zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 7.2004

    pierwsze trzy dni w Portugalii spędziliśmy w Lizbonie.
    dojechaliśmy tam jakoś wczesnym popołudniem, kole 14, kiedy to zupożołądek GWAŁTOWNIE informował właścicielkę o swym niezaspokojonym istnieniu (kamikadze jedzącym samolotowe posiłki z całego serca gratuluję odpornych żołądków).
    w związku z tym oraz mocnym postanowieniem udania się na zwiedzanie tego, jakże pięknego, miasta, wdzieliśmy odpowiednie do pogody odzienie i ruszyliśmy z buta po upatrzoną przez prawowitego lisboa card.
    a była to sobota.
    lisboa card charakteryzuje się tym, że daje prawo do darmowego korzystania ze środków zmasowanego transportu oraz zniżki wew różnych tam takich. różnych tam takich to zupa nie bardzo docenia, no ale prawowity się uparł, zupa położyła uszy oraz podwinęła ogon i ruszyli na poszukiwania.
    pierwszym etapem poszukiwań był pobliski kiosk z gazetami, w którym to papiórka nie było, była natomiast ulubiona prawowitego gazeta w kumackim jezyku, co za zbieg okoliczności, doprawdy.
    etapem drugim była stacja metra, w której miła pani poinformowała nas, że lisboa card to ona nie ma, ma za to bilety metrowe. a kartę to se można w tourist ofisie zakupić, co to on jest na placu Restauradores, o pól, kurna, godziny na piechtę stąd. więc ona sugeruje metro. grzecznie za radę podziękowalim, na poszukiwanie tourist ofisa z buta ruszylim.
    a żołądek domagał się swych jedynie słusznych praw.
    etapem kolejnym było jakieś takie dziwne coś, w ktorym panienka znów nas poinformowała, że karta to nie u niej, ino w tourist ofisie, narysowała na mapce sposób dotarcia, zasugerowała wsiąście w metro, spojrzała na zupozbolałą minę ze współczuciem, na głuche żołądka zupinego wezwania z gorzko tylko głową pokiwała i ręce rozłożyła.
    podziękowalim pani grzecznie i z buta ruszylim na dalsze poszukiwanie.
    kiedy już zupa z jękiem na wsje strony się gła jak wierzba na wetrze, z głodu na kończynach swych dolnych się słaniając, i prawowitemu d. trując, na horyzoncie platanami, bodajże, jak marchewka w pudłeczku, poszatkowanym, ukazał się plac. RESTAURADORES.
    ale przed placem ukazał się barak.
    a koło baraku ze 20 stolików i telewizor.
    a wew baraku akwarium i kolejne stoliki.
    a naw baraku spis treści, w którym to łybki i owocki morza królowały były.
    zupa stanęła jak wryta.
    powiedziałabym wręcz, że stanęła okoniem, gdyby nie to, że stanęla arrozem com mariscos.
    aaaale !!! nie było tak letko !
    najpierw bowiem musiała zupa dotrwać do tourist ofisa !
    w tourist ofisie pani grzecznie zapytała (no, z tą grzecznością to tak sobie było, ale niech jej tam będzie, w dobrym humorze byłam) : a od kiedy zamierzacie państwo zacząć zwiedzać ?
    na co zupa z wrodzoną gracją i dźwiękiem odpowiedziała : aaa, od zaraz !
    na co pani odpowiedziała : no to ja państwu powiem, że jutro muzea są za fri, a w poniedziałek zamknięte, więc może niech się państwo lepiej zastanowia, czy się to opłaca, cooo ?
    i tu prawowitemu, który przewodniki przeczytał był wszystkie i notatki odpowiednie sporządził i marszrutę ustalił i na pamięć mądrych nazw się nauczył – no więc TU WŁAŚNIE prawowitemu opadła szczenka.
    całe jego tourist ofisu poszukiwania, wszystkie zupy głodowe cierpienia NA NIC !!!
    mało tego ! w dodatku mu się zupa wzięła i znarowiła, kierunek na barak obrała, i strajk jedzeniowy ogłosiła. wiecie, że jak ona czegoś TERAZ ZARAZ NATYCHMIAST !!! nie zje, to on ją może wiecie. POCAŁOWAĆ.
    prawowity co prawda do całowania chętny był bardzo, lecz pod zupy argumentacją ugiął kark swój nieugięty i do baraka za zupą się udał.
    w baraku zupę przekonał, by zrezygnowała ze swej sałatki vel kanapki wytęsknionej (bo coś niewielkiego miało być, bo przecież na kolację zaraz !), i arroz com mariscos na dwóch wziena.
    i to był jego BŁĄD.
    błąd, który prześladował nas do końca w Portugalii pobytu.
    albowiem to, co niewielką przekąską, przedwstępem do kolacji zaledwie być miało, GIGANTYCZNYM daniem być się okazało.
    i żeby tylko gigantycznym. to by było zbyt piękne !
    dla dopełnienia nieszczęścia, danie okazało się być REWELACYJNE. niestety.
    zupa z prawowitym wyżarli dania cały garnek, niemal talerze wylizali, rachunek w szoku zapłacili i z baraku się wytoczyli.
    po to, by powrócić tam oczywiście dnia następnego.
    i jeszcze następnego.
    i po to, by KAŻDĄ napotkaną knajpę do baraku porównywać.
    i by każda napotkana knajpa się do baraku nie umywała.
    i by wyjechać ostatniego dnia z Monchique o świcie, tylko po to, by przed wylotem do baraku na papu zdążyć być.
    i by zupa zapychając się w dzisiejsze południe słonymi paluszkami i wodą bez gazu poślinić się na wspomnienie mogła.

    przyjeżdża sobie sfrustrowany człowiek (no dobrze – sfrustrowana ZUPA) do ZIMNEJ POLSKI, wbrew temu, co poniektórzy pod spodem wygadywali, no więc przyjeżdża sobie sfrustrowana zupa z kraju, w którym wieczorem było 27stopni Celsjusza, do kraju, w którym, jak zachęcająco reklamuje ktoto : zimno i pada, ot co, no więc, cholera jasna, zupa, opanuj się, powiedz wreszcie, o co ci chodzi, nooo !!!
    no więc przyjeżdża sfrustrowana zupa do tego kraju co to powyżej, ląduje na lotnisku, na którym to w porywach nawet do 15 stopni, wsiada w śmierdzącą taksówkę, taksuje niezadowolenie mrukliwego taksówkarza (no SORRRYYYYYYYY, że nie mieszkam na Tarchominie, tylko o 10 minut od lotniska, no WIELKIE SORRRYYYYYYY !!!!!), ląduje kole 23 w zuppenhausie, rozbebesza walichy, wstawia pierwsze pranie (niniejszym przepraszamy tych miłych państwa z trzeciego), bierze prysznic, i rozkoszując się świeżo odkrytym w lisbońskiej pijalni porto drinkiem o nazwie portonic, odpala zupa telewizję. żeby się nie frustrować bardziej jeszcze wszechpanującymi aferami, odpala zupa francuską telewizję.
    a we francuskiej telewizji tak :
    - zamach w Iraku i około setki ofiar
    - Lekarze bez Granic wycofują się z Afganistanu, bo zabito im 5 współpracowników
    - w Sudanie wojna domowa i głód
    - w Bangladeszu powódź
    - w Portugalii pożary (to akurat sama widziałam)
    - we Francji odnaleziono ciało chłopca, którego poszukiwano od kwietnia, bodajże. podobno zanim go zabili, przez miesiąc go maltretowali.

    może ja poproszę o dożywotni pobyt w pedras verdes ?

    zimna Polsko !
    tu Twa kochana zupa z gorrrraaaaacej zagramanicy !!!

    (pousadas sa przereklamowane, przynajmniej coponiektore, hotel palacio sotomayor w Lisbonie rules, ksiazka z zupa dookola kibli portugalii w opracowaniu)

    mam nadzieje, ze Isaura ciagle nie urodzila…

    o

    4 komentarzy

    a jakby się komu nudziło podczas zupy nieobecności, to niech sobie się poaukcjonuje

    spadam.

    (BUM !!!!!!!!!!!!!!!!!!)

    szczyle w hotelu (dostały zupełnie nową absolutnie wyszczałową kwaterę)
    pani zaciążona bardzo obrażona (mam nadzieję, że nie poroni)
    zupa w papirach (wczoraj wyszła z roboty o 20h30)
    wyjazd jutro (o 8h45)

    KAWY

    niu obseszyn, fragrans baj zupa : Isaura jest w ciąży.
    oby z rozwiązaniem poczekała do zupopowrotu z wakacji !

    szczerze mówiąc, szczerze zazdroszczę osobie, która przejmie ode mnie młodego.
    młodego szczyla, oczywiście.

    odziedziczył on bowiem po swoich rodzicach wszystkie najlepsze cechy.
    po mamusi śliczne, równe futerko i szeroką pupcię, po tatusiu wścibsko cwaniakowaty charakterek.

    np. opanował już, jakże pożyteczną w tym zawodzie, umiejętność sępienia. no miszcz z niego w tej dziedzinie nad miszczami. gdy tylko usłyszy szuranie pudełka z jedzeniem, nieważne, gdzie jest – pod kanapą, na oparciu, za klatką na krzesełku czy za żabą Yves – strzyże nagle uszami, podskakuje w miejscu jak królik bugs z czterech łap, przekierowuje przednią część ciała na azymut żarcie, i w dwie sekundy jest przy zuponogach w pięknej pozycji na sępa (tu do obejrzenia w wydaniu tatusia).
    szczynszyl młody posiada poza tym niespotykaną umiejętność ZNIKANIA.
    dajmy na to taką sytuację : stoi na środku szczynszylopokoju zupa I groźna i patrzy wzrokiem groźnym w kierunku szczynszyla pierwszego młodego i ma niecne zamiary wobec niego (wsadzenie go do klatki, ani chybi). szczynszyl młody spogląda na zupę I groźną niepewnym wzrokiem, w którym pojawia się błysk. geniuszu błysk, oczywiście. porwany tym błyskiem messerschmidt wykonuje nagły zwrot w tył, wskakuje za klatkę zapasową i wspina się po jej kratkach jak po szczebelkach metodą gąsienicową (plecy o ścianę, łapy o szczebelki), po czym nieruchomieje gdzieś w połowie jej wysokości. bo wiecie, zza takiej kratki to NA PEWNO go nie widać.
    Inną, jakże przydatną w warunkach bojowych umiejętnością Patyka jest WCISK W NOGAWKĘ ew. w kapcia, ale jest to jakby BANALNIEJSZA odmiana tej samej czynności, polegającej na :
    - zdybaniu zupy siedzącej pod oknem w pozycji po turecku
    - spojrzeniu jej PROSTO W OCZY spojrzeniem poważnym do bólu
    - zweryfikowaniu własnozębnie fakt zaposiadania przez w/w spodni
    - wsadzeniu łba (wraz z wąsiskami, długimi i łaskoczącymi) w spodni nogawkę
    - dotarciu tą drogą NAJWYŻEJ JAK SIĘ DA (czyli do kolana, mniej więcej)
    - eksplorowaniu wywalczonego w ten sposób nowego kawałka przestrzeni w jak najefektywniejszy sposób, do bólu posiadaczki załaskotywanej na śmierć nogi.

    I jest stanowczo najufniejszym z moich szczynszyli. Tylko prawdziwy szczynszylomaniak potrafi docenić fakt, że młody nie ucieka w podskokach, gdy tylko się dotknie jego ogona. Mało tego : on sobie potrafi siedzieć na mojej nodze wcinając szew od spodni, ja go trzymam za ogon, a on… NIC !!! dalej wcina !
    (o włażeniu do kieszeni, siedzeniu mi na ramionach, włażeniu ojcu do kąpieli na bezczela nie wspomnę. Jak ja przeżyję to rozstanie ???)

    wczoraj po zajęciach z czegośtam ujawniła się zupy druga, lesbijska natura.
    Oficjalna, lojalnie informuję, że jak tak dalej pójdzie, to zupa zacznie Cię ZDRADZAĆ !!!
    zupa, moi Mili Państwo, wykazuje albowiem pierwsze objawy fascynacji instruktorką, panią Katarzyną P.
    fascynacja ta, jak na razie, przejawia się w sposób całkiem pozytywny : wczoraj zupa, zamiast zamierzonych 15, spędziła na bieżni minut 30. bezcenne te minuty poświęciła ona bowiem przyglądaniu się pani Katarzynie P. prowadzącej zajęcia z show dance, czyjaktamsięto. a zeszła z bieżni li i jedynie pod wpływem morderczego wzroku pozostającego w bezpośredniej bliskości młodzieńca, który to na tęże bieżnię najwyraźniej czatował od czasu dłuższego, co wnioskuję na podstawie bezpośredniego jej zarekwirowania tuż po zwleczeniu z niej zupozwłok.
    a potem jeszcze zupa udawała, że się rozciąga, li i jedynie w celu przyjrzenia się pięknym ruchom w/w Pani.

    świr rozwija się powoli…:-)
    poinformuję Was natychmiast, jak tylko zacznę wystawać pod jej oknami

    a miałam sobie zrobić dzień wolnego, a miałam nie iść do fitnesklabu.
    zmieniłam zdanie, o maj gad.

    Ten dzień zaczął się źle.
    Najpierw pałer joga i zupa sztywna jak deska.
    Potem kolumbryna przywitała się swym pięknym granatowym lakierem z bramą ze zbyt bliska.
    Potem winda nadziała się na sufit szybu i zupa spanikowana drżącym głosem ochronę wzywała.
    Potem wybuchły jajka. Kurze, w sensie.
    A masło wraz z kamionkową maselniczką rozpanoszyło się po całej kuchennej podłodze.
    Zrozumiałe więc, że po takim poranku zupa siedziała w kąciku tocząc wokół siebie sterroryzowanym wzrokiem, niczym mała Amelia i zastanawiając się, czy aby to szydełko (projekt : żółta bluzeczka uważam za rozpoczęty), które w dłoni prawej trzyma, nie ma morderczych względem zupooka zamiarów.

    (na szczęście srebrna bielizna ma właściwości magiczne)


    • RSS