zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 8.2005

    nie wiem, czy znajomość, którą wczoraj zawarłam, zmieni moje życie.
    wiem, że JUŻ ZMIENIŁA moje spojrzenie na nie.

    dziękuję Ci, losie, za Piterka.

    szczynszyl świętuje dziś swoje DZIEWIĄTE URODZINY.

    odpoczywa1.jpg

    w sobotę za jego zdrowie popłynie morze piwa.
    i nie tylko.

    nienawidzę też Impresji. wiecie, to jest taki sklep w Piasecznie, gdzie – między innymi – robią fajne meble na zamówienie. wiem coś o tym, gdyż jakieś dwa lata temu zamówiłam tam sobie wypasioną toaletkę.
    pojechałam z prawowitym, spotkałam się z panią z asp o wspaniale zachrypniętym głosie, opisałam jej, czego chcę, a nawet jej to trochę rozrysowałam. parę dni później pani o wspaniale zachrypniętym głosem faksem podesłała mi projekt rozrysowany po fachowemu, jakieś cztery tygodnie później zawezwała na ocenę wyrobu oraz wybór koloru, po kolejnym tygodniu było pozamiatane, a toaletka w zuposypialni.
    akt pierwszy zakończony.

    akt drugi.
    parę miesięcy temu przyjechali do mnie znajomi. taka tam parka żabojedzko polska, jak to się – niestety – zdarza. pokazywaliśmy im mieszkanie.
    w sypialni zgodnie zakrzyknęli o, a takie toaletki to widzieliśmy w Impresji !. mnię zalała krew.

    akt trzeci
    znajoma (z tej parki) ZMUSIŁA mię do zostania jej starszą na ich ślubie (do tej pory NIE WIEM, co ja jej takiego zrobiłam, że się AŻ TAK mści). w ramach „omawiania ślubu” zadzwoniła wczoraj z rewelacją a wiesz, zupka, w prezencie ślubnym od mojego przyszłego mężusia zamówiłam sobie taką toaletkę jak twoja. IDENTYCZNĄ ! łącznie z kolorystyką !

    od wczoraj wyglądam jak wampir. mam rozwiane kudły, długie kły, długie pazury i czyham pod asp na panią o wspaniale zachrypniętym głosie.
    mam nadzieję, że uwaliła jakiegoś studenta na egzaminie, i będzie miał poprawkę na początku września.
    bo inaczej zmarznę do tego października i początku roku akademickiego.
    albo – co gorsza – PRZEJDZIE MI.

    ja

    5 komentarzy

    zyje. instruktor tez, aczkolwiek jesli da jeszcze kilka popisow takich, jak wczoraj, to nie wiem, doprawdy, jak dlugo jeszcze.

    Czwarta Osoba z poprzedniej notki przyslala majla informujacego, ze wyslala do osob rekrutujacych wspierajacego mnie majla.

    a poza tym leje i z nieba i z butelek, a po powrocie bede musiala sie zapisac na jakis detox.

    rok temu dowiedziałam się, że Taka Jedna Panna idzie na Długi Urlop. taki… czteroletni. i że w związku z tym FIRMA będzie poszukiwać kogoś, kto ją zastąpi.
    gdy to usłyszałam, poczułam się jak pomysłowy dobromir z piłeczką skaczącą po głowie. żarówka następująca po piłeczce zapaliła się na początku tego tygodnia : zgłoszę swoją kandydaturę ! a co, jak szaleć, to szaleć, wodę mineralną i dziesięć słomek poproszę, nespa ?
    od żarówki do żarówki, poczęłam dzwonić po wszystkich mniej i bardziej znajomych z centrali FIRMY, żeby się dowiedzieć, jakie procedury – długie i bolesne, znając żabojedzkie życie – mam przejść, by wejść.
    no, wiecie, co chcę powiedzieć.
    i kiedy już trzy osoby z FIRMY mnię zachęciły wielce, kiedy już cała podjarana cv rychtowałam i szczegóły listu motywacyjnego (tja. w FIRMIE przy rekrutacji WEWNĘTRZNEJ trzeba list motywacyjny napisać) z prawowitym omawiałam, wtedy, WŁAŚNIE WTEDY, zadzwoniłam do Osoby Czwartej.
    i to był mój błąd.
    gdyż dzwoniąc do Osoby Czwartej, odpowiedzialnej za HR w nadzowującym me biuro departamencie, dowiedziałam się, że :
    1. mam prawo być opłacana – całkiem nieźle – przez FIRMĘ
    2. mam prawo nadużywać telefonu komórkowego – opłacanego przez FIRMĘ
    3. mam prawo zamieścić logo FIRMY na wizytówce
    4. mam prawo się pojawiać na konferencjach, w prasie, na targach jako przedstawiciel FIRMY
    5. mam prawo nawet kupić akcje FIRMY na preferencyjnych – dla pracowników – warunkach
    6. natomiast NIE MAM PRAWA zarekrutować się WEWNĘTRZNIE, gdyż dla FIRMY jestem PRACOWNIKIEM ZEWNĘTRZNYM.

    tako rzecze direksją de resurs umen de pari.

    i tym optymistycznym akcentem pożegnam się z Państwem i udam się na kolejny tydzień przes… przelatanych wakacji. a nuż się zabiję na jakim dachu, i problem zmiany roboty przestanie mnie dotyczyć…?

    tu biuścik zachwyci, tam nóżka,
    bo wzrok już, bo wzrok już nie ten

    zaśpiewała sobie zupa dziś z rana, po tym, jak pewien Starszy Pan zatrzymał się na jej widok jak wryty mrucząc teatralnym szeptem jaka zgrabna, jaka zgrabna !

    PS. tak, kokietuję, kokietuję.

    facet idealny według zupy wygląda tak :

    chr1.JPG

    i przysięgam, żaden Brat Pit, Kjanu Riws i inne takie mu nie dorównują.
    przysięgam

    (i mam nadzieję, że on nigdy nie trafi na tego blogusia :))) )

    co najbardziej zupę stresuje ?
    skok w nicość z 800m ?
    z 1400 ?
    zrobienie 360′ na 10 metrach ?
    zaliczenie gigant klapy i poczucie, jak spada w próżnię ?
    nieeeee, mili państwo. to wszystko to BETKA.
    PESTKA.
    PIKUŚ.
    PINAT.
    w zestawieniu z KOLACJĄ Z TEŚCIAMI


    • RSS