zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 9.2004

    wczoraj zupa odbyła podróż.
    podróż w czasie i przestrzeni.
    taką wiecie, ROMANTYCZNĄ niemal podróż.
    a wszystko to za sprawą jednego jedynego listu.
    i to nawet nie listu od kochanka, obecnego ani byłego, ani nawet przyszłego zapewne.
    zupa albowiem dostała list od Francuskiej Federacji Lotniczej.
    list był co prawda podpisany przez jej prezesa, niejakiego Jeana Payot, który to POTENCJALNIE kochankiem zapewne być może, ale – znając żabojadów i manie ich – ma on pewnie sto lat a wygląda na dwieście, i drżącymi dłońmi stołka się trzyma… (czyli dokładniejak, nie przymierzając, prezesi niektórych tego typu towarzystw w Polsce, NIE CZARUJMY SIĘ).
    ale wróćmy do podróży.
    w czasie i przestrzeni, przypominam, romantyczna, niemalże, listem sprowokowana.
    list był serdeczny dość w swej wymowie, aczkolwiek zachowywał odpowiedni dystans pomiędzy panem PREZESEM, jakby nie było, i PROSTYM CZŁONKIEM, czyli zupą, zarządzanej przez Niego Federacji.
    list przysyłał zupie żabojedzką licencję (czyli po ichniemu – ubezpieczenie) i dziękował za sponsorowanie Federacji.
    list zawierał wiele mądrych słów, których zupa, prosta kobita, nawet nie przeczytała, w obawie przed niezrozumieniem.
    list zawierał również, co kluczowe w tej opowieści, ADRES.
    adres zupiny, dzięki któremu to właśnie zupa swą sławetną podróż w czasie i przestrzeni, odbyła.
    adres brzmiał następująco :

    Zupa Zupkowska
    ul. taka i taka numer ten i ten
    02-3cośtam Wszawa
    CZECHOSŁOWACJA.

    a zupa, naiwnie, myślała, że nigdzie się ostatnio nie przeprowadzała…

    - kochanie, zorganizowałem nam świetny weekend w Paryżu, wyjeżdżamy 10 lipca !
    - 10 lipca ?
    - tak !
    - to super. bo wiesz, dziesiątego lipca jest nasz ślub…

    dobijcie mię, błagam.

    a

    12 komentarzy

    a na dzień dobry po „trudnej” nocy nie kto inny, jak – piękny.
    skuteczna pobudka.

    …metafizycznym przeżyciem było obejrzenie na francuskiej (aczkolwiek prawowity twierdzi, że to niemiecka) telewizji reportażu o polskich skinach. pokazali Krakówek, koncert włoskojęzycznej grupy o hiszpańskiej (?) nazwie Los Fastidos, bodajże, z zezowatym liderem, i – to właśnie wprawiło mię w niemal metafizyczną ekstazę – polskich skinów, zarzekających się, że nie są faszystami.

    taaaa.
    wszak swastyka prawostronna to symbol słońca, a tak w ogóle to dawniej miała szczęście i pomyślność przynosić, n’est-ce pas ?

    ugh

    6 komentarzy

    czyli targi.

    na szczęście wypożyczony zupie czerwony diabeł ma radyjko.
    nie będzie jeździć o suchych uszach.

    (kolum… eee… SAMOCHÓD zarekwirował prawowity. DO KOŃCA TYGODNIA. to zgroza, to już jest po prostu zgroza !)

    miejsce akcji : miasto na W., i nie wszawa
    czas akcji : zupobrata wesele
    osoby : zupomatka, zupa

    na zupobrata weselu do tańca przygrywa „zespół”.
    zespół w składzie : jedna dziewczyna, blondynka, trzech facetów, z czego jeden w kolorze zbliżonym do naszego Olisadebowskiego.
    zupomatka (ZM) : zupciu, pamiętasz, jak byłaś mała, i uczyłaś się jeździć na łyżwach ?
    z : pamiętam, a co ?
    ZM : i pamiętasz, jak taka mała Murzynka ci pomagała ?
    z : taaak
    ZM : to właśnie ten facet
    z : serio ?

    (nie, wcale mnie to nie szokuje. raczej cieszy.)

    po, przypominam listwie bocznej oraz lusterku wstecznym nadeszła kolej na…

    OSŁONKI NA SPRYSKIWACZE.

    te takie spryskiwacze, co reflektory spryskiwują.

    no ja się zaszczelę.

    o

    15 komentarzy

    niektórzy (jak podobno Kwachu) tyją, od samego patrzenia na jedzenie.
    inni (jak na przykład zupa) znajdują książki w swoich rękach jak tylko spojrzą na (nie) odpowiedni regał/sklep.

    kiedy ja to wszystko przeczytam ???

    ja bardzo przepraszam Szanowną Publiczność, że nie piszę prawie wcale o niespełna miesięcznej Skwarce (bo ciągle tylko skwierczy i skwierczy), ale, jakby, szczynszyloodnabiałczanie, i związane z tym „przyjemności”, ciągnie się i ciągnie, i nerwów już brak.
    wczoraj oto pani wet stwierdziła, że szczynszyl odrzuca szwy. co zabawniejsze, tylko z jednej strony. w związku z tym, prawdopodobnie, trzeba mu będzie częściowo powtórzyć operację, w zakresie narkozy & co, w celu, chociażby wyciągnięcia szwów, ew. założenia nowych.
    nosz ku***. ja nie wiem, JAK ona to zrobi, ale ja się ku*** NIE ZGADZAM !!!

    (nigdy nie widziałam szczynszyla w takim stanie, jak wczoraj, po wizycie u lekarza : pół godziny siedziałam przed gabinetem w samochodzie z trzęsącym i wciskającym mi się w szyję futrzakiem, zanim udało się go na tyle uspokoić, że dał się włożyć do transporterka.)


    • RSS