zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 5.2004

    * wraz z nadejściem mody na gadgetowe smycze zupa powróciła do czasów cielęcych : do epoki dziecka z kluczem na szyi.

    * dialog w kinie :
    pan klient do pani kasjerki : - dzień dobry, poproszę dwa bilety na pojutrze
    pani klientka zza pana : - to czemu pan blokuje kolejkę, jak kupuje pan bilety na pojutrze ?
    pan klient do pani klientki : - na jakie pojutrze ? na teraz !
    pani kientka do pana klienta : - jak na teraz, jak właśnie pan powiedział, że na pojutrze !
    mąż pani klientki teatralnym szeptem : - ale to jest tytuł filmu !
    pani klientka rumieńcem spłonęła.
    pani klientka do kasy podeszła : – dwa bilety na pojutrze
    nie mam więcej pytań

    * tragedia.
    zupa nie może używać swojego brand niu rowerka. wcześniej zupa miała zielony rowerek, a do niego zielone spodnie i zielone adidaski (czyli riboki).
    teraz zupa ma rowerek srebrny. a srebrnych spodenek i adidasków NIET !!!
    a zupa nie może przecież tak NIE POD KOLOR na rowerku jeździć !!!

    w związku z sytuacją zaistniałą w notce z niespodzianką, Oficjalna Ktoto postanowiła spełnić zupy marzenie, jedno z największych and najskrytszych.

    spełnione zupy marzenie wygląda tak :

    1081449430.jpg

    czyż nie jest bossska ???

    tak

    5 komentarzy

    a po całkiem udanej imprezie sni mię się, że to oto opuszczam prawowitego i wracam do eksa.
    bo jednak stwierdzam, że tylko jego kocham, i na forewer.
    i wjeżdżam windą do mieszkania, które zajmuje z X osobami, jak to często w aktorskich wyjazdowych czasach, i witam się z nimi, i jest i Karolina L. i Kaśka Ł, i nawet Jasiu B., i ktoś tam jeszcze, i wszyscy mnie rozpoznają, i się uśmiechają, i się witają, a ja mam plecak z ciuchami na plecach i zielone jabłko pokrojone w szesnastki w rękach, i wchodze do tego jego pokoju, rzucam plecak, jest tam już moja torba, i jabłko się rozsypuje po podłodze i takiej niskiej ławie, i siadam w tym pokoju, na narożniku, urządzone wszystko w stylu gierkowskim, brązy, błyski no i ta ława, i siadam na narożniku, przykrywam się brązowym kocem aż pod brode, i zastanawiam się, co ja DO CHOLERY najlepszego robię, przecież ja tego faceta już nawet NIE LUBIĘ, i co mi w ogóle do łba wpadło, i powinnam stąd spieprzać, zanim on wróci, a prawowity się zorientuje, że mnie w ogóle przez chwilę nie było, i tak siedzę pod kocem, i zastanawiam się, i w końcu zrywam się na nogi, chwytam torbę, plecak, jabłko się jeszcze bardziej rozsypuje, stres, co robić, umyć mu to jabłko czy spieprzać zanim wróci, poczucie przyzwoitości bierze górę, zbieram jabłko, dzwoni budzik.
    przynajmniej raz w odpowiednim momencie.

    chciałam coś napisać tak z głębi serca, ale……
    SIĘ ROZMYŚLIŁAM.
    o

    bo dziś są zupy imieniny
    lalek wszystkich bal…

    muszę se ponarzekać, bo inaczej mię SZLAK TRAFI.

    1. żabozlot. tumoroł. nie wiem, co będą żreć. wiem, co będą pić. wczoraj z prawowitym ogołociliśmy winne stoiska karfura i PiP. o, właśnie:

    2. PiP. czyli, qrva, Piotr i Paweł. nosz, qrza melodia, june, żeby Cię diabli wzięli. Piotr i Paweł i Piotr i Paweł. qrva qrva qrva.
    wkładamy do koszyka stosik padlinek + pierdyliard butelek wina. idziemy do kasy. pani od kasy krzyczy już z daleka : ale proszę państwa, z winem to poproszę do kasy na monopolowym ! letki szok, ale niech im będzie.
    stoisko monopolowe.
    miła inaczej pani kasjerka informuje nas, że weszła taka ustawa, że alkohol musi być oddzielnie
    to przepraszam, karfura ta ustawa nie dotyczy, że u nich można razem ???
    panienka prychnęła pogardliwie.
    taaaa.
    panienka do koleżanki rzekła zadzwoń na 38, będzie rabat
    pocieszyłąm się zatem z nienacka, że może panienka i chamowata, ale za to rabat będzie.
    **bety w koszyku, prawowity z kartą w wyciągniętej kończynie stoi w pozie debilnej, za nami tworzy się gustowna kolejeczka, a my czekamy na pana, który nam rabat uruchomi.
    nosz w mordę.***
    kolejna kasa, kolejna kolejeczka, miła – co za szalona odmiana – pani, KOLEJNY RABAT.
    czynności od ** do *** powtarzają się.
    następnym razem – o ile takowy będzie miał miejsce – poprosze chyba, żeby mi dali pier… spokój z pier… rabatem

    3. pogoda. @#$%^&*!!!!!!! @#$%%$%$^&***&@#!!!!!!!! to już zupełnie się nie nadaje do publikacji

    4. internetman. i jakieś, kurza melodia, law storki, niech go szlak.
    czy jak mówię facetowi, że ma wyłączność w temacie piwnego zeszmacania mnie, to musi to od razu znaczyć, że ja go pasjami kocham i nocami śnię o nim ???

    5. knajpa Kasi od figury. qrrrva, na tym parkingu to już nie ma się jak zaparkować, dzięki, qrrrrrrva, jej samochodom dostawczym !!!

    6. ŻABY. żaby od, qrrrrrrva, DRUGIEGO KWIETNIA nie są w stanie puścić przelewu na 20 tysięcy złotych polskich za wielką sponsorowaną imprezę, która miejsce, jak najbardziej MIAŁA. kto świeci oczami przed organizatorami, no kto ????? no ZUPA ZUPKOWSKA, oczywiście. a oni coraz to i debilniejsze wymówki wymyślają.
    że faktura kurierem wysłana 2 kwietnia DOPIERO CO doszła, że umowa cośtam, że SWIFTU NIE SĄ W STANIE ODCZYTAĆ.
    od dwóch, qrrrva miesięcy.

    QRVA MAĆ. i jak tu normalnie żyć ???

    jak sobie coś jeszcze przypomnę, a przypomnę sobie na pewno, to NAPISZĘ. a co se będę żałować.

    12h35 : o, proszę, już się znalazło nowe : AŁTLUK !!!!! ałtluk sk. syn, który odmawia przyjmowania wiadomożci większych, niż 20 kilo, i się wiesza demonstracyjnie.
    i ten, qrrrva, intenetman, pacz punkt 4, którego żadne mi dostępne środki perswazji nie są w stanie przekonać, że nie kocham się w nim szalenie, z beztroskim uśmiechem informujący mię, że on NIE WIE, CO TO JEST !

    no

    1 komentarz

    dziś używam li i jedynie słów powszechnie uznawanych za niecenzuralne.

    och

    7 komentarzy

    dziś
    mówię seksownie niskim głosem
    poruszam się powoli i z godnością
    nie wykonuję zbyt gwałtownych ruchów głową
    udowadniam sobie, że nie mam choroby morskiej

    i gdzie te skrzydła, do cholery ???

    bo to było tak.
    Oficjalna się przeprowadza, wiecie.
    i w związku z tym jest akcja pudło, wiecie.
    a zupa w środę ma żabozlot na chacie, w związku z jakimśtam meczem. wiecie.
    no i w związku ze zlotem zupa poczyniła pewne talerzowe zakupy, wiecie.
    i po tych talerzowych zakupach zostały kartony, vel pudła, wiecie.
    no i wczoraj zupa była DZIELNA i rozpakowała te pudła, i wsadziła talerze do zmywarki, i nawet tę zmywarkę włączyła, wiecie.
    (potem ją również wyłączyła i opróżniła, mais ca, c’est une autre histoire, że tak zacycuję Manau)
    i po tych talerzach zostały zupie puste pudła, wiecie.
    no i pomyślała se zupa a może skoczę do Oficjalnej, zawiozę jej te pudła. jej się przydadzą, a mnie się prawowity nie będzie czepiał, że się pod nogamy plątajom
    i tak se myślała zupa, i myślała, i myślała…
    wiecie.
    i jak tak se zupa myślała, to se obiad zjadła, potem się herbaty napiła, potem sobie jeszcze sjestę zrobiła, jak to w niedzielę po południu, wiecie.
    i kiedy już miała dzwonić do Oficjalnej, bo tak se pomyślała, zupa znaczy se pomyślałą, że od tego spania po południu to ją głowa rozbolała, i chętnie by się gdzieś ruszyła, to wtedy… ZADZWONIŁ TELEFON.
    Tajemniczy Głos w telefonie powiedział słodko ruda jędzo, rusz d…, chodź na spacer, już nie pada !
    no TAKIEJ ARGUMENTACJI nie mogła się zupa oprzeć. po prostu NIE MOGŁA.
    zwłaszcza, że akurat stała na środku salonu i nie miała pod ręką żadnej ściany.
    coby się oprzeć, w sensie.
    pomyślała se zupa dobra, jest prawie 19. pójdę sobie na rowerek spacerowy na godzinkę, a potem jeszcze będę miała czas na jadę do Oficjalnej z pudłami i odpowiedziała Tajemniczemu Głosowi ok, to ja ajl bi der za 10 minut i pojechała niefrasobliwie srebrną szczałą na SPOKOJNĄ PRZEJAŻDŻKĘ po Polu Mokotowskim.
    na SPOKOJNĄ PRZEJAŻDŻKĘ.

    spokojna przejażdżka skończyła się o północy i czterech piwach.

    i w dodatku parowały zupie buty.

    to jak to było z tą kordełką ?

    zakładam fundację.
    fundacja nazywać się będzie Operacja Mars i mieć będzie za zadanie wspieranie badań naukowych nad planetą Mars.
    i tak sobie myślę, że jak KAŻDA NORMALNA KOBIETA, a – opierając się na wyliczeniach kolegi Oficjalnej – może ich być nawet i 750 mln (kobiet na świecie jest wszak tyle, ilu mężczyzn, można więc zastosować powyższe wyliczenia), i niech każda wrzuci do puli 1$…..
    wyobrażacie sobie, jak znacznie kwota 750 000 000 $ przyspieszy te badania ?
    wyobrażacie sobie…
    O ILE WCZEŚNIEJ nasi drodzi współmieszkańcy planety Ziemia, będą mogli WRÓCIĆ DO DOMU ???

    (tu wklejamy obrazek dowolnego faceta z miną tęskną i paluszkiem w górę , skrzeczącego słodko Marsjanin goł hołm)

    i to nawet już trzy dni temu, jakby kto nie zauważył.
    na szczęście zbliża nam się następny, taki brand niu, świeży, nie jeżdżony, i w związku z tym mogę napisać coś o tym, co to zszedł nam śmiertelnie 16 maja roku pańskiego 2004.
    otóż, w przeddzień śmierci jego, nagłej, i jakże niespodziewanej, zupa z Oficjalną postanowiły się spotkać w celu :
    a) spożycia specjalnie na tę okazję przygotowanej młodej kapusty
    b) obejrzenia zakonnika w urzędzie skarbowym vel Brata Pita w najsuperniejszej ze wszech kaszan superprodukcji czyli TADAM Troi !!! (kurtyna sie rozsuwa, Kermit drze ryja jeeeeeeee !!! i macha swymi rachitycznymi odnóżami wszelkimi, publika bije brawa, Bradzio kłania się w pas, panienkom ślina cieknie na jego widok, panom rosną kompleksy, ogólny hałas, rozgardiasz i zamieszanie)

    no więc w celu zrealizowania tak napiętego programu zupa z Oficjalną umówiły się na 14h00 na dokonanie kapuściano-biletowych zakupów orazy wykonanie dania, odczknięcie i udanie się z nowym entuzjazmem na popkorn z Bradem Pittem.
    w związku z tym, i pogodą filozoficzną wielce zupa na miejsce przeznaczenia dotarła o 14h53. jak grzeczny apsztyfikant odsiedziała swoje pod bramą w oczekiwaniu, po czym do swej granatowej karocy Przyszłą zaprosiła, i rączymi rumakami do – jakże romantycznego – centrum handlowego bemowo pomknęła.
    w centrum handlowym w planie było :
    a) zakupienie biletów
    b) wypicie kawy
    c) zrobienie zakupów jedzeniowych
    d) nabycie gazety.

    ad. a)
    na najsuperniejszą ze wszych kaszan bilety były. w drugim rzędzie w środku. pp. zupa i ktoto westchnęły ciężko, powiedziały sobie półgłosem najwyżej dokładniej pupcię Brada obejrzymy i zakupiły.

    ad. b)
    kawa była. nawet z ciachem.

    ad. c)
    zakupy były. nawet udane.

    ad. d)
    (zupa pokrzykuje) : ad. deee !!! ad. deee, gdzie jesteś ??? noooo, ad. deeeee !!! gdzieżeś się podział ????? ad.de ! fifu, fifu (gwiżdże, znaczy), ad. de, do nogi, no, jusz !!! wracaj mi tu !
    a ad. de nie było, i nie było…
    był za to SKLEP.
    SKLEP zaraz na przeciwko kas.
    SKLEP, do którego zupę niechętną ktoto chętna zaprosiła słowami podobają mi się strasznie te zielone buty, chodź, wejdziemy, może jest mój rozmiar
    słowa te podziałały na zupę jak zaklęcie.
    ze świecącymi znienacka oczkamy weszła zupa w sklepu progi.
    z rozświetlonymi niczym dwie latarskie morskie oczęty wyszła zupa ze sklepu 10minut później.
    z rozświetlonymi oczyma i dwoma parami japonek.
    Oficjalna wyszła…. z jedzeniowymi zakupami.
    BO ZUPIE JUSZ RĄK NIE STYKŁO.


    • RSS