zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 10.2006

    no i poszedł sobie. zuposzef, w sensie, poszedł sobie.
    następnym razem zobaczę go, kiedy laskaone będzie już starą d… eee, ten OSOBĄ W SILE WIEKU.
    jak ja, co.
    wyszedł, uśmiechając się bezczelnie i wcale nie kryjąc faktu, że zniknięcie na trzy tygodnie, z czego większość w ciepłych krajach, nie sprawia mu większej przykrości, a nawet wręcz, powiedziałabym, sprawia mu raczej przyjemność.
    tak bezczelne zachowanie w przeddzień załamania pogody oraz opadów śniegu z piorunami, powinno, moim nieskromnym, być prawnie zabronione oraz spotkać się z ostrymi reperkusjami oraz ogólnym potępieniem społecznym.
    niniejszym zarządzam Ogólne Potępienie Społeczne. no, DALEJ !!! POTĘPIAĆ !!! a jemu, jak wróci, no, chyba, że go dżungla pochłonie, albo struje się margaritą na Margaricie, to każę napisać samokrytykę oraz wygłosić ją na Placu Zamkowym, albo jakich szamps elizeach, a co.

    w sobotę w mieście na B. konferencyjny głos w pierwszysch słowach swego listu przeprosił mnie za miejscową aurę, a w drugich zalecił ABSOLUTNIE NIEZBĘDNE zakupy w celu zakucia do zdania tego, co wiecie, a mnie się już nie chce. piętnaście minut później smutno kiwałam na papa setce ełrasów, które odpłynęły z piskiem terminala, promiennym uśmiechem natomiast przywitałam dodatkowy balast w mojej walizkie.
    na farby miejsca nie starczyło. zresztą, szczerze powiem, że nawet ich nie szukałam, gdyż w B. życie toczy się w kartonach (prawowity radosnym głosem poinformował mię, że było ich 184. tak. STOOSIEMDZIESIĄTCZTERY), a pół łikędu uciekałam przed prześladowaniami pt „a gdzie powiesić TEN obrazek”. CUDEM tylko udało mi się wyrwać prześladowcy oraz zanabyć żel pod prysznic oraz butter do ciała o sm… WRÓĆ, zapachu truskawkowym. przyrzekam, pachnie jak truskawkowe oranżadki w proszku, co to je wchrzaniałam namiętnie przez pół dzieciństwa, i co to zostawiały czarowne czerwone plamy na rękach (no bo przecież najpierw trzeba je było na rękę wysypać, czyżnie ?) oraz języku.
    co przypomina mi, jak to kiedyś dawno dawno temu, gdy Bardzo Nielegalnie romansowałam z prawowitym, i pojechaliśmy w ramach tego romansu do Amsterdamu, wpdłam na genijalny pomysł zafarbowania sobie kudłów na czerwono pianką typu one day.
    nie muszę chyba mówić, że pianka się zmywała przez miesiąc, prawda ?
    a chciałam powiedzieć, że jak je sobie farbowałam w hotelu, a potem myłam rękawice i inne akcesoria, to woda płynęła czerwona, jako ten język, i zostawiała na wannie smugi, jakoby mię kto zaszlachtował w tej wannie był.
    ale to tak tego, tylko wzmianka, nie ?
    no.

    z nowości, to iPod znowu w naprawie, bo tak jakoś im się nie udąło poprzednią razą, a żeby jeszcze usprawnić obsługę klienta, serwis otwarty jest od 10h30 do 17.
    czy się wkurwiłam ? nieee, no coooo Wyyyy. przecież ja jestem, qrva, OAZĄ yebanego SPOKOJU, nie ?
    no.

    a poza tym, to tego, nie ? Isaura.
    no

    isa1.JPG

    że nic nie widać ? NO WŁAŚNIE !!!
    dobieramy się do wózeczka…

    Isa2.JPGIsa3.JPG

    oraz kwiatków…

    Isa4.JPG

    a przecież pańcia daje jeść

    Isa5.JPG

    oraz wygrzewać futrzaty tylec na kaloryferze

    Isa6.JPG

    poszłam ci ja, panie dziejku, wczoraj na obiad. i wiecie, ja NAPRAWDĘ nie wiem, JAK to się stało, ale zupełnie Z NIENACKA (taki dialog sprzed lat :
    Faszon : a ty, Kruka, to skąd jesteś tak w ogóle ?
    Kruka : ja ?… a Z NIENACKA
    Faszon : aaa, to jest jakieś NIENACKO na Mazurach ???
    brawa oraz koniec dygresji.) NAPADŁ NA MNIE sklep Ryłki. PRZYRZEKAM, nie wiem, jak to możliwe, i w ogóle domagam się, żeby KTOŚ Z TYM COŚ ZROBIŁ. nie wiem. jakąś komisję śledczą w sejmie powołać, policję i CBŚ zawezwać oraz Ziobrę zrewitalizować, NIE WIEM. COŚ, w każdym razie.
    w związku z tym, przez skórę czuję nawrót ubiegłorocznej czarnej serii : do poszłam do banku i kupiłam buty
    poszłam do apteki i kupiłam buty
    poszłam na fitness i wróciłam z krótkimi włosami
    dołącza teraz : poszłam na obiad i kupiłam buty

    od butów zgrabnie i niepostrzeżenie (prawda, że niczego nie zauważyliście, prawda prawda ???) przejdę do tematu biegania, w końcu biega się też w butach, conie.
    otóż w środowy wieczór, wracając ugotowana zupełnie z robola (w lecie gorąco, w zimie gorąco, panie doktorze, czy ja pracuję w hucie ???) stwierdziłam, że jeżeli ja TERAZ ZARAZ NATYCHMIAST nie wezmnę tyłka w troki i nie pójdę pobiegać/zmarznąć/przewietrzyć się to się wezmę i rozpęknę. w ten oto sposób w środowy wieczór, po parku szczęśliwickim ciemnym jak wnętrze mózgu Giertycha Starszego (no dobrze, Młodszego tesz) (już nie mówiąc o wnętrzu mózgu mojego ulubieńca Orzechowskiego) zapindalała frustracja na dwóch nogach vel zupa zaopatrzona w pięćdziesięciocentymetrową pancerną latarkę, bo że jakby co, to oświetli, a jakby co – to przygrzmoci.
    taka wielofunkcyjna ta latarka, wiecie.

    a wczoraj natomiast wieczorem w ramach udawania, że się przygotowujemy do egzaminów przy zwolatylizowanej z zupobiura butelce czerwonego bordeaux, zreformowałyśmy z ktoto polski system szkolny, obgadałyśmy pół bloga (tej drugiej połowy nie znamy), obejrzałyśmy nocną panodramę wszawy oraz zgodnie doszłyśmy do wniosku, że jesteśmy wielce sfrustrowane i nie ma co czekać, trzeba uciekać.
    no i tak. nie ?

    a dziś za to znów wyjeżdżam, zatem możecie się wkrótce spodziewać poniedziałku.
    (to tak na zakończenie, coby Wam nie było zbyt wesoło w ten piątek. o.)

    PS. chciałam jeszcze dodać, że, jak nie lubię ob. Karnowskiego, który to przesłuchuje gości rankiem w Trójce, tak dziś muszę przyznać, że ob. Tuska (którego nie lubię również, lecz to chyba cecha wspólna polskiej klasy politycznej. znaczy, to, że ich nie lubię) rozsmarował na zimno po podłodze, posypał solą, pieprzem, przeszedł się po nim razy parę, a ob. Mann jeszcze doprzejechał go czołgiem. znowu PO dała dupy, echhh

    z zuposzefem od czasu do czasu ucinamy sobie pogawędki w temacie osób długo pozostających w stanie bezżennym. wnioski z nich płynące nie są dla mnie zbyt optymistyczne. ale cóż. taki lajf, nie ?
    (głównie chodzi o umiejętność do stosowywania się do nawyków tej drugiej osoby, o zdolność docierania się, pójścia na kompromisy, które u mnie, co zauważam po niecałym roku samotnego życia, spadają na łeb na szyję)

    nie widział ktoś moich farb do szkła ? wczoraj, w celu odreagowania nieustającej od łikędu pracy nad malowaniem komódki na bijoux soupette (tak, potrzebuję KOMÓDKI na BIŻUTERIĘ) (i dodatkowego POKOJU na BUTY) oraz produkcji Długiego Sfetra Koloru Ecru (zapewnie wkrótce pojawi się tu jego story, no, chyba, że nie będzie tak malownicze, jak sfetra pomarańczowego, na co się na razie zanosi), postanowiłam se obzdobić butelkę po winie. i kurde, NIE WIEM, gdzie są moje farby.
    i błagam, nie mówcie mi, że w B…. bo JAK JA JE PRZYWIOZĘ z powrotem ???

    a w dzisiejszej rzepie piszą, że jedzenie ryb zmniejsza agresję. nawet o 30%. chyba powinnam sobie je aplikować trzy razy dziennie.

    sprzątając stare gazety ostatnio, poczytywałam sobie w nich co nieco.
    no, i taki na przykład mister Orzechowski, wiceminister edukacji, tfu tfu, oznajmił w wybiórczej, że ma w nosie tolerancję, że były już w historii czasy, kiedy nie było tolerancji i było w porządku, cytuję z pamięci mej niewiernej.
    no. jasne. bo po co komu tolerancja, nie. przecież wszyscy wiedza, że od tolerancji to się wrzody na tyłku robią i włosy oraz zęby wypadają. dlatego Hitler czy Stalin byli okazami zdrowia. no.

    za to Skierniewice w niedzielę po zmroku wyglądają jak Silent Hill. pusto, zrujnowano, a do tego wszystkiego unosi się gryzący dym. za Urzędem Miasta (no ja przepraszam… miasto…), który wygląda na tle granatowego nieba jak ponura dekoracja, szare baraki straszące czernią wytłuczonych okien. dziurawy rynek, główny plac rozkopany – ale nie widać ani jednej maszyny do dokończenia dzieła. obdrapane kamieniczki, idealne zero przechodniów.
    jednak mieszkając we Wszawie zupełnie traci się perspektywę, zapomina się o tym, że jednak jakieś 80% Polaków mieszka w takich własnie miejscach.
    i CIĄGLE ŻYJĄ, popaczcie Państwo.

    poza tym problemy mieszkaniowe stale nie chcą sie rozwiązać, rozważam wariant B, czyli sprzedaż mieszkania. co w sumie wcale by mi nie wyszło na złe, bo już mam plan na to, zrobić ze zdobyczną kasą (pojechałabym w piiii do Meksyku i q nie wróciła więcej – ups, sorry, to nie byłam ja, rozsądna zupa, to była ta druga, zupa rzygająca rzeczywistością), i to też mnie korci wielce. ale poczekajmy do końca roku…

    w oczekiwaniu jednakowoż na czas podejmowania ważkich decyzji, studiuję uważnie europejską stronkę, bo egzamin czternastego (grudnia, spoko), poganiam L. mentalnie, oraz oddaję się upojnemu frustrowaniu.

    a Isaura szara wariatka z zachwytem eksploruje metalowo-rattanowy wózeczek dla lalek na Kole zdobyty, a zwłaszcza zwisające z niego liście roślinek. może kiedyś uda mi się zrobić zdjęcie, jak pręży chciwie swego białego bebecha.
    a propos Koła – przy przedostatniej wizycie wypatrzyłam na nim czapkę z jednej z takich właśnie Isaur, szarych wariatek. odeszłam stamtąd na miękkich nogach.

    temu @#$%^&*, który z róźkowego grobku wyrwał krzaczek lawendy, i nawet dołu nie zasypał, z całego serca życzę, żeby tyłek obsiadły mu pchły z tysiąca zapchlonych psów, a ręce skróciły sie tak, by nie mógł się po nim podrapać.

    ch jeden

    no. to tak. Lepper już zadbał o mą kasę na utrzymanie w przypadku wypieprzenia z roboty przez krwiopijcę, teraz wesoły Romek zadba o mą szwankującą edukację, a w jednej z ulubionych upojni zadbają o hard rozrywkę.
    same dobre wiadomości, Mili Państwo, same dobre.

    w dodatku okazuje się, że nasi ukochani faszyści też byli odrobinę próżni, co oczywiście zmienia całkowicie ich wizerunek w moich oczach – robią się nagle tacy jacyś… luccy, nie ? przez duże c.

    a ja za to byłam na diabeł ubiera się u Prady i skonstatowałam z pewnym żalem, że Anne Wintour rzeczywiście wielką siłę ma – Miranda w filmie NIE JEST ZIMNĄ SUKĄ, której się nienawidzi od początku do końca. wyobrażacie sobie ? zrobili z niej CZŁOWIEKA. uważam, że scenarzyści i reżyser oraz stado grających w filmie modelek SIĘ SPRZEDALI. o. i to za niską cenę. o.
    no i chwila, w której Andrea opuszcza Mirandę… pfff. cienizna psychologiczna, panie dziejku. w zestawieniu z tym, co już przez tę sucz przeżyła, CIENIZNA. równie cienka, jak monoglog młodocianego narzeczonego koleżanki Martusi Mostowiak do tejże Martusi pt. pani sędzio, uratowała mi pani życie tym, że mię pani wysłała do pierdla, albowiem po równi pochyłej staczałem się byłem, ach och ech, normalnie łezy wzruszenia ocierałam byłam i WCALE nie wybuchnęłam śmiechem, który zgonił Isaurę z oparcia fotela. WCALE. a nawet FCALE. no pani Łepkowska, ratunku !
    a wracając do diabła – poza tym filmik ogląda się przyjemnie, dla każdego coś miłego – dla Pań stosy ciuchów (jezu, dla tego zielonego płaszcza od szanela mogłabym dać pokroić najsłynniejszą babcię Warszawy !!!), dla Panów – stado modelek, przewija się tam nawet niejaka Hajdi Klum, ale – wybaczcie, Panowie, NIE MAM POJĘCIA, KTÓRA TO. zobaczyłam ją ino w spisie treści po filmie, Hajdi Klum plays herself, a dla laskione – uwaga, speszjal edyszyn !!! – Andrea, która zapisuje rozkazy Mirandy w notatniku – TADAM! – moleskina…

    dziś mija dokładnie sześć lat od kiedy pracuję w tej fabryce.
    sześć lat.
    SZEŚĆ LAT.
    niech mnie ktoś kopnie i da rozpęd do zmiany. inaczej zgnuśnieję na tej cieplutkiej wygodniutkiej posadce.

    SZEŚĆ LAT.

    niech mię kto dobije w ten piątek, pliiiizzz !

    a poza tym…
    ja chcę SMOKA !!!

    iguana1.JPG

    ostatnio non stop śnią mi się dzieciaki.
    za każdym razem moje, za każdym razem posiadające imię.
    w niedzielę była to dziewczynka, już kilkuletnia, o imieniu Chloe, dziś chłopczyk, absolutny niemowlaczek, najpiękniejszy pod słońcem, oczywiście, bodajże Feliks. albo Franek. coś takiego. promiennie uśmiechnięty. i moja mamuśka.
    symbole senne Ewa Seydlitz : dziecko – nowy etap w twoim życiu.
    matka – często oznacza opiekuńczą i przychylną opatrzność.
    NIECH SIĘ TO L. ODEZWIE, DO CHOLERY, TAK ?

    muzycznie szaleję za born to be wild w wykonaniu Ozzy’ego Osbourne’a i Miss Piggy
    gimme a kiss, Miss Piggy, pleaseeee !

    no więc koluMbrynie w przeddzień czwartych urodzin odwala na maksa.
    najpierw uznała, że ona nie będzie se odpalać. BO NIE.
    mówię Wam, stanie 15 minut w poprzek parkingowej alejki w blu szity, kiedy za tobą powoli acz skutecznie formuje się zgrabny koreczek, i nerwowe naciskanie pieprzonego guzika start (windows, qrva, windows !!!) to przeżycie z gatunku dość ekstremalnych. (i dyskretnym milczeniem pominę kolejne piętnaście minut pod halą banacha, gdyż tam nikogo nie blokowałam, ino się wq…. no, tego, denerwowałam, że stosy targowych zakupów na własnych plecach będę na stoisko zatargać musiała).
    po wizycie w serwisie okazało się, że jedynym problemem, jaki panowie wykryli był – tadam – zupełny brak płynu w klimatyzacji.
    no. to tak na przyszłość – jak Wam laguna nie odpala to znaczy, że płynu w klimie nie ma. tja.
    faktem jest, że od tamtej pory z odpalaniem problemów nie ma.
    a wczoraj natomiast, po niewielkich zakupach w galerii młokotów, gdzie przeżyłam gigant rozczarowanie w miejscowej pasmanterii, odkryłam, że koluMbryna mi się… POSIUSIAŁA NA TURKUSOWO.
    prawowity najpierw usiłował mi telefonicznie wmawiać, że to napewno NIE JA, ja natomiast nie dałam się przekonać, i zawezwałam pomoc drogową.
    …pomachałam lagunkie na good bye. smutno błysnęła na mnie reflektorami. kiedy się znów zobaczymy, kochanie ??? aj łil mis ju wery macz !

    *tak, jak też oglądam Mjakmiłość, tak, wiem stare dowcipy tam opowiadają, tak, nie wiem, czy tamta panna w końcu wyszła za Stefana, bo KURDE, te odcinki AKURAT przegapiłam ! utkłam w miejscu, w któym ona utkła w mieszkaniu, cierpię na niedosyt poznawczy, nie śpię po nocach, uświadomijcie mię, Mili Państwo !


    • RSS