razy pisałam, grzecznie tytułując go ex.
    narzeczony ów, w chwili gigant zaciemnienia mego umysłowego oraz spadku hormonu odpowiedzialnego za mą asertywność (jest to chyba ten sam hormon, który wspomaga u mnie sukowatość, mam takie dziwne wrażenie), gdy rozpoczęłam pracę, namówił mnie na dopisanie mnie do swojego konta. było to konto w banku pekao sra – młodszym czytelnikom wyjaśniam, że były to dość zamierzchłe czasy, i wybór banków, zwłaszcza w niejakim (s)Radomiu mocno był ograniczony.
    następnie w koncie tem wzięliśmy tzw. odnawialną linię kredytową, czyli taką magiczną pożyczkę, której wystarczy spłacać oprocentowanie, żeby się nikt nie czepiał, a i to oprocentowanie ściągane jest automatycznie z konta, więc właściwie się tego nawet nie czuje.
    pożyczkę wzięliśmy i skrzętnie przeputaliśmy. potem pamiętam, był pomysł, żeby ją spłacić w chwili, gdy ex dostał większą kasę za grę w jednej reklamie, ale jakoś nie udało mi się go przekonać, przeputaliśmy zatem skrzętnie i kasę za reklamę.
    potem natomiast w dość spektakularny sposób się rozstaliśmy, szanowny narzeczony dostał schizofrenii, czy też jakiejś innej ciekawej choroby, która charakteryzowała się niezłymi urojeniami – dzięki bogu miał przyjaciela lekarza, który wziął go za rękę i zaprowadził do psychiatry, więc jakoś z tego wyszedł.
    rozstaliśmy się, ja sobie założyłam nowe konto, ale czułam się odpowiedzialna za moją połowę skrzętnie przeputanej pożyczki w euroqrvakącie, zatem w ratach bo w ratach, ale oddałam mu swoją połowę długu podpierając ją prośbą o wypisanie mnie z konta.
    niestety, kolega tak mnie zmaltretował psychicznie swoimi jazdami, że nie miałam siły ni ochoty się z nim spotkać, pojechać do tego całego (s)Radomia i zamknąć sprawę osobiście.
    a kolega moje pięć tysia… przejadł sobie po prostu, i wypisanie mnie z konta olał totalnie…
    (co jakiś czas przypominałam sobie, żeby do niego zadzwonić i domknąć sprawę, ale sama myśl o rozmowie z nim wywoływała sensacje żołądkowe)
    …co przywaliło mi obuchem w łeb w ostatni czwartek : dostałam otóż z banku, z którym na kolejnych dzieści lat zaprzyjaźnić mocno się zamierzam, na niwie, że tak powiem, KREDYTOWEJ, decyzję – pozytywną, a jakże – udzielenia mi kredytu, w której jak byk stało – ujawniony w BIK limit kredytowy w wysokości 10 000 zł z dnia tego i tamtego.
    NOSZ QRVA. zobaczyłam cały gwiazdozbiór przed oczyma. adrenalina podskoczyła do takiego poziomu, że chyba bym i Tysona znokautowała, jak by się nawinął.
    zadzwoniłam do narzeczonego z grzecznym sykiem – on nie rozumie, jak to się stało, a poza tym to w ogóle o co cho, i on NIE MA PIENIĘDZY, żeby ten kredyt spłacić – na infolinię pekao sra, na której pani mnie pocieszyła, że aby wypisać mnie z konta, pożyczkę trzeba spłącić, a tak poza tym to obowiązuje okres wypowiedzenia, więc nawet jeśli pani spłaci pożyczkę teraz, to uznana zostanie za spłaconą rzeczywiście dopiero na koniec przyszłego miesiąca, a bank kredytujący domaga się zaświadczenia o pożyczki spłacie, narzeczony w dodatku w piątek do (s)Radomia jechać nie może, bo obowiązki służbowe, a w niedzielę WYJEŻDŻA NA URLOP.
    między gwiazdkami gwiazdozbioru zaczął latać Tweety ćwierkając słodko.
    na szczęście były wyczuł chyba desperację w mem głosie oraz zapowiedź między wierszami jak nie pojedziesz za mną tam w poniedziałek, skkkkk, to qrva ubiję jak psa ciebie i rodzinę twoją, i z własnej woli zadeklarował, że on jak najbardziej też by chciał sytuację rozwiązać i jak najbardziej ze mną tam pojedzie, żonie najwyżej cośtam powie, a co, to już nie słuchałam, albowiem skupiłam się na oddychaniu głęboko.
    na czwartkowy wieczór sytuacja zatem wyglądała następująco :
    - mam 10 tys kredytu niespodzianki,
    - niewypłacalnego byłego narzeczonego
    - któremu oczywiście muszę te 10 tys pożyczyć (z których 5 już mu oddałam)
    - brzdącię w serwisie gwarancyjnym do wtorku
    - wyjazd do (s)Radomia KONIECZNIE w poniedziałek albowiem
    - szanowny się urlopuje od wtorku
    - jedyny samochód wypożyczalny w zaprzyjaźnionej wypożyczalni – ford mondeo, 2 l, automatyczna skrzynia biegów, za zupełnie chore pieniądze
    - oraz qrvicę zdolną góry przenosić, a co dopiero biegać przez niemal godzinę.

    w poniedziałkowy wieczór, po wyprawie do (s)Radomia sytuacja wyglądała następująco :
    - na koncie moim 10 tys mniej
    - w pekao sra dyspozycja spłaty pożyczki złożona
    ALE PRZECIEŻ BYŁOBY ZA PROSTO, więc
    - zaświadczenie o spłacie zadłużenia będzie… KIEDYŚ, i będzie trzeba PO NIE PRZYJECHAĆ
    - aby mnie z konta wypisać, będzie się trzeba pojawić tam PONOWNIE
    - samochód plus benzyna plus przekroczenie kilometrażu – ponad cztery stówy w plecy. szanowny chęci partycypacji w kosztach nie zgłosił, bo po co, prawda.

    zatem, moi drodzy, please, call me DEBIL, oraz wystrzegajcie się wspólnych kont.
    a ja, jeśli kiedyś zdarzy mi się wyjść za mąż, to PRZYRZEKAM – wcześniej podpiszę intercyzę.

    ________
    spokój, tylko spokój i Grace Kelly.

    wersal wczoraj w tym fordzie mondeo z automatyczną skrzynią biegów.
    dzień dobry pani, co u ciebie, jak leci, rozmnażasz się, och, jakie ładne dziecko, piękny pies, śliczny kot, co u tego, co u tamtego, ty ciągle w x pracujesz?, dziękuję ci bardzo, to do zobaczenia po twoim urlopie, no pozdrawiam, baw się dobrze, wersal, qrva, wersal.

    i nagle ze zdumieniem odkryłam, jak bardzo może mi zobojętnieć ktoś, kto kiedyś przesłaniał mi świat.
    nic, zupełnie nic, rien, nada, nothing. w miarę życzliwa obojętność, bez niechęci, bez zniecierpliwienia, nawet bez zdziwienia, że jak to, to my kiedyś razem, przez sześć lat ?
    NIC. czułam wobec niego NIC.
    bardzo dziwnie się czułam z tym niczym.
    na koniec nawet nie poczułam ulgi.

    i taka historyjka, w roli głównej dziecko, które mogłoby być moje :
    będąc nad morzem mała karmiła łabędzie i mewy, same białe ptaki. ale przyplątał się i ptak czarny
    - cio to, tata ?
    - to jest kawka

    jakiś czas później mała opowiadała to swojej babci
    i kajmija jabełdzie, i meły…
    - a jak się nazywał ten czarny ptaszek, kochanie ?

    ostra myślówa na twarzy i radosny okrzyk :
    - hejbatka !!!

    17.jpg

    You are The Star

    Hope, expectation, Bright promises.

    The Star is one of the great cards of faith, dreams realised

    The Star is a card that looks to the future. It does not predict any immediate or powerful change, but it does predict hope and healing. This card suggests clarity of vision, spiritual insight. And, most importantly, that unexpected help will be coming, with water to quench your thirst, with a guiding light to the future. They might say you’re a dreamer, but you’re not the only one.

    What Tarot Card are You?
    Take the Test to Find Out.

    ech

    3 komentarzy

    z rana znowu odstawiłam brzdącię do serwisu – gwarancja jej się kończy, niech ją do tego czasu wypięknią.
    (tu mi się przypomniało, jak swego czasu, gdy mieszkania szukałam, pewnym miłym państwu perorowałam, że ja to mam dom kobiet : ja, dwie szynszyle kobity, i nawet samochód sobie rodzaju żeńskiego kupiłam!)
    i jak już wyszłam, i dzwoniłam z torbą (pilates 7h30, nie ?) oraz duszą na ramieniu do kolejnych taksówkarni, bo godzina 9h20, a ja do pracy na 9h00, prawda, i każda jedna mi mówiła 15 minut proszę pani, i wtedy pan, co z serwisu swoją czerwoną sport old werszyn maszyną wyjeżdżał, zaproponował może panią gdzieś podrzucić, i normalnie wiecie, wzruszyłam się. to się nazywa solidarność międzyhondziowa ;)

    a potem wpadlam do robola, koleżanka ecik podesłała mi linę, przy której mi łzy w oczach z letka stanęły, więc zaczęłam grzebać sama i WCALE SIĘ NIE PORYCZAŁAM JAK ŻBIK przy tym :

    (ja chyba nienormalna jestem, przecież to już ponad rok)

    dziś rano na liczniku brzdąci były tylko 23 stopnie, w tak niskich temperaturach przecież nie da się żyć !!!

    wczoraj wieczorem z rozpędu jakoś tak postanowiłam, że sobie pobiegam. większych nadziei z tym nie wiązałam, jak dobiegnę do Włodarzewskiej, to będzie dobrze powiedziałam sobie, krytycznym okiem patrząc na moje ostatnie osiągi oraz warunki pogodowe (34 stopnie na termometrze u ktoto o 22h30, prawda). a jednak… jak ruszyłam, tak nie mogłam się zatrzymać. 2 rundki wokół parku i powrót do domu tylko dlatego, że już ciemno było. tak spływającej potem to się jeszcze nie widziałam. ale czułam się bosko z tym pałerem w nogach, muszę to powtarzać częściej, zdecydowanie.

    w tematach biegaczych pozostając, zamówiłam wczoraj w tym sklepie super mp3 sportowe na prezęcik. zadzwoniłam ale wiecie, rozumiecie, sprzęt muszę dostać do piątku, KO-NIECZ-NIE. i wiecie co ?
    dziś rano, o 10tej, wlazł kurier z przesyłką. normalnie klękam na kolana i czołem biję.
    i nie zaznaczę, tak całkiem przypadkiem, że odtwarzacz u nich kosztował 459 zeta, a u konkurencji, tylko mieszczącej się we wszawie – 599…

    poza tym dziś mam głupawkę, koleżanka qqłka stwierdzila, że koniecznie musi zadbać o przyszłość moją kanapową, i wywołała lawinę wstrząsających odkryć…

    taki numer.
    w łikęd z prawowitym do ttw opex poszliśmy, nie ?
    łazimy, notuję namiary na podobające się gresy, płytki, umywalki, i w pewnej chwili widzę – tak, to jest to. to jest miłość mego życia, tej kolumny prysznicowej pożądam do mojego przyszłego mieszkania. taktaktaktak i jeszcze raz tak.
    stoję w tej kabinie prysznicowej pod tą deszczownicą, głaszcząc jej rurę czule oraz czyniąc niekoniecznie przyzwoite gesty z użyciem słuchawki prysznicowej, podczas gdy prawowity studiuje listę płac. coś mi tam szemrze niewyraźnie, że to chyba dość drogie ustrojstwo jest, ale właściwie to nic nie rozumie z tego, co tam piszą, więc z bólem serca wychodzę spod mojego virtualnego deszczu in spe, i spoglądam na cennik sama.
    ugh – krztuszę się nieznacznie. kolumna prysznicowa : 7850 zeta polskiego.
    sama kolumna, tak ?
    nic to, notuję namiary na tęże, bardziej dla formy, niż treści.

    żeby mnie pocieszyć wieziemy się do klifa – wyprzedaże w końcu, nie ? w Burlingtonie 20 procent, w max zmorze ponoć nawet 50.
    wpadamy do max zmory, na wejściu atakuje nas panna z szampanem, ale wzrok mój już wisi na wiszącym w pobliżu płaszczu. miętolę go, taki mięciutki cudownie jest i milutki… patrzę na cenę – 7913 zeta. polskiego
    płaszczyk. tak.

    to ja sobie może jednak kupię ten prysznic.

    ___________
    a wczoraj straszliwie się popłakałam przy ostatnim odcinku sex & the city, taki wyciskaczołzowy zrobili, na zasadzie i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

    Mika się dowie, że jestem jego przeznaczeniem, pocieszam się innymi rzeźbami w drucie.
    i tak, na przykład.
    stoimy sobie na Open’erze w kolejce do wegetariańskiego żarcia (kochany zupobraciszek z kochaną żoncią swoją nawet strawę odpowiednią dla upierdliwej cioci zupy zlokalizowali, normalnie za dobre mam to rodzeństwo), w pewnej chwili nad moim ramieniem (prawym) zauważam obiektyw kamerowy oraz mikrofon oraz bląd łepek zadający najineligentniejsze pod słońcem pytanie
    - dlaczego jecie wegetariańskie jedzenie ?
    obiektyw uparcie skierowany w stronę k, który nagle kameleonieje : naturalna, cielista barwa jego twarzy przechodzi w szarość, niebieskość zatrzymując się gdzieś na ognistym bordo
    - eee… nie mówię po polsku z pięknym akcentem dumnie w kamerę patrząc wydukał
    - a w jakim języku mówisz ? zapytał bląd łepek inteligentnie, po polsku

    chyba jednak te wszystkie dowcipy o blondynkach nie są tak w stu procentach wydumane.

    _________
    (a co zrobiła Wasza wygadana, wyszczekana, asertywna zupa ? no, chcecie wiedzieć, co zrobiła ? no ?
    no więc zupa…


    udała, że też nie mówi po polsku. o.)


    • RSS