zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 10.2004

    przeczytałam wczoraj w jakichś archiwalnych obcasach wywiad z prof. Marią Janion.
    to strasznie nieskromne (czy kogokolwiek to dziwi w zupy przypadku ???), ale co i rusz mówiłam sobie rrany, przecież ja też tak mam

    ***

    dobrze, że dziś piątek, nie przeżyłabym jeszcze jednej pobudki o 7h40.

    ***

    stanowczo nie nadaję się do posiadania dzieci. stanowczo.

    ***

    czy kogoś jeszcze dziwi fakt, że jeżeli jadę do Wenecji na dni kilka, to – akurat na tych dni kilka – zapowiadają, qrva, SAME DESZCZE ???

    ***

    dżizas, jak ja nie lubię piątków.

    proszę Państwa – oto SKWARKA !!!

    1. Skwarunia w dniu urodzin :
    skwarka1.jpg

    zwróćcie uwagę na szlachetny kształt łebka
    skwarka2.jpg

    2. Skwarka trzydniowa w objęciach cioci laski
    skwarka4.jpgskwarka5.jpg

    3. Skwarka ok. tygodniowa, czyli – dlaczego w bucie babci zupy jest najwygodniej
    skwarkawbucie1.jpgskwarkawbucie2.jpg

    kobiety czytają 70% wydawanych książek

    nie mam nic więcej do dodania.

    coraz częściej tęsknię za czasami, kiedy to nie rozumiałam tekstów angielskich piosenek.

    szczyt już samaniewiemczego :

    oglądać Dzieciaka poraz FAFNASTY (a nawet – nie bójmy się tego słowa – FAFDZIESIĄTY) i poryczeć się na nim jak głupia po raz FAFNASTY (a nawet – nie bójmy się tego słowa – FAFDZIESIĄTY).

    tak. kończę.
    rzeczy, które zaczęłam.
    skończyłam Kamienną tratwę, acz ciężko było.
    skończyłam Fridę, rzeczywiście, jak się przebrnie przez początek, idzie, jak burza.
    prawie skończyłam sfeter, jeszcze tylko guziki doszyć.
    zaczęłam kończyć Wampira.
    przymierzam się do skończenia abażuru.

    jak tak dalej będzie, to i magisterkę dokończę, i CZYM JA SIĘ BĘDĘ WTEDY FRUSTROWAĆ ???

    prawowity jest chory.
    prawowity ma bronchite. i nie wiem, co to jest po polsku, nie pytajcie mnie.
    podejrzewam, że zapalenie oskrzeli.
    prawowity ma oczywiście bronchite jedyny w swoim rodzaju :
    prawowity ma bronchite NIESYMETRYCZNY.
    prawowity ma bronchite z jednej strony, mianowicice. nie z dwóch, jak to podobno zazwyczaj bywa.
    prawowity w związku z tym jest OCZYWIŚCIE najbardziej chorym człowiekiem na świecie.
    ba, NAJBARDZIEJ CHORYM :
    prawowity jest – nie bójmy się tego słowa – ŚMIERTELNIE CHORY.
    według siebie samego, oczywiście.

    – o, to już w przyszłą sobotę wyjeżdżamy ?
    - o ile moje zdrowie pozwoli

    tak, Mili Państwo.
    prawowity ma bronchite

    współczujcie MI.

    Kieślowski : trzy kolory – czerwony

    zupa : pięć kolorów – zupa

    gdyby ilość przekładała się na jakość, byłabym o 66,66666% lepsza !!!

    idę dziś do fryzjera.
    i NIECH MI TYLKO potem który pod empikiem śmie wcisnąć ulotkę SALONU FRYZJERSKIEGO…!

    umówiła się zupa z Oficjalną do kawiarni, kina i na spa… ten, na KLUSKI, oczywiście.
    w sobotę się tak wzięła umówiła.
    po południu w sobotę, dla precyzji.
    koło drugiej Oficjalna przysłała zupie esemesa : jak się umówimy ? przyjedziesz po mnie, czy spotkamy się na miejscu ?
    na który zupa odpisała po rycersku przyjadę po Ciebie. będę koło 16
    to przyślij mi smsa jak będziesz wyjeżdżać odpisała Oficjalna.
    jak Oficjalna prosiła, tak zupa uczyniła.
    o godzinie 15 minut 43 wysłała Oficjalnej esemesa : wychodzę. będę za jakieś 20 minut, po czym pomyślała sobe : eee, na pewno będę tam wcześniej, ale niech tam, najwyżej poczekam i odpaliła kolu…tego, wiecie (ireo mi zagroził, że jak jeszcze raz napiszę kolumbryna to on rzuci na mnie klątwę i będę taka gruba, że mnie będą do samochodu łopata wkładać. chyba się ugnę pod takim argumentem).
    no więc odpaliła zupa kolu, tego, wiecie, i wyjechała z zupogarażu, cały czas pamiętając o tym, że po Oficjalną ma pojechać.
    wyjechała sobie spokojnie z garażu, zatem, skręciła w lewo, i – o dziwo – żaden dzwonek alarmowy się w jej głowie nie odezwał, a powinien właśnie już wtedy.
    potem znowu w lewo, i w prawo, i kilka jeszcze innych zygzaczków.
    w głośnikach dudnił Orishas, zupa zaśpiewywała się na głos cały niemal, kiedy nagle zdała sobie sprawę z tego, że COŚ jej w tym samochodzie NIE PASUJE.
    że czegoś jej w tym samochodzie BRAKUJE.
    i jechała tak przez chwilę, jechała, jechała, była już na ostatniej prostej, była już na Domaniewskiej, juz skręt na galerię młokotów miała na horyzoncie, kiedy WTEM ! przypomniała sobie, CZEGO jej w tym samochodzie BRAKOWAŁO.
    otóż, brakowało jej… OFICJALNEJ.
    (dziękuję za brawa)

    (chyba pobiłam swój rekord w szybkości przemieszczania się między galerią młokotów a niu łorldem. w każdym razie – spóźniona po ktoto prawie NIE BYŁAM.)


    • RSS