zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 8.2003

    no i zupa uwierzywszy pogodynce, i założywszy sandałki, płóciane spodnie i bluzeczkę z krótkim rękawem.
    no i zupa marznąwszy w zupobiurze.
    nie rozgrzawszy jej nawet atak śmiechu przeczytawszy charakterystykę osoby dla swego imienia na serwisie imieninowym
    cytowawszy :
    Charakterystyka kobiety: Kobieta ta ma predyspozycje by zostać naukowcem, badaczem i wykładowcą. Osiągnie to jeżeli zabierze się do nauki od najmłodszych lat. Musi jednak pokonać wiele trudności, włożyć sporo wysiłku i wyrzec się niejednej przyjemności. Jeżeli tak nie postąpi, stanie się osobą pustą i bezwartościową. Bywa także osobą pobudliwą, lubiącą zmiany, towarzyską oraz nie przywiązującą wagi do własnej rodziny i domu. Osoby te cenią przyjaźń mężczyzn. Chorobliwie upierają się przy swoim zdaniu.

    PS. czy naprawdę tak bardzo widać, że nienawidzę piątków ???

    a

    7 komentarzy

    wczorajsza wizyta u kul-leżanki przebiegła pomyślnie.
    seksowne niebieskie butochraniacze zupa zakupiła, pani w rejestracji drogę objaśniła, na czwarte piętro, do części post-ciężarówkowej windą do transortu chorych się zupa udała.
    kul-leżanka w niepokojąco dobrym stanie uśmiechem powitała, łepkiem majtającą progeniturę w przezroczystej rynience zupie dowiozła.
    zaskoczyła się zupa mikrorozmiarami tejże (progenitury, nie rynienki), wielkimi łapskami dotknięć unikała, w zaspane eskimoskie oczy z mieszanymi uczuciami spoglądała.
    albowiem stwierdziła zupa, ze smutkiem, że nie stać ją na potomstwo, finansowo, fizycznie i psychicznie, i odetchnęła z ulgą, że sobie to wszystko wyjaśniła, i że ma spokój z tematem przez najbliższych kilka miesięcy.

    a prawowity powiedział : wolałbym, żeby Raquil nie dostał medalu, a w zamian Wisła zakwalifikowała się do Ligi Mistrzów
    on chyba naprawdę mnie kocha :-)

    xyz

    5 komentarzy

    wieczorne oglądanie ekranizacji spowiedzi dziecięcia wieku zaowocowało snami, w których zakazany współczesny znany pisarz francuski (we śnie jego nazwisko było oczywiste, w rzeczywistości zastanawiam się porządnie, czy taki aby istnieje) – w tej roli Keanu Reeves – wraz z przyjaciółmi żalił się na rząd francuski, który to drukować go zakazywał, spotykali się na tajnych spotkaniach, a on ratował przed policją swoją przyjaciółkę – w tej roli Cecile de France – która w narkotykowe odmęty z nieszczęścia się stoczyła była.
    jednym z przyjaciół był Tadeusz Nalepa.

    a potem szczynszyle wyłaziły z klatki i przychodziły się pogłaskać.

    a jeszcze potem okazało się, że cudownej miękkości błękitne wdzianko zakupione dla Tymka jest nie na 68 tylko na 62, cokolwiek miałoby to znaczyć, i zupa pogrążyła się w rozpaczy.

    lepiej wyciągnę spod biurka wampiry.

    prawowity : -czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że właśnie ci się oświadczyłem ?
    zupa : - nie ma kwiatków pierścionka i kolan – nie liczy się !
    prawowity – na kolanach : - czy chcesz spędzić ze mną resztę życia ?
    zupa : kochanie, czy przyjąłbyś na stanowisko najbliższego, dożywotniego współpracownika kogoś, kto spełnia tylko 33% wymogów formalnych ???

    zupa : - zuposzefie, a nie znudził Ci się już czasem ten samochód ? już trzy lata nim jeździsz…
    zuposzef : - no, znudził mi się, i to strasznie !
    zupa : - a to wiesz, to może kup sobie jakąś nową śliczną lagunkę…
    zupopszef : no, zastanawiam się nad tym
    zupa : - a tym ja mogę jeździć, JAKOŚ TO PRZEŻYJĘ

    PS. a pod biurkiem zupa podczytuje Janion Marię i jej wampira. biografię symboliczną

    …to w dniu wczorajszym, niepostrzeżenie, szczynszyl skończył SIEDEM LAT !!!

    w związku z tym, dziś na zupoblogu – absolutna premiera, czyli Róź z Isaurą ujęcie pierwsze.

    IandR.jpg

    miłe złego początki :-)

    wielka zupa przeżyła wielki łikęd.
    największy łikęd swego życia, śmie wręcz wyznać.
    zupa otóż, zupa, Mili Państwo, POJECHAŁA do Scyzorykowa SAMOCHODEM.
    i otóż, Mili Państwo, zupa PROWADZIŁA.
    CAŁY CZAS zupa prowadziła.
    ani przez sekundę zluzowana nie została.
    i… ZUPA PRZEŻYŁA.
    zupi pasażerowie RÓWNIEŻ, co jest większym wyczynem.
    a nawet wręcz, wyznam Wam śmiele, jedna zupopasażerka, to wzięła, i … USNĘŁA !!!

    a w ogóle to, jeśli będę miała dzieci, to NIGDY W ŻYCIU, nie będę miała tych dzieci jednej sztuki. dwie wymagane co najmniej.
    bo nie ma nic przyjemniejszego pod słońcem, niż zupobrat z narzeczoną, którzy postanawiają wybrać się z zupą do wszawy w celu li i jedynie napicia się kawy w małej-czarnej, a tak naprawdę to w celu, żeby zupa nie jechała sama 180km.
    no, wzruszyła się zupa Mili Państwo, wzruszyła.
    dobrze jest mieć dobre rodzeństwo.

    lasencja przyszła, na drzewo, co to jej bezczelnie TUŻ PRZED ZDERZAKIEM wyrosło i o światło zahaczyło (co za chamówa i niewychowanie teraz te drzewa, no panie dziejku, no), popyszczyła, daj wina zażądała, no i tak się to zaczęło.
    potem były gadki szmatki, mano negra i orishas, ważne tematy na zuppentarasie i straszne bzdury na gadu gadu, a potem skończyło się trzecie wino i zupa poszła spać.
    więcej grzechów nie pamiętam, i szczerze mówiąc, wcale ich nie żałuję.

    jednak garnek trochę uciska.

    kawy.

    czyli esemesy od prawowitego

    zaczęło się nieźle :
    kocham cię i NAPRAWDĘ chcę spędzić z tobą całe życie
    zupa się wzruszyła

    potem było ostrzej :
    śpij dobrze. kocham cię i mam ochotę zestarzeć się przy tobie
    glup ! zupa łzę zbłąkaną połknęła, poruszona wizją siebie u boku poskładanego w cztery części wyłysiałego prawowitego

    no a wczoraj to już zupełny romantyczny hardkor :
    kocham cię, tęsknię za tobą. chciałbym, żeby… żebyś to ty pomagała mi chodzić, kiedy będę stary (NAPRAWDĘ stary!)
    no juszzzz się nie mogę doczekać, zasyczała zupa zgryźliwie.

    tak to jest, chłopa z domu na tydzień wypuścić.
    co on mi dziś przyśle ???
    jusz się boję.

    bo zupa była za słona.
    bo zupa chciała spędzić spokojny wieczór.
    bo deszcz i Harlan Coben i ne le dis a personne.
    bo prawowity out, bo ciężki dzień.
    no i bo w ogóle.

    w związku z tym zupa z ktoto kluchy zjadła, szarlotką dopchnęła, do zuppenhausu jakoś dopłynęła (no bo przecież przedwczoraj zupa kwiatki na zuppentarasie podlewała. to logiczne, że wczoraj LAŁO STRUGAMI)
    u szczynszyli zasiadła, tiwizjer ze strrrrrasznym filmem fafnaście włączyła, księgę mądrą pod rękę wzięła, butelkę WODY do pasa przytroczyła…
    i wtedy się to stało, tak Wysoki Sądzie, to NIE MOJA WINA !
    wtedy zadzwonił telefon.
    tajemniczy głos w telefonie rzekł : zupa, idziemy na piwo
    przeraziła się zupa głosu tajemniczego, przestraszyła się bardzo bardzo bardzo.
    z tego przerażenia głos jej odebrało (nie, sorry, mylę kolejność, głos jej odebrało po popisach chóralnych, które nastąpiły później), wybąkała tylko rozedrgana dobrrra.
    no i tak to właśnie, Wysoki Sądzie, wyglądało !
    potem głos zaciągnął ją do ciemnozielonego (h)opla, a potem jeszcze zawiózł do (jasno)zielonej gęsi.
    a potem wmusił w nią cztery piwa.
    SIŁĄ, Wysoko Sądzie !
    a w międzyczasie kazał jej się DRZEĆ NA CAŁĄ MORDĘ, to znaczy, to, gardło, przy co (nie)zdolniejszych karaokańczykach.
    SIŁĄ, Wysoki Sądzie !
    i teraz, Wysoki Sądzie, zupa biedna ma gardziołko biedne kochane zedarte, i jak ona ma z ludźmi rozmawiać ?
    i głowa ją boli, i jak ona ma kolumbrynę prowadzić ?
    i spać jej się chce, i jak ona ma W TAKICH WARUNKACH w ogóle PRACOWAĆ ???

    no ja się tak nie bawię.


    • RSS