zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 11.2005

    w pewnym domu żyły sobie dwa koty. jeden był chudy i kościsty, no normalnie, sama skóra i kosci, a drugi – dobrze wypasiony bysiorek.
    pewnego dnia chudy i kościsty zapragnął upolować mysz. w tym celu udał się pod norę myszy, zaparkował się tam grzecznie, gębę do dziury przystawił i zaczął miauczeć żałośnie :
    miau, miau, miauuuuuuuu !!!
    zobaczył to wypasiony kot
    te, co ty robisz ?
    jak to co ? chcę mysz upolować, głodny jestem !
    zgłupiałeś ??? zaraz ci pokażę, jak to się robi, odsuń się !
    rzekł tłusty kot i podszedł do norki.
    hau hau ! – zaszczekał.
    chudy kot wytrzeszczył oczy.
    a w tym czasie myszka przeprowadziła sobie szybki wywód logiczny w głowie :
    jest pies -> nie ma kota
    nie ma kota -> mogę wyjść
    co też uczyniła.
    tłusty kot tylko na to czekał. gdy tylko mysza się pokazała, zwinął ją swoim tłustym łapskiem i wpakował do pyska, a kiedy już ją przeżuł, chudemu kotu rzekł :
    mój drogi, żeby przeżyć w dzisiejszych czasach, trzeba znać biegle PRZYNAJMNIEJ jeden język obcy

    no

    6 komentarzy

    powrót do rzeczywistości jest frustrujący

    Agua Azul :
    agua1.JPG

    Bonampark :
    bon1.JPGcroc1.JPG

    Palenque :
    pal1.JPGpal2.JPGpal3.JPG

    Celestum – Eko Raj :)
    cel1.JPGcel2.JPG

    i ostatni etap podróży : Huatulco
    huat1.JPGhuat2.JPGhuat3.JPGhuat4.JPGhuat5.JPG

    San Cristobal :
    san1.JPGsan2.JPGsan3.JPG

    w drodze przez tenże :

    on1.JPGon2.JPGon3.JPGon4.JPGon5.JPGon6.JPGon7.JPGon8.JPGon9.JPGon10.JPGon11.JPGon12.JPGon13.JPG

    ciąg dalszy jutro

    wakacje prawie skonczone.
    ostatnie dni w quinta real kolo huatalco
    luksus, jaccuzzi w pokoju, prywatna plaza, iguana w pokoju (aczkolwiek to niewliczone w cene, chyba zaliczylismy jakas promocje), lozka z baldachimem kolo basenu, kelnerzy w bieli na kiwniecie palcem.
    jaki niesamowity kontrast z biednym Chiapas i San Cristobal, gdzie dzieciaki sprzedaja na ulicach slodycze, male dziewuszki sprzedaja recznie wyplatane paski i bransoletki, albo wlasnorecznie wyszywane szale.
    tak, kupilam taki jeden, do tej pory mam wyrzuty sumienia, ze utargowalam 50 pesos : dla nich tam, to jedna dniowka, dla mnie to nawet nie 20 zeta
    a szal jest oszalamiajacy

    po drodze bylo Campeche, Uxmal, Celestum, Merida.
    pelikany, flamingi, stada komarow, nieprzejezdne drogi, skorpiony i jaszczurki w pokoju.
    plaza z muszlami i rybami wyskakujacymi z wody.

    aha, no i nie zabilismy sie z (ex?)prawowitym, jak widzicie. powaznych rozmow tez za wiele nie bylo.
    byly za to – calkiem powazne – oswiadczyny, z pieknym pierscionkiem z bialego zlota i brylantem, na tej cholernej prywatnej plazy z kelnerami w bieli na kazde skiniecie palca.
    tego samego wieczora poprawilam sobie humor niewielkim pierscioneczkiem z zoltego zlota w miejscowym centrum handlowym.
    brylant zostal w walizce, nie wiem, czy kiedykolwiek zagosci na moim palcu. na razie krostowaty rules, a ja boje sie mojego rachunku za telefon.

    czyli widzialam na wlasne oczy Palenque.

    buenos dias z San Cristobal de costam.
    jest slonecznie, jest deszczowo, sa najpiekniejsze kolory swiata (tak, zdecydowanie kocham meksykanskie kolory), jest super targ (kupilam na nim Oficjalnej Fride, nie mowcie jej o tym !), musze jutro na niego wrocic z rana, bo pozniej – Palenque welcome to.
    jest rowniez biednie tak, ze az boli.
    az przecina na pol, kiedy male dziewczynki obskakuja samochod ze swoimi wyplecionymi bransoletkami czy paskami, i usiluja je za wszelka cene sprzedac, byle tylko dostac kilka groszy. kiedy przepychaja sie, kto tego samochodu popilnuje, kiedy idzie sie zwiedzac kosciol. kiedy sprzedaja swoja twarz do fotografii (tutejsi tego nie lubia) za pare pesos…
    sie kraje.

    no to jade. 9h30, lot do frankfurtu, a potem dalej, mexico city.
    podroz kolejnej – ostatniej ? – szansy, ktorej nie daje wiekszych szans.
    trzymajcie kciuki za mnie.

    w tym jakże długim i męczącym tygodniu pracy, zaczynającym się dziś, a kończącym jutro, w tajemnicy wyznam szanownemu państwu, że.
    och ach ech.
    wyjątkowo w tym roku nie mogę się doczekać Bożego Narodzenia. i sylwestra na ciepłej południowoamerykańskiej plaży z krostowatym u boku.
    i że.
    och ach ech.
    chyba się zakochałam.
    och ach ech.


    • RSS