zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 9.2006

    zupofabryka, zagramaniczna harpia, zafundowała WSZYSTKIM swoim pracownikom, a więc i zupie ze wszawy, a więc i Sangeecie z Dubaju, a więc i Cristinie z Madrytu, a więc i Annie z Bukaresztu TABLETKI NA GRYPĘ.
    i chodzą teraz dumni i bladzi. a co.
    i jakoś nie wpadli na to, że we wszawie, w obliczu zbliżających się targów, to zupie i szefowi jej bardziej by się się ALKASELTZER przydał.
    echhh, żabojady

    trywialnie : weekend był za krótki, a piwko po joggingu, na brzegu jeziorka w Parku Szczęśliwickim smakuje najlepiej na świecie.
    a jeśli chodzi o Duran Duran, to w sektorze VIPowskim (dzięki, ktoto :) ) wyżerka była niezła, no i sztuczne ognie były piękne, szarpła się tepsa.

    a poza tym : agencje obdzwonione. trzymajcie kciuki za mnie.

    wstawienie mojego kochanego mieszkania do agencji nieruchomości przerasta me siły miałam już na końcu klawiatury, kiedy…
    zadzwonił telefon.
    agencja nieruchomości
    chyba mamy klienta, zadzwonimy umówić się na zwiedzanie
    no tak, rozmawiałam z nimi. jeszcze w lipcu…

    trzęsą mi się ręce

    prawowity zwija bety, dziś spędziłam OSTATNIĄ noc w moim pięknym mieszkanku.
    tak jestem zielono-czerwona, z naciskiem na fioletowy.

    oto jutro zuposiostra się wychodzi za monsz.

    tak tak, ta MŁODSZA O JEDENAŚCIE LAT, tak.
    i planem raczej nie jest „idę za mąż zaraz wracam”.
    w związku z tym doniosłym faktem, zupomatka bombarduje mię od paru tygodni DRAMATYCZNYMI telefonami :
    ZUPO !!! bo siostra sobie wymyśliła, że będzie miała kok na karku, nie na górze !
    nooo… to bardzo ładna koafiura…
    ALE !!! jak do niego WELON PRZYPIĄĆ ???

    i wcale nie zwraca uwagi na moją FRUSTRACJĘ etatowej rodzinnej starej panny. no co za NIECZUŁOŚĆ.

    łzy upokorzenia łykając skrycie, zemstę perfidną uknułam. postanowiłam być najlepszą laską na całym weselu, a co. no, dobrze, może z wyjątkiem zuposiostry, ale ona będzie lepszą laską tylko z powodu zarombistej kiecki za Kupę Kasy, no.
    ja natomiast udałam się do fryzjera (tak, mam na głowie równowartość mojej wypatrzonej w camaieu jesiennej kurteczki oraz sfeterka), zakupiłam se buty, które przemówiły do mnie głosem pięknym w pewnym butiku na niu łorldzie :

    buty.JPG

    zaraz – w ramach ciężkiej pracy – udam się do manikjurzystki, a jutro rano znowu na fryzowanie.
    nie będzie zuporodzina pluć mi w twarz. nie ?
    no !

    poszłam dumna i blada, odebrać z lotka wygraną przeze mnie kumulację.
    o rany, no UPIERDLIWI jesteście. no DWA RAZY trójka była, to chyba to samo, co RAZ szóstka, nie ??? a nawet lepiej, bo WIĘCEJ RAZY, o.
    no więc odebrałam tę moją kumulację w szokującej wysokości 32 zeta, i postanowiłam, że se zaszaleję, A CO, i w rossmanie se żem kupiłam zestaw wsuwek, dwie gumki do włosów, jedną spinkę w różyczki, trzy pary skarpetek (jedne w serduszka !). tak żem se zaszalałą. a co.
    poszło 55 zeta.
    jak szaleć to szaleć. A CO.

    przypomnijcie mi, ludzie, w którym to filmie Bruce Willis mówił do swojej upierdliwej panienki Zed is dead, baby ?
    sclerosis popularis w stadium mocnozaawansowanym, cóż.

    od rana walczę z panienką. żabojedzką sekretarą, którą przerasta kwestia zarezerwowania 10 pokoi w paryżewie. nauczka na przyszłość, qrva.

    prawowity wynosi się w poniedziałek.
    może bym tak coś wybuchła ? szukam propozycji celu w tym celu.

    Zed is dead, Zed is dead, baby

    motywacji brak.
    wczoraj pół godziny zastanawiałam się, co ja będę teraz czytać (nic to, że rozgrzebany Clarkson, Mikołajek – od półtora roku, bo to french version, Perez Reverte oraz Shutter Island, nic to). bo wiecie. musiałam sobie dobrać książkę POD ZAKŁADKĘ.
    padło w końcu na Cunninghama, a w międzyczasie zdałam sobie sprawę, że moja biblioteczka pełna jest kryminałów, których jakąś zagorzałą fanką nie jestem. jak to się stało, nie mam pojęcia.
    no bo sami popatrzcie : taka zakładka nie mogła znaleźć się w BYLE JAKIEJ książce, nie ?

    zakladka.JPG

    no !

    (w biurze z czterdziestominutowym poślizgiem. zastanawiam się, kiedy mnie wreszcie stąd wypieprzą.)

    jakimś cudem nagle rozmył się mi w niebycie mój ulubiony Mendoza. nagle nikt z moich etatowych pożyczaczy go nie ma. normalnie czarna dziura wciągła, wielki kosmaty niebieski potfór go połkł albo wchłonęła ta płaszczka co utukła tego Stiwa od krokodylów.
    NIE MA i już.
    mojego ulubionego Edzia, w dodatku w ładnej okładce, nie w tym badziewiu, co teraz jest dostępne.
    PRZYZNAĆ MI SIĘ, i to JUŻ, kto wrzucił mi Edzia do czarnej dziury, noooo ???

    poza tym ostatnio
    la dame qui aimait les toilettes propres ze względu na tytuł, co do zawartościu uczucia mieszane
    Noc wyroczni zmęczyłam, no bo jak już zaczęłam…
    a obecnie świat według Clarksona, i zdecydowanie stwierdzam, że nie jestem natural born czytelnikiem bestsellerów. jestem przy piątym bodajże felietoniku z tego niby zbiorku i jakoś nie wykrzesał on ze mnie ani uśmieszku, nie mówiąc już o rozśmieszaniu do łez.
    ale to może dlatego, że w końcu jestem upierdliwa, nespa ?

    dziś znalazłam ogłoszenie o pracę w ondzie. napiszę, co mi tam. a jak dostanę, i w dodatku dostanę służbową brykę, to ciocia laska z zazdrości zejdzie ;)

    w dniu wczorajszym w centrum meblowym jupiter, ul. towarowa, niżej podpisana zupa zupkowska natknęła się na swoją uwielbianą instruktorkę fitness Katarzynę P., z dzidziusiem i strażą przyboczną. z dumą oraz pewnym zmęczeniem Katarzyna P. zaprezentowała zupie zupkowskiej swojego potomka, pełci męskiej, dodając jednocześnie, że jak na miesięcznego dzieciora, jest z niego kawał chłopa. na co zupa zupkowska, z wrodzonym sobie wyczuciem oraz znajomością rzeczy, zapytała a do pracy już wróciłaś ?
    ja bardzo proszę nie śmiać się za bardzo oraz rąk w łokciach nad gópotą mą nie łamać. szkoda łokciów ;)

    a z prawowitochawirą to normalnie newerending story.
    w czerwcu pojechaliśmy tam razem, w celu znalezienia odpowiedniego gniazdka, nie ? wymagania prawowity ma dość wygórowane, nie przeczę, niemniej jednak można by się jednak spodziewać, ze w sercu Zjednoczonej Hełropy, nie będą one trudne do spełnienia. okazało się jednak, że są, i to BARDZO.
    jak mieszkanie ma balkon, to nie ma parkingu. jak ma parking, to nie ma balkonu (o tarasie nie mówiąc, tarasem w mieście B. potrafią być 4m2), a jak – jakimś cudem ma i parking i balkon, to na balkon wychodzi się przez łazienkę. albo – w najlepszym przypadku – sypialnię. praktyczne, przyznacie. jak ma już parking i jaki-taki balkon, to nie ma odpowiedniej ilości pomieszczeń. ma za to hektary salonu i oddzielne hektary jadalni. jak mieszkanie ma odpowiednią ilość pomieszczeń, to nie ma balkonu. albo parkingu. albo ma cztery piętra, a na każde z nich prowadzą schody, typu casse-gueule, czyli obijające mordę samym swoim widokiem, a najczęściej okazuje się być po prostu domem na skraju, qrva, miasta, do którego dojechać można jedynie samochodem, lub ewentualnie samochodem, a do najbliższego sklepu jest pięć kilometrów, i zamykają go o 17.
    a mieszkanie, w którym się zakochaliśmy od pierwszego wejrzenia (no weźcie, wanna pod oknem dachowym, noooo !), było już wynajęte, kiedy je oglądaliśmy.
    tak więc trudne zadanie znalezienia przytulnego gniazdka spoczęło na prawowitego barkach. co drugi dzień donosił mi on telefonicznie o poniesionych na tem polu kolejnych klęskach. nic więc dziwnego, że kiedy wreszcie znalazł coś AKCEPTOWALNEGO (sto metrów salonu, prawda), rzucił sie na to z pazuryma, i z zapałem opowiadał, jaka to wypas chawira, i jak to właścicielka sfinansuje malowanie na kolor, jaki on sam sobie wybierze oraz wybuduje na swój koszt garderobę lub chociaby szafę. a nawet dwie. i że on to wszystko w umowie. zapisał, znaczy.
    no i okazało się, jak w znanym dowcipie, że, rzeczywiście, właścicielka przemaluje swe włości na wskazany przez prawowitego kolor, pod warunkiem, że będzie to kolor kości słoniowej. no, ewentualnie – kosć słoniowa. i za szafę też zapłaci. pod warunkiem, że rachunek wyniesie 0 ełro.
    niemal jak w tym dowcipie o zegarkach rozdawanych na placu czerwonym, kurde.
    zeszły tydzień zakończył się majlem to ja w takim razie proponuję rozwiązanie umowy, ten tydzień rozpocznie się dalszymi negocjacjami. ciekawe, co z tego wyjdzie.

    a ja na ogrodzeniu skry wypatrzyłam billboard z czerwonym hasłem na białym tle co cię jeszcze trzyma w tym kraju ?, i powiem Wam, że… cholera, TEŻ SIĘ NAD TYM ZASTANAWIAM.


    • RSS