zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 10.2003

    dziś rano, PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU, to zupa podwiozła gdzieś prawowitego, a nie prawowity zupę.
    tadam !

    pisane nie chcą się mnie słuchać.
    a może to mnie nie chce się z nimi współpracować, nakładać dyscypliny i okiełznywać ?

    zupie grozi wyjazd do Białegostoku w przyszłym tygodniu.
    czy jest na sali lekarz z Białegostoku ???

    ha

    14 komentarzy

    wczorajszy dzień zakończył się dobrą wiadomością zawodową.
    dzisiejszy dzień rozpoczął się JESZCZE LEPSZĄ wiadomością zawodową.

    będzie lepiej ?

    z hot niusów : sylwester już zaplanowany.
    tym razem w nieco cieplejszych okolicach.
    bilety samolotowe i pociągowe zarezerwowane, hotel potwierdzony.
    śladami Artura Perez-Reverte.
    nie mogę się doczekać.

    zgnojona w blocusa.
    ostatni dzień wizytacji.
    w miarę słonecznie za oknem.
    badania cbosu.
    esemes milczy.

    nic do powiedzenia.
    życiowy problem na dziś : jak się rozmnażają małże ?

    ha

    14 komentarzy

    jakbyście nie wiedzieli, to Julia Roberts miała romans z Saddamem Huseinem.
    przyrzekam.
    było to tak.
    siedziałam w domu zuporodziców w Scyzorykowie, kiedy przyszła do mnie -najwyraźniej – znajoma, mówiąc, że cośtamjej się stało, i żebym jej pomogła.
    no więc przerażona, że kobitka może mieć wstrząs mózgu, zawezwałam znajomą lekarkę, którą okazała się zuponauczycielka angielskiego.
    bardzo ją zresztą przepraszałam, bo to była niedziela.
    potem je sobie przedstawiałam.
    a w międzyczasie zrobiło się tam w tym mieszkaniu nagle strasznie dużo ludzi (a to nie było to mieszkanie, bo w środku wcale tak nie wyglądało), i jak zaczęłam dziewczyny sobie przedstawiać, to nagle się okazało, że wszystkie mają na imię Monika.
    a potem ta od wstrząsu powiedziała mi do widzenia i poszła sobie, i jeszcze ja widziałam, jak jedzie kolejką wkd do domu, i opierniczałam ją (to wiecie, takie zdalne przenoszenie wizji i fonii zadziałało), że nic mi nie powiedziała, że ma tak daleko do domu, bo przecież bym ją odwiozła.
    po czym wyjrzałam przez okno, a tam w kolumbrynie siedziało dwóch gówniarzy, i słyszałam, jak mówili sobie, że taką brykę to oni w pięć sekund rozbrajają (cały czas zdalne przenoszenie fonii, bo oni byli w kolumbrynie, a ja na trzecim piętrze).
    no więc ja się z letka wściekłam, i taka tą wściekłością zatchnięta patrzyłam przez to okno, kiedy nagle zauważyłam, że to nie może być kolumbryna, albowiem pośrodku, pomiędzy fotelem kierowcy i pasażera, ma jakiś taki dziwny pojemnik, jakby lodóweczka niewielka, cycóś, więc nie mogła to być kolumbryna. niemniej jednak wściekła byłam bardziej. i odwróciłam się od okna, i jak się do niego dowróciłam, to na parkingu stały same ino wieeeelkie lemuzyyyynyyyy, co to każda jedna swoją długością zajmowała całą szerokość parkingu.
    i ta lemuzyna, co to sądziłam, że to kolumbryna, no więc w niej na tym takim panelu sterowania, czy jaktamto, to takie dziwne coś było. takie, wiecie, jak są takie tablice świetlne, składające się chyba z tysięcy żaróweczek, czerwonych czy pomarańczowych, i po tym defilują różne napisy reklamowe.
    no więc tam defilowały napisy for my love.
    zeszłam zaciekawiona wielce, cóż to może być, i nagle się okazało, że jest wieczór, i że te napisy są wyświetlane na murze na przeciwko, takim murze, co to w rzeczywistości go nie ma, i mi powiedziano, że to jest mur domu, w którym Saddam i Julia wynajmowali mieszkanie na swe tajemne schadzki.
    widziecie, jakie spryciule ?
    kto by ich w jakiejśćtam Polsce, w jakimśtam Scyzorykowie wyczaił, no kto ???
    ha !

    a potem okazało się, że mnie służby Saddama zatrzymały, i zamknęli mię na najwyższym piętrze pobliskiego wieżowca, a to piętro było oczywiście odpowiednio przerobione, nie było klitowatych mieszkań, tylko jedna wielka przestrzeń, i na tej przestrzeni bawiły się jakieś dzieci, i żołnierz, który mnie eskortował powiedział, że te dziewczynki, które tam grały w gumę, no więc, że on musi je zabić.
    bo mnie widziały.
    i zaczął strzelać do nich takimi kulkami, co wyglądały jak piłeczki tenisowe, ale były gumowe. i one upadały, te dziewczynki w jasnych, pastelowych ubrankach i z czarnymi włosami w kucyki związanymi.
    a potem on powiedział, że psa też musi zabić.
    obudziłam się, gdy zaczęło mi brakować tchu od krzyczenia : pas le chien, pas le chien, pas le chien, pas le chien !!!

    powoli wizytacje stają się wizytami.
    nie jest źle.

    jest… dobrze ???
    je l’avais vraiment dit ???

    to zupy nie ma.
    zupa poszła wczoraj na spotkanie wspólnoty mieszkańców.
    zupa w związku z tym ma PRZEMYŚLENIA.
    jednakowoż przemyślenia te nie bardzo nadają się do publicznej prezentacji
    (choć i tak było lepiej, niż poprzednim razem).
    zupa również zakłada w drzwiach dodatkowe zamki i wykańcza alaram w mieszkaniu.
    i przestaje się czuć W MIARĘ bezpiecznie.

    a

    15 komentarzy

    a na pocieszenie – ochronna pomadka o zapachu pina colady.


    • RSS