zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 1.2004

    PS.

    7 komentarzy

    do poprzedniej notki : po takich przeżyciach bieganie po kilku piętrach sądu w budowie i dwutygodniowe oczekiwanie na DEBILNY papierek to już naprawdę PIKUŚ.

    czyli pierwszy z serii, pasjonujących zapewne, wykładów.

    najwierniejszy zupy przyjaciel, Przyjaciel Kredyt, dał głos.
    Przyjaciel Kredyt zaszczekał pani zupo, my do pani niemal rok temu wysłaliśmy prośbę o dostarczenie nam odpisu z księgi wieczystej. i co teraz, pani zupo ? naciskał Przyjaciel jąkając się z letka.
    (do tej pory nie ustalono, czy Przyjaciel ma tak wrodzone, czy też to kontakt z zupą tak na niego wstrząsająco podziałał. niemniej jednak, nie ma to większego znaczenia dla całości sprawy)
    pani zupa odpowiedziała mniej więcej tymi słowy no wie pan, panie Przyjacielu Kredycie, no to ja się POSTARAM.
    po czym starannie postarała się o zapomnienie tego faktu.
    przypomnienie nadeszło tydzień po rozmowie z Przyjacielem.
    w panice zupa zaciągnęła mglistych dość informacji, gdzie to się takie odpisy zdobywa, dość mgliście również do sądu się nie dodzwoniła (no bo po co odbierać telefony, jak se petent sam przyjdzie, nie ?), całkiem jasno natomiast prawowitemu oznajmiła potrzebuję samochodu na jutro. IDĘ DO SĄDU
    strach blady na prawowitego padł…
    ale o czym to ja chciałam….?

    no więc ekonomia według zupy.

    zupa postanowiła oszczędzać czas swój i pracodawcy, oraz pieniądze swe, z naciskiem na pracodawcy, i dzielnie nastawiła budzik na 7 z kawałkiem w celu pobrania samochodu marki kolumbryna sztuk jeden z zuppengarażu oraz udania się w bliżej niesprecyzowanym kierunku na sąd w godzinach mocno porannych, czyli tak kole ósmej, w celu dotarcia do zupobiura w godzinach przyzwoitych czyli tak kole dziewiątej.
    jak widzicie, mamy tu dwa ważne elementy :
    1. oszczędzanie pieniędzy zupy z naciskiem na pracodawcę, czyli pobranie kolumbryny, za którą płaci prawowitopracodawca, w zamian za porUszanie się taksówką, za którą płaci zuppenpracodawca, oraz
    2. oszczędzanie czasu : udanie się do w/w sądu w godzinach porannych w celu uniknięcia kolejek i kłopotów z parkowaniem oraz dotarcie do biura w godzinach przyzwoitych, czyli w miarę na czas, czyli oszczędzenie czasu przeznaczonego na ciężką i wytężoną pracę na cześć i chwałę zupopracodawcy.
    z takim to chlubnym postanowieniem przystąpiła zupa do realizacji swego chwalebnego planu.
    pierwszym etapem było nastawienie budzika na siódmą z kawałkiem.
    etap ten przeszła zupa BRAWUROWO.
    drugim etapem było wyłączenie budzika oraz rześkie podniesienie się z łóżeczka wraz z pierwszą zorzą czyli dzwonkiem budzika.
    tu, NIESTETY, nastąpiły pewne zakłócenia w realizacji doskonałego w swej prostocie planu, albowiem zupa nagłą nienawiścią do zórz zapałała i podnieść się z łóżka za nic nie chciała (rymy, jako przyciągające uwagę i strukturyzujące pamięć, ułatwią Państwu zapamiętanie tego, jakże fascynującego, wykładu).
    oprócz tego, zuposiostra słodkim esemesem zupie zaćwierkała, że pojawi się w zuppenhausie minut po ósmej parę, i zupa całą swą siłę wątłą poranną skupiła na przekonywaniu jej (zuposiostry, znaczy), że niekoniecznie jest to dobrym pomysłem. co zabrało jej również trochę cennego czasu.
    w ten oto sposób opuszczenie zuppenhausu nastąpiło z ponad półgodzinnym opóźnieniem.
    następnie zupa podążyła w jedynie słusznym kierunku, czyli w aleje Solidarności.
    ponieważ na zawiadomieniu o dokonaniu wpisu do ksiąg oraz z informacji podanych przez znajomych dalszych and bliższych wynikało, że odpowiednim adresem jest Solidarności 58, zupa udała się na Solidarności 127.
    bo tylko to zaznaczone było na mapie, a co.
    pod Solidarności 127 zupa :
    1. wjechała na parking (jak się potem okazało) pod prąd
    2. zapłaciła za parking grzecznie
    3. olała kręcących się tam sępów
    po czym udała się do sądu.
    w sądzie ją PRZEŚWIETLILI, po czym udzielili informacji, że odpisy to na Solidarności 58.
    wróciła zupa zatem do kolumbryny.
    po dokonaniu wielu bardzo skąplikowanych manewrów łączących się ze znacznym ryzykiem porysowania kolumbryny (e, to i tak ten bok, w który mi gzyms przeszkadzał pocieszyła się w duchu) udało jej się wyparkować kolumbrynę, wykonać zawrotkę w DOZWOLONYM miejscu, i udać się na dalsze poszukiwanie PRZYGODY.
    a była już godzina 9h13, i była już zupa zeta do tyłu.
    nie mając pojęcia, gdzie też Solidarności 58 znajdować się może, ruszyła zupa na azymut przed siebie, szukając wzrokiem pomnika Nike po prawej (bo sąd miał być po lewej).
    jechała zupa, jechała, jechała i jechała, gdy wtem… z prawej wyskoczył pomnik Nike. z lewej pojawił się sąd z nienacka z dużym napisem 58 na masce. zupa nie straciła zimnej krwi. zupa wzrokiem poszukała najbliższego miejsca parkingowego, i…….
    nie znalazła go.
    zupa postanowiła zrobić zawrotkę.
    zupa zrobiła zawrotkę dwa kilometry dalej.
    zupa postanowiła zaparkować się na pierwszym dostępnym miejscu.
    JEST ! piękne miejsce o dwa kroki od sądu.
    ale-ALE ! tam, dwa kroki dalej, jest JESZCZE ŁADNIEJSZE MIEJSCE ! pomyślała zupa estetka.
    i pojechała w to Ładniejsze Miejsce.
    Ładniejsze miejsce okazało się niestety podjazdem na Stare Miasto.
    no cóż, rad-nie rad, pojechała zupa odjazdem na Stare Miasto z myślą, że zaparkuje w najbliższym odpowiednim miejscu.
    najbliższe odpowiednie miejsce nastąpiło już wkrótce, tuż po wjeździe na Miodową, jednakowoż zupa nie czuła się jeszcze psychicznie odpowiednio nastawiona do wykorzystania nadarzającej się okazji, gdzies dalej na pewno coś się jeszcze znajdzie, pomyślała optymistycznie i pojechała dalej.
    wylądowała na… Długiej.
    na Długiej pomyślała nie no, to przecież ZA DALEKO, po czym zawróciła z mocnym postanowieniem zaparkowania się BLIŻEJ.
    już wkrótce zdarzyła sie super okazja ! piękne miejsce parkingowe, nie chodzone, no NÓWKA !!! w sam raz na kolumbrynę.
    na kolumbrynę – zapewne.
    niestety – jak się okazało – nie na zupę.
    po dwóch minutach rozpaczliwych zmagań z prawami fizyki i jakimiśtam jeszcze zapewne, zupa stwierdziła, cytuję znajdę jakieś JESZCZE ŁADNIEJSZE miejsce i podążyła za głosem natury.
    najbliższe miejsce było dla niepełnosprawnych.
    niestety, oprócz niepełnosprawności parkingowej, żadnych niepełnosprawności u zupy nie zanotowano.
    potem miejsce było za ciasne.
    potem…
    potem to się już nagle zrobiła Senatorska, no i cóż było czynić ???
    zdesperowana zupa skręciła w pierwszą w prawo, potem w pierwszą w lewo, na parking pod radiem.
    na parkingu pod radiem miły pan w żarówiastopomarańczowej kufajce przywitał ją słodkimi słowy proszę pani, ale tutaj parking to [piiiiiiii] kosztuje
    och, [piiii] westchnęła zupa. ale ja go POTRZEBUJĘ tego parkingu zrezygnowana dodała, i zapłaciła haracz.
    znalazła się w podobnej od sądu odległości, co w momencie parkowania na Długiej.
    tylko, że 10 minut oraz [piiiii] złotych później.

    a do zuppenbiura dotarła o 10h30.
    trzeba było wziąć taksówkę westchnęła jadąc windą.

    idź zupa, idź stąd, i nie pokazuj mi się więcej na oczy.
    no, kuna, SŁYSZYSZ, CO JA DO CIEBIE MÓWIĘ ???
    wynoś mi się stąd, i nie pokazuj, zanim na porządnie nie zachorujesz !!!
    no bo co to za, kuna, BRAKORÓBSTWO, co ???
    dwa dni temu kichasz, prychasz i ledwie chodzisz, zostawiasz paskudę swojemu losowi (z naciskiem na no, rozwijaj się grypciu, rozwijaj, grypuniu kochana), witaminek nie bierzesz, antigrypexów ani żadnych takich – uchowaj cię Boże, a dziś…
    a dziś ???
    A DZIŚ !!!!!
    no WSTYD, wstyd i hańba zupa !!!
    i ty z takim nędznym PSEUDOKATARKIEM na zwolnienie chcesz iść ???

    idź zupa, NIE POKAZUJ MI SIĘ NA OCZY, w ogóle liczyć na ciebie nie można.

    każdy powinien zrobić SFETER, przynajmniej once in a lifetime.
    niektórzy – co bardziej utalentowane jednostki – wykonują takich sfetrów w swym liftimie kilka, kilkanaście, a rekordzisci dochodzą – nie uwierzycie – do KILKUDZIESIĘCIU.
    zupa jako rekordzistka w wielu innych dziedzinach (np. na polu chwalipięctwa, genijalności oraz primadonnowatości), postanowiła, że w TEM TEMACIE nie będzie aż tak ambitna, i ograniczy się do absolutnie NIEZBĘDNEGO minimum.
    w tym celu, trzy miesiące temu, zupa zakupiła duuużo pomarańczowej włóczki mechatej + trochę pomarańczowej włóczki niemechatej.
    plan był taki : włóczki są dość grube, więc trzeba do nich grubych drutów, więc (tu uwaga dla tych, co za realizację swego once in a lifetimie sfetra się JESZCZE nie wzięli) będzie się robić SZYBKO.
    o planie poinformowałam Oficjalną
    Oficjalna powiedziała no, to w sam raz, jak cię znam, na święta się wyrobisz
    (święta Bożego Narodzenia, zaznaczam.)
    zupa obruszyła się wielce no jak to ! ja to za tydzień machnę ! prostym ściegiem, grubymi drutami, migiem pójdzie ! (albo boeingiem, jak kto woli)
    i rozpoczęła zupa sfetra produkcję.
    wieczór pierwszy : rozpoczęcie sfetra, działamy tylko pomarańczową włóczką mechatą.
    idzie.
    powoli, ale idzie.
    wieczór drugi : obmyślamy strategię wprowadzenia włóczki pomarańczowej niemechatej, rozrysowujemy wszystko piknie na papierze milimetrowym.
    rozpoczynamy wprowadzenie.
    idzie.
    jeszcze wolniej, ale idzie.
    wieczór trzeci : kontynuujemy wprowadzanie włóczki pomarańczowej niemechatej.
    idzie.
    idzie, jak wyżej.
    wieczór czwarty : kończenie wprowadzenia.
    stwierdzamy, że wprowadzenie włóczki pomarańczowej niemechatej wcale nam się nie podoba.
    rzucamy plecami sfetra w kąt z postanowieniem zastanowienia się nad tym jutro
    wieczór piąty : prujemy całe plecy, opracowujemy nową strategię wprowadzania włóczki pomarańczowej niemechatej.
    wieczór szósty : na nowo rozpoczynamy sfetroplecy.
    idzie.
    powoli, ale idzie.
    wieczór siódmy : na nowo rozpoczynamy wprowadzanie włóczki pomarańczowej niemechatej.
    idzie.
    powoli, ale idzie.
    wieczór ósmy : kontynuujemy wprowadzanie włóczki pomarańczowej niemechatej.
    trochę zmieniamy koncepcję wprowadzenia.
    zmiana koncepcji – tym razem – nie wymaga sprucia całości sfetropleców.
    cieszymy się postępami prac.
    wieczór dziewiąty : kontynuujemy wprowadzanie włóczki pomarańczowej niemechatej.
    cieszymy się postępami prac.
    wieczór dziesiąty : wykonujemy „podcięcie” na szyję.
    jak Państwo widzą, sfetroplecy są już prawie na wykończeniu.
    cieszymy się postępami prac.
    wieczór jedenasty : stwierdzamy, że jednak nie podoba nam się koncepcja wprowadzania włóczki pomarańczowej niemechatej. rzucamy sfetroplecy w kąt klnąc siarczyście.
    wieczór dwunasty : prujemy sfetroplecy.
    klnąc siarczyście.
    wieczór trzynasty : obmyślamy nową koncepcję.
    klnąc siarczyście.
    wieczór czternasty : decydujemy o niewprowadzaniu włóczki pomarańczowej niemechatej do pomarańczowego mechatego sfetra.
    wieczór piętnasty : rozpoczynamy roboty.
    klnąc siarczyście.
    wieczór szesnasty – siedemnasty – osiemnasty : kontynuujemy roboty, wykańczamy plecy.
    cieszymy się z postępu robót, klnąc siarczyście.
    wieczór dziewiętnasty : odpoczywamy.
    wieczór dwudziesty : opracowujemy strategię wykonania przodu.
    rozpoczynamy przód numer 1.
    wieczór dwudziesty pierwszy : kontynuujemy przód numer 1.
    cieszymy się postępami prac.
    wieczór dwudziesty drugi : wykańczamy przód numer 1.
    cieszymy się postępami prac.
    wieczór dwudziesty trzeci : prujemy przód numer 1.
    klnąc siarczyście.
    wieczór dwudziesty czwarty : rozpoczynamy przód numer 1.
    klnąc siarczyście.
    działania kontynuujemy przez kilka wieczorów jeszcze, w międzyczasie wyjeżdżamy na święta, na sylwestra, zabawiamy znajomych, zbawiamy świat, zabijamy robale i nudę, i wykonujemy wiele innych równie pożytecznych, dla świat i ludzi, rzeczy.

    w okolicach wieczoru osiemdziesiątego któregoś, czyli pod końiec stycznia stan prac jest następujący :
    wykończone : tył, przód numer 1, przód numer 2.
    w robocie : jak do tej pory RAZ TYLKO spruty rękaw numer 1.
    do zrobienia : dwukrotne sprucie rękawa numer 1, rękaw numer 2, golf, zszycie, guzików przyszycie i inne takie -ycie.

    Oficjalna miała CZĘŚCIOWO rację : na święta (Bożego Narodzenia) będzie jak znalazł
    tylko – święta Bożego Narodzenia KTÓREGO ROKU ???

    znudził mnie mój stan permanentnego, od paru dni, podkurwienia :D
    słońce we wszawie wychodzi, mam widok na piękne róże, leń w fazie on, tłumaczę się bólem głowy, kichaniem prychaniem i zawirusowaniem niewątpliwym.
    a, no i frencz manikjur mi z paznokciów schodzi, co za tragedia.

    angel.gif

    ha

    5 komentarzy

    jeżeli ten BUKIET RÓŻ, który dostałam minut temu kilka kurierem, jest od tej osoby, którą mam na myśli, to…
    to szkoda, że nie został podpisany. chętnie bym sobie potrenowała rzut róż bukietem do śmietnika z zupobiurokuchennego okna.

    a tak to mi szkoda.

    w dniu wczorajszym do Polski powrócił największy światowy zupolog, zwany także prawowitym.
    zupolog powrócił zaopatrzony w złotą łyżeczkę z brylantem i srebrny talerzyk z perłami.
    zupolog złotą łyżeczką z brylantem pozbierał starannie do srebrnego talerzyka z perłami rozlaną od łikędu zupę.
    zupolog dodał do zupy szczyptę rozumu i dwie szczypty otuchy.
    świeżodoprawiona zupa rusza z powrotem na podbój zupoświata z mocnym postanowieniem niepowtarzania niektórych błędów.
    tak jej dopomóż blog.

    a

    9 komentarzy

    pożegnanie ze złudzeniami jednak boli.
    podobnie, jak urażenie dumy, nadużycie zaufania czy zignorowanie zdania na temat.

    to był bolesny łikęd.

    ha

    1 komentarz

    mimo SKANDALICZNEGO olewania codziennych ćwiczeń pamięci i pola widzenia, zupa co i rusz szokuje swą skutecznością szanowną trenerkę.

    oooch, zawsze wiedziałam, że jestem genialna

    …na niektóre sprawy lepiej spuścić zasłonę milczenia.

    choć z drugiej strony – zastanawiam się, z jakiej niby okazji miałabym oddać Ci tę przysługę. żebym choć znalazła jeden jedyny argument przedmawiający na Twoją korzyść.

    strasznie tęsknię za prawowitym.


    • RSS