zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 1.2006

    …że w paryżewie, na Tragicznym Terminalu Jeden widziałam na Własne Oczy pana, który zainspirował Spilberga do nakręcenia Terminalu ?

    zupełnie niepodobny do Przystojniaczka Hanksa, i doprawdy mało prawdopodobne, by mogła się w nim zakochać Piękna Zeta-Jones

    codziennie zaglądam sobie na konto, i niezmiennie zadziwia mnie jego stan stale oscylujący w dolnych strefach warstwy niskiej.

    po weekendzie z krostowatym odkrywam nagle, że i ja potrafię budzić się z uśmiechem.
    nawet w poniedziałek.

    po kilku dniach nadaktywności zawodowej, dziś zdecydowany niż.
    dziś pragnę tylko leżeć i pachnieć z kubkiem herbaty poziomkowej w ręku.

    pomyślałam sobie w sobotę wieczorem, że i tak będę miała ochotę w niedzielę rano na pierwsze leniwe śniadanie na nowych śmieciach, więc prawdopodobnie wezmę taksówkę (temperatury !!!) i pojadę do batidy po croissanty, pain au chocolat, bagietkę i co tam jeszcze. i pomyślałam sobie również, że tyle ten prawowity mi pomógł przy tym nowym mieszkaniu, że meble montował, półki instalował, że woził, pomagał, doradzał i nie truł d., i że w sumie mogłabym mu sprawić jakąś niewielką przyjemność, by choć trochę się odwdzięczyć…
    i gdy tak myślałam (dwa razy w jednym zdaniu, zwróćcie Państwo uwagę !), to wymyśliłam, że wezmę, wstanę rano, przed dziewiątą, wezmę taksówkę, pojadę do batidy, i kupię artykuły śniadaniowe i dla niego, i dostarczę do dom. a co. jak szaleć to szaleć.
    jak wymyśliłam tak i uczyniłam.
    wydzwoniłam (z trudem !) taksówkę
    dojechałam (powoli !) do batidy
    zakupiłam (z przygodami) odpowiednie wiktuały
    i do dom prawowitemu dostarczyłam
    warto było zobaczyć jego minę

    podobnie jak, podejrzewam, warto było zobaczyć moją minę tego samego dnia po południu, kiedy on dostarczył mi nach mój nowy hause nowiusi śliczniusi obrusik, idealnie kolorystycznie dopasowany, dwie butelki wina, oraz dwie butelki wody…

    efekty nie bywania zdzirą bez serca potrafią zaskoczyć nawet mnie samą

    - krostowaty do mnie przyjeżdża na łikęd. mam nadzieję, że się ociepli, bo inaczej mi zamarznie, i co ja zrobię ? a w końcu to import z południa…
    - wsadzisz do lodówki, tam cieplej, bo +5

    (bon mot by ecik)

    jest zimno zimno zimno zimno.
    na nowych śmieciach śpi mi się rewelacyjnie, wczoraj przeprowadziłam szczynszyle, dziś muszę kupić dla nich grzejnik : nowe mieszkanie ma ponad 3m wzrostu oraz wielkie i nieszczelne okna, więc ogrzewanie rozkręcone na maksa nie daje zbyt wiele.
    z kuchennego okna mam widok na stare śmiecie, przyglądam się im z zainteresowaniem jedząc moje śniadaniowe jajo i zapijając je sokiem pomidorowym. od dziś nowość : kubek gorącej herbaty malinowej tuż przed wyjściem. na -20 jak znalazł, no i odrobina szaleństwa od czasu do czasu nikomu nie zaszkodzi.
    krostowatego chcą wysłać na miesiąc do Rumunii, mnie ciągle nie chcą wysłać do żabolandii.
    nie martwię się jednak i mam nagły napad dobrego humoru.
    zastanawiam się : może to się leczy ???

    no i tak. ubieram się na brązowo i starannie związuję włosy.
    *
    nowe mieszkanie zaczyna przypominać mieszkanie, nie skład tragicznie tandetnych gratów.
    w poniedziałek dostałam ultimatum : mam się wynieść do dziś. więc dziś pierwsza noc na nowych śmieciach.
    *
    podobno gdy ludzie utrzymują wokół siebie pedantyczny porządek, to najczęściej mają straszny bałagan w głowie.
    nie wiedziałam, że mam tak uporządkowaną głowę.
    *
    olimpijski spokój zachowują szczynszyle. nadal najukochańszym ich miejscem jest miejscówka pod moim kolanem pod kocykiem.
    *
    z krostowatym rozmawiam minimum dwa razy dziennie. z (ex?)prawowitym co wieczór prowadzimy poważne rozmowy, które przeprowadzić należało najpóźniej rok temu.
    *
    będzie dobrze będzie dobrze będzie dobrze będzie dobrze będzie dobrze będzie dobrze będzie dobrze będzie dobrze będzie dobrze będzie dobrze

    z nostalgią wspominam czasy, kiedy z całym moim dobytkiem mieściłam się w cztery pudła i trzy worki na śmieci.

    na urodziny i nowe mieszkanie kupię sobie chyba różowy szlafroczek w kaczuszki.


    • RSS