zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 11.2004

    podobno wg niego 98% ludzi nie jest w stanie go rozwiązać

    5 ludzi zamieszkuje 5 domów w 5 różnych kolorach. wszyscy palą papierosy 5 różnych marek i piją 5 różnych napojów, hodują zwierzęta 5 różnych gatunków. wiadomo, że :
    1. Norweg zamieszkuje pierwszy dom
    2. Anglik mieszka w czerwonym domu
    3. Zielony dom znajduje się po lewej stronie domu białego
    4. Duńczyk pija herbatę
    5. palacz Rothmansów mieszka obok hodowcy kotów
    6. mieszkaniec żółtego domu pali Dunhile
    7. Niemiec pali Marlboro
    8. Mieszkaniec środkowego domu pija mleko
    9. palacz Rothmansów ma sąsiada, który pije wodę
    10. palacz Pall Malli hoduje ptaki
    11. Szwed hoduje psy
    12. Norweg mieszka obok niebieskiego domu
    13. hodowca koni mieszka obok żółtego domu
    14. palacz LMów pija piwo
    15. w zielonym domu pija się kawę

    kto hoduje rybki ???

    (zupie rozwiązanie powyższego zajęło 30 minut. powodzenia)

    bo

    8 komentarzy

    kiedy on, stojąc w kuchni nad pstrągiem w rozmarynie
    opowiada mi z zazdrością w głosie, że nie spotka się ze znajomymi 16 grudnia, bo będą lecieć na trzy tygodnie do brazylii
    i ja mówię mu, no to nie ma sprawy, możemy tak zrobić w przyszłym roku
    i widzę jego przepraszające spojrzenie zbitego psa mówiące mi no przecież wiesz kochanie, że
    to mam ochotę wsadzić mu widelec z drewnianym trzonkiem między żebra
    i obrócić

    w tajemnicy przyznam Wam się do czegoś.
    ale to będzie coś ABSOLUTNIE STRASZNEGO.
    zatem siądźcie sobie spokojnie, siądźcie w kąciku, odstawcie kawy/herbaty/wody/soki zanim przystąpicie do czytania ciągu dalszego.
    bosHHH, to takie straszne, że normalnie nie chce mi przejść przez klawiaturę.

    no więc. otóż. ten tego ten.
    no, zupa, bądźże MENSZCZYZNĄ, powiedz im !!!
    PRZYZNAJ SIĘ !!!
    no dopsz. no więc. otóż. ten tego ten.
    sprułam.
    SPRUŁAM SFETER !!!
    ten sfeter, który jeszcze niedawno kończyłam.
    wzięłam, normalnie, skończyłam go. przyszyłam guziki. (co prawda nie te, które były do niego przewidziane, albowiem te schowałam, by ich NA PEWNO NIE ZGUBIĆ, i OCZYWIŚCIE nie mogłam znaleźć, niemniej jednak.)
    skończyłam. przyszyłam guziki. założyłam raz. ktoto nawet pochwaliła. w przeciwieństwie do prawowitego, oczywiście.
    SPRUŁAM.

    lecz nie martwcie się, w międzyczasie oraz włóczkowym sklepie w galerii młokotów rozpoczęłam nową sfetrosagę.
    będzie nazywać się niebieski sfeterek z bawełenki

    newerending stoooryyyy, aaaa-aaaa-aaaa !!!

    przytomność mego umysłu w stanach, mhm, ograniczonej przytomności, no dobrze, bądźmy szczerzy – MOCNO ograniczonej przytomności…
    oj, NO DOBRZE, w chwilach ograniczonej przytomności swego czasu potocznie znanych jako pomroczność jasna (no dobra, NAPRUTA byłam, no, ZADOWOLENI ???)
    no więc przytomność mego umysłu w takich momentach naprawdę mnie zaskakuje.
    weźmy na przykład taką sobotę.
    a właściwie piątek wieczór. na tyle późny wieczór, że właściwie była to już sobota.
    no więc wróciłam w ten piątek późnym wieczorem, vel sobotę nad ranem, do zuppenhausu.
    wróciłam, w stanie, nie czarujmy się, z letka mocno wskazującym. świadoma świadomość zakończyła mi się w momencie rozmowy z zuposiostrą na kanapie.
    budząc się w sobotę przed południem spodziewałam się zastać w domu letkiej sodomii i gomorii po mym nocnym przemarszu przez mieszkanie.
    a tymczasem…
    ciuchy grzecznie zwalone na kupkę pod pralką (niestety po pobycie w marilyn FFFSZYSTKO nadaje się li i jedynie DO PRANIA)
    codzienna dawka siana vel hormonów pochłonięta
    wilgotny ręcznik wyraźnie wskazuje na bliższy kontakt z prysznicem
    a nawet, co już zupełnie mnie powaliło, klucze od mieszkania, zamiast walaś się gdzieś pod taboretem, starannie WPIĘTE W SMYCZKĘ !!!
    no po prostu NIESAMOWITE.

    (albo patrząc z innego punktu widzenia : zupo, NAWET PO PIJAKU jesteś zasadniczą upierdliwą zdzirą !!!)

    …odrobina ciężkiej fizycznej roboty – w sam raz na rozćwiczenie zakwasów po zajęciach z ukochaną instruktorką.
    tak tak, moi mili. romans rozwija się znakomicie, dzięki czemu zupiny brzuszek zaczyna przypominać brzuszek, a nie średnio wyrośnięte ciasto drożdżowe, a cellulitis powoli acz skutecznie udaje się w stronę cellulitisowego cmentarza.

    pozostając w temacie – obraziłam się na wagę.
    no bo co to, kurna, ma niby znaczyć, takie jej zachowanie ?
    wchodzę na nią – a ta PLUJE. no dobrze. pluje, niech pluje, TRUDNO, jakoś to przeżyję.
    wchodzę na nią 10 minut później – pluje na mnie 20 deko mniej. a za kolejnych pięć minut – kolejne dwadześcia deko mniej.
    aż wzięłam i się wysraszyłam – bo co by było, jakbym tam jeszcze powchodziła tak przez godzinkę-dwie ?
    ZNIKŁABYM ???
    i kto by ireo irytował ????????

    - właśnie wypracowałem teorię pt. dlaczego zostaniesz starą panną
    - no, dlaczego ?
    - Otóż 99% facetów tak naprawdę wcale nie pragnie mieć w garażu Ferrari. Bo to: drogie w eksploatacji, narowiste, trudno sie prowadzi i wymaga ciągłego serwisu wbrew pozorom.

    czy on mnie czasem nie obraża ???

    wypatrzyłam sobie super-duper piździonek, a że dość drogi był, to przystąpiłam do pracochłonnego procesu namawiania prawowitego, coby mi go na gwiazdkę sprezentował.
    i kiedy wreszcie po paru tygodniach prawowity był urobiony i na wydatek na swoją zupkę jedyną odpowiednio nastawiony, to co się stało, no, zgadnijcie ???
    te ŚWINIE z apartu wycofały piździonek !!!
    no normalnie nic, tylko umrzeć.

    poza tym, jak mnie nie było, to byłam na SZKOLENIU. i na tymże szkoleniu poznałam MENSZCZYZNĘ IDEALNEGO. długi był, chudy (nic nie poradzę na to, że dla mnie ideałem faceta jest rzeźba w drucie), złośliwy.
    no IDEAŁ, chodzący ideał.
    jeszcze w dodatku psy kochał.
    no i co z tym ideałem faceta, no, zgadnijcie ???
    no ŻONATY, oczywiście !
    no normalnie nic, tylko umrzeć raz jeszcze.

    w dodatku wracam sobie po dwóch dniach nieobecności do biura, i zastaję, oprócz odpowiedniego stosiku, PISMO OD URZĘDU SKARBOWEGO na biurku.
    nawet, CHAMY, poodpoczywać człowiekowi, i powzdychać do wspomnień nie dadzą.
    no i ja się pytam, JAK ja mam żyć w takich warunkach ???
    no JAK ???

    ech, z frustracji zrobię sobie kawę.
    ech.

    empik oblepiony bożonarodzeniowo
    smyk oblepiony bożonarodzeniowo
    a zupa do roboty ponad czterdzieści minut samochodem jechała (co normalnie zajmuje jej kole dwudziestu), albowiem wszawiacy na deszcz i niepogodę zamiast parasola – wyjmują samochód.

    końkurs składa się z dwóch podchwytliwych pytań, i bardzo prosze o głębokie zastanowienie się.
    tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że pytania nie są łatwe.
    niemniej jednak – NIE ZNIECHĘCAJCIE SIĘ.
    może to do Ciebie uśmiechnie się SZCZĘŚCIE ?

    pytania końkursowe :

    1. KTÓRY z polskich piłkarzy ma na imię Dżerzi ?

    2. KTÓRY z polskich piłkarzy nazywa się Aszto ?

    na ZWYCIĘZCĘ czeka (zapewne jakaś) NAGRODA !!!

    ponieważ kiedyś, dawno temu, tak dawno, że nie mam siły jej szukać, coby ją zalinkować, zapodałam zgryźliwą notkę o sekretarce, dziś wyżyję się na KADRZE WYŻSZEJ.

    w prawowitofirmie pracuje pani dyrektor ds. zasobów luskich, jak to się ładnie teraz nazywa.
    pani dyrechtór jest również członkiem. zarządu w sensie.
    pani dyrechtór UMI LICZYĆ.
    no bo na przykład.
    taki tam prawowity, to wiecie. handlowiec jest, a wszyscy wiedzą, że handlowcy liczyć nie umiom, nie ? no bo PO CO im taka umiejętność, no PO CO ?
    natomiast taki personalny to MUSI umić liczyć, bo inaczej by się, np. LUDZIÓFF nie doliczył, i BY BYŁO.
    no więc. wróćmy do ad remu.
    prawowity szuka pracownika, więc poszedł na spotkanie z panem ze specjalistycznej agencji.
    pan ze specjalistycznej agencji powiedział prawowitemu, że oni za taką usługę, to biorą 25% rocznego wynagrodzenia wyszukanego delikwenta.
    soit, jak mówią Francuzi.
    w mniej więcej tym samym czasie, pani dyrechtór była na spotkaniu z inną specjalistyczną agencją. która powiedziała jej, że za usługę biorą równowartość 3 miesięcznych pensji.
    wniosek pani dyrechtór :
    agencja spotkana przez prawowitego jest DROŻSZA.

    pani dyrechtór daje prezesowi swemu zestawienie dochodów pewnego pracownika. przy wręczaniu mu papierka informuje go : rocznie wychodzi (dajmy na to) 130 tysięcy.
    prawowity spotyka prezesuńcia, który mówi : tak, pani dyrechtór już mi powiedziała, 130 tysięcy.
    na co prawowity podchwytliwie : a przemnożyłeś sobie podaną przez nią miesięczną kwotę przez 12 ?
    TADAM.
    jakimś dziwnym trafem (musi – zły duch jakowyś) kwota wynikająca z przemnożenia średniej miesięcznej pensji pracowanika wychodzi o ŁADNYCH PARĘ TYSIĘCY niższa od zadeklarowanej przez panią dyrechtór.

    boję się myśleć, jaką rewelację dziś usłyszę…


    • RSS