zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 3.2006

    prawowity poprosił o kilka dni do namysłu
    krostowaty oznajmił, że on się nie zgadza na to, żebym go rzucała.
    ja położyłam na wszystkim laskę, siedzię w kąciku i staram się nie myśleć za dużo, czekam, aż przyschnie.
    a w nocy z poniedziałku na wtorek śniły mi się winogrona :
    - Wystrzegaj sie zakazanych zabaw
    - Jeść zwłaszcza dojrzałe – dobre zdrowie
    - Widzieć kiście winogron – zdobycie lepszego stanowiska, dla kobiety kiście winogron – spełnienie jej najgorętszych życzeń

    i niech mi ktoś jeszcze powie jakie, do ciężkiej cholery, są moje najgorętsze życzenia.

    ponieważ hepi endu brak, zupa kryje się po kątach

    (prawowity zupy zasadniczo nie chce, zupa zasadniczo zerwała z krostowatym, Ciapek został tam, gdzie był.)

    idę va banque
    trzymajcie kciuki za mnie

    zupa postanawia wyjechać na kawałek łikędu z prawowitym do Kazimierza nad Wisłą, w celu wyrwania się z codzienności oraz ewaluacji strat i zysków i przedyskutowania możliwych rozwiązań.
    resztę łikędu przeznacza zupa na
    * albo pocieszanie się w ramionach krostowatego
    * albo informowanie go o bezcelowości dalszych spotkań
    (jestem wredną zimną suką, wiem)
    poza tym, zupa znów się zakochuje

    duszę się w tym moim ciasnym życiu.
    robota – fitnes – dom ewentualnie robota – zakupy – dom
    nie jestem stworzona do biurowej roboty. powinnam była zostać rzemieślnikiem. nie wiem, naprawiać buty, robić meble, szyć ubrania, leczyć zwierzęta.
    tylko KONKRETY do mnie przemawiają.

    dziś pragnę zrobić coś takiego właśnie. KONKRETNEGO.

    wczoraj wieczorem odkryłam nagle, że od nie wiem, kiedy, chodzę z ptasią kupą na rękawie.
    tak jakoś nie zauważyłam, kiedy mnie obsrało, a kurtka jaśniutka – biała kupa nie skakała do oczu.
    ale podobno to przynosi szczęście.
    szczęście przynosi też wdepnięcie w psią kupę. co gorliwie wykonałam w niedzielę w okolicach południa.
    a temu lujowi, który pozwala psu srać przed moją klatką, najchętniej bym krzywdę zrobiła.
    cóż, jakoś perspektywa szczęścia (iekuistego, zapewne) nie schładza mojej gorącej głowy ani nie temperuje charakteru gwałtownego ze skłonnością do przemocy.

    ech

    3 komentarzy

    rzygać już mi się chce tą moją telenowelą.

    w sobotę bylim w kinie. na miasto gniewu. tak. bo jakoś umkło mi, że byłam na tym już ładny kawałek czau temu. z ktoto, podejrzewam.
    potem odwiedziłam najbardziej lansową knajpę w tym mieście, w której pani kelnerka miała minę, jakbyśmy jej krzywdę robili. pfff.
    wczoraj zakończyłam oglądanie pierwszej serii desperate housewifes. będę płakać.
    wczoraj zakończyłam również Świat Suzie Wong. wspaniała baśń z cudowną atmosferą sennego (!!!) Hongkongu, portowych dziwek i europejskich marynarzy. z hapi endem, a jakże.
    i jakoś nie mogę się namówić na wystartowanie z nową lekturą, najchętniej przeczytałabym to jeszcze raz.
    natomiast windows on the world jakieś takie… bessensu. męczyłam dni parę – aż wreszcie zmęczyłam. wbrew oczekiwaniom i zapowiedziom – nie spowodowało żadnego wstrząsu, szoku, nic. nuda, panie, jak w polskim filmie. a tak lubię tego pretensjonalnego fiuta Beigbedera.

    prawowity oznajmia zupie, że nie jest pewien, czy chce, by ona do niego wróciła.
    zupa tonie we łziech.
    prawowity prosi o parę dni na ułożenie sobie w głowie zdarzeń z ostatnich dni.
    zupa zgadza się pokornie.
    zupa odpowiada na jego majl z października 2005, w którym on błagał ją o nieodchodzenie.
    zupa błaga go o drugą szansę.
    zupa rzuca spanie i jedzenie. wygląda niezwykle seksownie z płaskim brzuchem i workami pod oczyma, w które włożyłby pięć kilo ziemniaków.
    dobrzy ludzie mówią, że wszystko będzie dobrze, tylko zupa musi swoje odcierpieć : kara musi być, cytuję.
    zupę boli głowa i wszystkie flaki.
    zupie jest wstyd z okazji dziecinnego zachowania swego.
    w kolejny śnieżny dzień (wiosna za 4 dni, tak), zakłada gruby sweter i najbardziej letni ze znanych jej zapachów.
    będzie dobrze, powtarza sobie posmarkując w serwetkę z logo firmy

    boli mnie gdzieś tam w środku.
    bardzo boli.

    apres la pluie vient le beau temps
    po tym, co teraz to minimum pięć lat idealnej pogody mnie zatem czeka.


    • RSS