zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 12.2005

    i

    7 komentarzy

    Kuytyba sloneczna, foz do iguacu oszalamiajace, krostowaty pochrapuje spokojnie

    zycie

    wszystkiego najlepszego w nowym roku

    wczoraj z wieczora nagle dopadła mnie świąteczna atmosfera
    biały śnieg, zamarznięty samochód po jedenastu godzinach w robocie, ogłuszające kolędy z empiku, ludzie z siatami
    no łajt polisz krismas, jak w mordunię
    aż mię w dołku ścisło, z żalu, za tą atmosferą, której w tym roku nie posmakuję
    po raz pierwszy w życiu

    zawsze musi być ten pierwszy raz ?

    na tydzień przed wyjazdem mój umysł osiąga stan przegrzania.

    dochodzę do wniosku, że moją jedyną prawdziwą pasją jest mój pomarańczowy sfeter.
    pomarańczowy sfeter albowiem, moi drodzy, przechodzi kolejne przeobrażenia, wchodzi w kolejne fazy rozwoju, zmienia się jak kameleon. inne projekty (sfeter niebieski, czerwona szydełkowa chusta) przychodzą, wykonują się i odchodzą, a Pomarańczowy Sfeter zostaje. wierny jak Szarik. jak Gustlik. jak Janek. co tam – jak wszyscy Czterej Pancerni z Szarikiem razem wzięci, doprawieni Hilary Clinton i Stefanem z MjakMiłość… wierny jak mój kredyt !
    ciągle jest, i ciągle facynuje.

    Pomarańczowy Sfeter – mężczyzna mojego życia w sobotę wszedł w kolejny etap swojego rozwoju.

    echhh, w ogóle nie mam życia wewnętrznego ! – westchnęła zupa odbierając negatywny wynik badań na zaposiadanie wirusa hiv

    czyli głębokich zupy przemyśleń ciąg – zapewne – dalszy :

    większość znanych mi Dorot rzeczywiście ma owłosienie koloru blond…
    niedzielne doświadczenie potwiedziło tę zasadę, regułą Natalki Kukulskiej zwaną.

    (nie, nie napiszę, że najprawdopodobniej jednak straciłam 600MB zdjęć z Palenque, i że mam mordercze zamiary wobec producenta/dystrybutora kart pamięci SD, i żeby ich w ogółe @#$%&**%$#^&**^@!@$%^&* oraz $*(*&^% trafił i w ogóle niech się $%*%$&* a najlepiej również !@%&^*^%. nie napiszę, bo to niecenzuralne. no.)

    podchodzę do tego bloga jak do jeża. otwieram panel administratorski, wpisuję kilka zdań o tym, jak to od powrotu z Meksyku noszę tylko jasne bluzki, bo podkreślają moją piękną opaleniznę, i nawet kurtkę tylko jasną noszę, albo o tym, jak to kocham frijoles i platanas fritas ze śmietaną chyba z 60% tłuszczu i pokruszonym kwaśnym serkiem, albo o tym, jak noc z iguaną spędziliśmy, albo jakie piękne są tarantule, albo o przewodniku Victorze, najbardziej nawiedzonym przewodniku świata, albo o przewodniku Jorge z uczuleniem na słońce (mało praktyczne w okolicach tropikalnych, tak), albo o Aleksandrze, ornitologu, flamingach dla baśki, które fotografowałam namiętnie, czerwonej wodzie w zatoce meksykańskiej i ptakach piratach, które nigdy nie siadają na ziemi, o jaszczurce od spodu albo skorpionku jak z filmów animowanych z podniesionym ogonkiem dzielnie przemierzającym pokój, o plantacji kawy i Maurillio, o Mexico City przykrytym chmurą smogu i widzianym tylko z okna samolotu, o namiętności do pierścionka autorstwa niejakiego Roberto Coin, na który mnie nie stać, o biżuterii z bambusu i muszelek, albo z pestek, o astronaucie z Palenque, którego nie zobaczyłam, i o nietoperzach, które widziałam.
    za każdym razem temat na dużą notkę.
    wpisuję kilka zdań, po czym kasuję. kasuję, kasuję, kasuję.
    chyba już nie potrafię pisać.


    • RSS