zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 2.2005

    może ktoś kupi słonia ?

    a nie mówiłam ??? (kocham to zdanie)

    skar peta zawładnęła bez reszty moją podświadomością. widzę ją nawet we snach.
    kiedy to wypisuję kartę pocztową, taką składaną, w środek wkładając i starannie je wygładzając, DWIE SZARE SKARPETY.
    to się źle skończy.

    no

    Brak komentarzy

    to już teraz wiemy, że ludzkie życie kosztuje 20 tysięcy.

    jeżeli życie znanego malarza jest tyle warte, to ja już wolę, żeby moja dłużniczka, która oczywiście przezornie zniknęła z horyzontu, a wisi mi coś ponad 9 stów… echhh

    laskaone podesłała mi ciekawy tekścik, czym przypomniała mi o wczoraj z rana obejrzanych żabojedzkich niusach, które to, powalona SKARRRPETĄ, zapomniałam zrelacjonować na tymże szanownym forum. a zapewne pałacie dziką żądzą poznania żabojedzkich niusów, czysznie ?
    no więc, zaspokoję ją, acomitam.

    no więc to jest tak.
    parę dni temu (tak z 6, na oko), na lotnisku Orly pod Paryżem (to to drugie, nie to, z którego się do Polski lata), miał miejsce wypadek. gość, który powozi samochodem ze schodami przysuwanymi do samolotów (wiecie, podjeżdża taki samochodzik, wysuwa schody, oficjele schodzą na czerwony chodnik) na czole, za szybko odsunął te schody od samolotu. odsunął je dokładnie w chwili, kiedy wchodziły na nie dwie stewardessy. musiał mocno szarpnąć, gdyż jedna z nich spadła z 10 metrów na płytę lotniska, i… no cóż, zginęła na miejscu. drugiej jakoś udało się chwycić brzegu samolotu i nad tymi 10oma metrami zawisła.
    w związku ze spowodowaniem śmiertelnego wypadku, dyrekcja zawiesiła w obowiązkach operatora maszynerii, przynajmniej na czas wyjaśnienia okoliczności całej sprawy. co wydaje się całkiem logiczne, na mój mały polski móżdżek sądząc, czyż nie ?
    jednakowoż… nie do końca było to logiczne dla francuskich związkowców, którzy co ? no, powiedzcie mi – co zrobili ???
    ano ZASTRAJKOWALI w obronie NIESŁUSZNIE,oczywiście, ukaranego kolegi.

    God bless french people.
    and give them a little bit of brain.
    thank U from the mountain.

    SKARPETA !!!
    yeeeeaaaaahhhhh !!!

    mlodzizPO.jpg

    (o bosHhhh, niedobrze miiii)

    PS. zdjęcie w nawiązaniu do wczorajszej notki. prezentuje ono, khe khe, młodzież z opolskiej PO, khe khe, i pochodzi z wczorajszego niusłika

    jestem dzieckiem kultury obrazkowej, nie czarujmy się.
    lubię, jak coś ładnie wygląda, lubię oglądać telewizję, lubię mieć ładne ciuchy i ładne obrazki na ścianach.
    gazetę czytać też zaczynam od oglądania obrazków (i w niektórzych przypadkach na tym kończę).
    nie inaczej było w przypadku dzisiejszego niusłika.
    obglądałam sobie strona po stronie, tu reklama audi, tam zdjęcie kolejki górskiej, potem Sophie Marceau, dłuuuuga biała lemuzyna, pani w gawroszce i zębami (ładnymi całkiem) na wierzchu, tytuł www.normalnykraj.pl, artykuł o młodzieży polskiej niegodzącej się na polską rzeczywistość. o, pomyślałam sobie, zobaczymy, jaką to młodzież polską mają do pokazania.
    (tak wiem, wiem, W MOIM WIEKU to ja się już do młodzieży polskiej raczej nie zaliczam, ale co, POWSPOMINAĆ se nie wolno ???)
    no i oglądam sobie pana w kraciastej koszuli i panią w liliowym sfeterku, foto łan, inny pan w koszuli w paski i sfeterku obcisłym, foto tu, trzech panów w inteligętnej dyskusji gajerach krawatach i fotelach, na tle serwisu – rodowego, zapewne, i Z SZARĄ SKARPETĄ na pierwszym planie, foto fri.

    oczywiście to zdjęcie, ta fascynująca szara skarpeta, zawładły mą chorą wyobraźnią. po dokładniejszym przyjrzeniu się fotografii stwierdziłam, że ONI TAK WSZYSCY. z tymi SKARPETAMI.
    tu gajer, mądra mina, serwis do kawy, szydełkowa serwetka (wszak trza do tradycji nawiązywać, przeca to młodzież z PO, czysznie ?), a tam – SKARPETY. zrobiło mi się słabo. nawet gustowna antyglobalistka na kolorowym tle na następnej stronie nie poprawiła sytuacji.
    ja te skarpety – z tą szarą, na pierwszym planie – chyba do końca życia w koszmarach sennych widzieć będę.
    ja niusłika do sądu za straty moralne podam. albo tych „młodych z opolskiej PO”, jeszcze nie zdecydowałam. albo jednych i drugich.
    ja się z tej skarpetowej traumy LATAMI leczyć będę ! majątek stracę i zdrowie ! fizyczne, bo co do psychicznego to nie przesadzajmy – tak wiele do tracenia to nie ma. i z pracy mnie wyrzucą, i z cłkiem nieźle się zapowiadającej „biznesłoman” zostanie tylko. połowa. ta druga. „łoman”.
    co to będzie, co to będzie ???

    a wystarczyłoby powiedzieć „młodym z opolskiej PO” : panowie, załóżcie buty, chociaż do zdjęcia

    zapamiętaj : jeżeli od PIĘCIU LAT usiłujesz spotkać się ze swoim Pierwszym narzeczonym w celu pogadania i uwętułalnego kawy wypicia, to gdzie go spotkasz, no gdzie ???

    no oczywiście – W HIPERMARKECIE !

    hipermarkets connecting people

    no dobrze. wiem. sama jestem sobie winna.
    znowu spóźniłam się na fitnes. w związku tym – bingo – znowu poszłam do fryzjera.
    wpadłam do nowego saloonu w reducie, poprosiłam o strzyżenie, po czym powiedziałam miłemu strzyżącemu panu, że
    1. ja chcę wrócić do swojego koloru włosów,
    2. proponuję podcięcie tak krótko, na hełm,
    3. lubię radykalne pociągnięcia.

    na co usłyszałam, że :
    1. pan proponuje nie tyle ścięcie na któtko, co postawienie raczej na ścieniowanie,
    2. będzie radykalnie, niech się pani nie martwi

    a potem patrzyłam tylko z wrednym, pełnym satysfakcji uśmieszkiem, jak na fartuch i podłogę spadają kolejne pasma moich-nie moich kudłów, o długości, o jaką ich w najśmielszych myślach nie podejrzewałam.

    zatem nie powinnam się potem dziwić temu, co mam obecnie na łbie, czyż nie ???
    (na szczęście pan miły fryzjer dał się przekonać, że ten ogon z tyłu a la Trojanowska sprzed lat nie jest najlepszym pomysłem. wyglądam zatem jednak jak zupa, bardziej co prawda w rosole, nie pomidorowe, klimaty uderzająca, niemniej jednak – zupa. a co zupa to zupa. nie jakaś tam, tego, no. no nie ?)

    Kronika Towarzyska :
    w piątek poznałam ulepszoną wersję babiszcza. wiecie, wygląda zupełnie tak, jakby babę ktoś wziął, wsadził jej łep w jedne szczypce a nogi w drugie, i rozciągnął.
    konstatacja : blogoświat jest pełen rozgadanych słodkich długowłosych blądynek :P

    no

    Brak komentarzy

    Portret damy, str. 39 :
    Nie lubię oryginałów, wolę tłumaczenia – odpowiedział nie po raz pierwszy ani ostatni Ludlow.
    no prosz. a ja od zawsze marzę o tym, by czytać moich ulubionych w oryginale…

    zupełnie przez przypadek, między Sercątkiem a Portretem damy, w samolocie relacji Paryżewo – Wszawa, jednym tchem połknęłam Klub Perskich Pikli.
    ot- tak, wsadziłam możliwie najcieńszą książeczkę do walizki, wiecie, żeby odgruzować trochę szafkę oczekujące, mieć co czytać, w razie, gdybym była w miarę przytomna w czasie lotu, w sam raz, żeby mnie uśpiło, bo zarówno opis na okładce, jak i tytuł są takie, no… bądźmy szczerzy, USYPIAJĄCE.
    no, a w każdym razie – nie porywające.
    nie wiem, kto pisze te krótkie streszczonka na okładkach książek zysku, i chyba nie chcę wiedzieć. nie chcę, żeby moje mordercze myśli były ukierunkowane. wolę, żeby rozproszyły się w odwiecznej energii wszechświata… :-)
    bo Klub Perskich Pikli jest… porywający. pochłaniający. połykający. nie wyjdziesz z niego, póki nie dokończysz. czuje się tą duszną małomiasteczkową atmosferę, czuje się, jak niezdrowe mogą być niektóre ambicje w tym spokojnym świecie, w którym każde, najbłahsze wydarzenie urasta do rozmiarów ewenementu, a przyjaźń i życzliwość są najważniejsze pod słońcem.
    to opowieść o prawdziwej kobiecej przyjaźni, lojalności chyba mogę powiedzieć, że – to książka głęboko feministyczna, choć wiem, że nie wszyscy się ze mną zgodzą, bo co to za feminizm, kiedy te kobiety siedzą w domu, i jedyną ich rozrywką jest szycie patchworków, szykowanie obiadów i zajmowanie się mężem ??? a jednak…
    no i ten wątek sensacyjny… pierwszy, odniepamiętamkiedy, raz nie byłam rozczarowana zakończeniem. jest przyjemnie zaskakujące.

    nie muszę chyba mówić, że w samolocie nie zmrużyłam nawet oka ?


    • RSS