zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 6.2007

    COŚ mnie obudziło o 4h30.
    w pierwszej chwili pomyślałam – pęcherz. spojrzałam na zegarek – wspomniana 4h30 – i zdecydowałam, że w takim razie pójdę do łazienki, do oficjalnej wtorkowej pobudki wszak jeszcze 2 godziny.
    wyszłam z sypialni i półprzytomny wzrok mój napotkał zaskoczony wzrok CZEGOŚ.
    COŚ zareagowało błyskawicznie, dwoma susami i jednym celnym odbiciem od szafki logując się za lodówką.

    tak.
    nie wiem jak, ale Gruba nauczyła się otwierać dolny haczyk od zagrody.
    tak.
    ale przynajmniej mam czyściutko za lodówką.

    moim ulubionym zajęciem ostatniemi czasy jest kłócenie się z taksówkarzami. oni jakoś tak mnie podkurr inspirują.

    oprócz tego nadal, oczywiście, kocham poszukiwanie mieszkań. właśnie, na ten przykład, w dniu dzisiejszym się dowiedziałam, że mieszkanie, co już było za drogie, a w czwartek z za drogiego skoczyło na horrendalnie drogie, mogę obejrzeć, cytuję w środę, w godzinach od 10 do 13, pocałuj się w tyłek.
    natomiast sławetne Gagarina mięknie – pani zupo, to ile pani chce dać za Gagarina ?, usłyszałam dziś.
    ale.
    czy ja.
    nadal.
    chcę.
    tego.
    mieszkania ?

    ktoto mi powiedziała, że jestem MARUDĄ.
    potem doprawiła BURŻUJKĄ.
    oraz zasugerowała zajęcie się robótkami szydełkowymi. nie wzięła jednakowoż pod uwagę, że marudzić mogę przy pisaniu raportu (na piętnastego, oczywiście), a szydełkować – niekoniecznie.

    no i tak. życie jest ciężkie

    bardzo mnie bawi obruszenie i niemal obrażenie osoby, która ewidentnie mnie nie lubi, gdy mówię jej ze spokojem w głosie oraz lekkim uśmiechem na obliczu czemu chcesz, żebym została dłużej, przecież mnie nie lubisz

    wkurzają mnie strasznie dzienniki Virginii Woolf – tak bardzo chciałabym móc je odłożyć „bo za guba książka, nie da się przy obiedzie poczytać”, albo połknąć jednym tchem, a nie mogę uczynić ni jednego, ni drugiego.
    tę książkę się smakuje jak najlepsze wino – powoli, spokojnie, słowo po słowie, fraza po frazie, jest jak muzyka dla mych pokaleczonych złą literaturą oczu i uszu.
    i jak od najlepszego wina, trudno się od niej oderwać.

    komu przegryźć tętnicę, komu, bo idę, ku@#%^, do domu

    chyba muszę sobie kupić buty

    wzięłam otóż na celownik panów policjantów. którzy oto stali zaparkowani centralnie na skwerku pod zupooknem
    - przepraszam, ale to jest skwerek, nie parking, mogą się panowie zaparkować na ulicy, dwa metry stąd
    - my tu mamy interwencję, nie będzie mi pani mówić, gdzie może radiowóz podjechać !
    - interwencję ??? panowie sobie tu gawędzą spokojnie
    - mamy interwencję do pijanego, 43 do 46 potrzebujemy jednego człowieka ! proszę poczekać, jak ma pani czas, zobaczy pani, co tu się będzie działo
    - co, brygadę antyterrorystyczną panowie ściągną do tego pijaczka ???

    grabię sobie, oj grabię.
    następnym etapem będzie radiowóz na – zamykanym dla ruchu kołowego – niu łorldzie w weekend.

    policjanta, jak każdego chłopa, trzeba sobie najwyraźniej WYTRESOWAĆ

    *

    Brak komentarzy

    pamiętam Twój zapach i oczu Twych blask…
    mam nadzieję, że nie jedzie ode mnie za bardzo wódką w tym Twoim wspomnieniu

    jakiś strasznie straszny film na tefałenie leci. strasznie straszny. że im się zepsuł radiowóz, jak konwojowali więźnia mordercę, a księciulo był kosmitą i roztopił się jak terminator. kuuuul.

    Isaura ma chyba jakąś alergię, ciągle kicha od jakiegoś czasu, a Gruba dziwnie się uspokoiła. niepokojące.

    a może naprawdę pierdyknąć wszystko i pojechać do Meksyku? zatrudnić się jako sprzątaczka w Quinta Real w Huatulco, znaleźć jakiegoś jurnego meksykańskiego maczo i mieć prawdziwe problemy.

    boże, czego to jedna szklaneczka grand marnier z człowiekiem na south beachu nie zrobi…

    czy dziś Sarko z Kaczuchą zabwaią się tak dobrze, jak Sarko z Putinem

    jak już się zdecydowałam na obejrzenie (z realną opcją kupna) ZA DROGIEGO mieszkania w moim miejscu-fetyszu na Ochocie (oczywiście), to pani właścicielka stwierdziła, że ona się rozmyśla. no żeby ja popierwiastkowało.

    (tak, wybaczcie, ale tematy mieszkaniowe są ostatnio jedynymi, na które można ze mną rozmawiać, może dlatego właśnie piszę tak rzadko – bo nudzi to już mię samą)

    zastanawiałam się ostatnio, dlaczego wszystkie te mówiące GPSy są takie grzeczne. jeśli to możliwe, proszę zawrócić, jeśli to możliwe, proszę zawrócić, jeśli to możliwe proszę zawrócić mówi taka przez dziesięć minut, kiedy człowiek nie pojedzie wyznaczoną przez nią drogą.
    przecież to nudne.
    dlaczego jeszcze nikt nie wymyślił GPSa mówiącego jeśli to możliwe, proszę zawrócić. prosze zawrócić. zawracaj, baranie. nosz #$^&* nie rozumiesz, co do ciebie mówię ??? ZAWRACAJ, do cholery !!!
    albo za sto metrów skręć w prawo a kiedy się przegapi skręt no??? no co ja ci mówiłam, ślepoto jedna???
    nie wiem, jak Wy, ale ja tam bym chciała mieć takiego GPSa, pod warunkiem, oczywiście, że miałby bogaty zasób słownictwa, odpowiednio wyszukanego i dowcipnego (no dobrze, mój przykład z nosz #$^&* nie rozumiesz, co do ciebie mówię ??? trochę nie do końca sie w te założenia wpisywał). specjalnie jeździłabym wbrew jego przykazom, żeby tylko usłyszeć, co tym razem mi zapoda

    ***

    4 komentarzy

    pani ponad pięćdziesiatkę, tak nawet pod sześćdziesiątkę, bym powiedziała, błękitny t-shircik : You can watch but not touch na zwiśniętej klatce piersiowej.


    • RSS