zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 4.2003

    i nagle przypomniałam sobie mój pas ćwiekami nabijany, i moją pieszczochę, ćwiekami nabijaną, i moją fryzurę na pseudopunka, i moją agrafkę w uchu, i moje buty wysokie, sznurowane…

    to były czasy.

    ależ ja byłam młoda

    Isaura jeszcze nie nauczyła się dobrowolnego coporannego wchodzenia do klatki.
    Isaura co rano usiłuje przechytrzyć zupę śmigając po całym szczynszylopokoju w celu uniknięcia przechwycenia w celu udania się na komnaty księcia Rózia I.
    Isaura z dziką miną śmiga pod szczynszylokanapą i pod szczynszylokuferkiem, skąd wygania ją dzwięk trzepnięcia gazetą wybiórczą o parkiet.
    Isaura z zacięciem godnym większej sprawy chowa się za wielką zieloną żabą imieniem Iw.
    chowa się w swym mniemaniu skutecznie :
    dzięki umiejscowieniu łba za żabą NA PEWNO zupy nie widzi.
    w końcu wystający zza Iwa kuper z ogonem nie ma oczu.

    co na to powie nasz Grzegorz I Niezłomny, nasz Maratończyk Niezłomny ???
    no pewnikiem weźnie i w depresyję jakąśik wpadnie !!!

    powróciło niebezpieczeństwo zaistnienia prawowitobiura w bezpośredniej bliskości zuppenhausu.
    BARDZO BEZPOŚREDNIEJ, powiedziałabym wręcz.
    tyle tylko, że okna prawowitobiura nie będą na poziomie zuppensypialni, a na poziomie – zuppenkuchni.

    już wyobrażam sobie te wieczorne dialogi rozpoczynane donośnym:
    prawowity !!! prawowity !!!! podejdź no do okna, jako i ja podchodzę !!!
    i zakańczane
    tak, i bułki kup też
    w towarzyszeniu gromkich oklasków prawowitopracowników.

    4h55, zlana zimnym potem budzi się na siedząco.
    Isaura właśnie urodziła młode !!! tłucze się po głowie i odbija echem od każdego załomu czaszki (wiecie, ten robaczek mózgojadek, co ten… no… głoduje)

    galop myśli boże, przecież to niemożliwe, przecież ja ją mam od trzech dni, przecież Róziek nie mógł…
    nie, to niemożliwe, zorientowaliby się na fermie, że jest w ciąży !
    przecież sama jej zawartość musiała kosztować ze trzy – cztery stówy !
    ja chcę małych, ale żeby JUŻ ???

    jednak GŁĘBOKIE PRZEŚWIADCZENIE o faktycznym zaistnieniu w szczynszylopokoju, ba – w szczynszyloklatce !!! – czterech dodatkowych futrzatych stworów, przemieszane z poczuciem obowiązku (to ja muszę Róźka do drugiej klatki, no i słój z pyłem kąpielowym wynieść…), zwlekło zupę z wyra o 4h57.

    lunatycznym krokiem z wizją czterech przyssanych do Isaury futrzatych glizd pod powiekami, rękami po ścianach dowlokła się do szczynszylopokoju.
    w którym zastała dwa idealnie równiuteńko zaparkowane szare szczynszyloryjki na półce szczynszyloklatki.

    odetchnęła z ulgą.
    Róziek popatrzył na nią badawczym wzrokiem.
    i bzyknął Isaurę.

    odliczajcie dni. to było w sobotę.

    zupa NIE stanowi zagrożenia na drogach
    zupa STANOWI natomiast niejakie zagrożenie na parkingach.

    no więc poszłam.
    zdążyłam, cudem jakimś.
    tylko trzy minuty się spóźniłam.
    i muszę powiedzieć, że Proxima nie jest, niestety, najlepszym miejscem dla seansów filmowych, i chyba przez to mój odbiór ludzi stąd.
    po entuzjastycznej recenzji u adrjana spodziewałam się czegoś więcej.
    no, ale to może też wina tego, że przez całe 90 minut siedziałam wykrzywiona w prawą stronę, żeby COKOLWIEK widzieć, panna rząd przede mną częstowała mnie papierochowym dymem i pieszczotą włós swoich długich i umytych nawet, acz nie bląd i nie cętkowanych krętych, no i przede wszystkim – masakrycznie chciało mi się SIUSIU i, tak dla równowagi – piwa.
    ale pomna swych przygód na sławetnym „festiwalu” filmów Jima Jarmusha lat temu kilka w lubelskim kinie bajka, o których opowie zupa zapewne dnia pewnego pięknego, odpuściła sobie zupa piwenio, i skupiła się na wychylaniu na prawą burtę, unikaniu peruki and dymka laski rzęd wcześniej, odpowiednim odnóż krzyżowaniu, by nie uronić ani kropelki, a resztę uwagi poświęciła wyłapywaniu nieskładnych dźwięków, które zapewne dialogami być miały (ach, ta akustyka proximowa).
    no, i tyle zupowspomnień z seansu.

    chyba powinnam na ten film pójść jeszcze raz

    nie powiem, że po mnie spłynęło.
    blok na gadusie.
    dziwne reakcje na zaprzyjaźnionym blogu.
    obraza wielka ???
    chciałabym tylko jeszcze wiedzieć z jakiego powodu.
    albowiem NIE zgrzeszyłam myślą mową uczynkiem ani zaniedbaniem.
    i chcę wierzyć, że to wina dziwnej interpretacji słów zupich niewinnych, a nie wina dziwnej urazy pozablogowej.
    no, ale na to to ja już nic poradzić nie będę mogła.

    odpowiedź jest krótka : teściowie służą do NAUKI JĘZYKA.
    podczas czterech posiłków spozytych w towarzystwie swych przyszłych teściów prawowity opanował następujące słowa :
    - szarlotka
    - śledź w sosie tartare
    - burak
    - pasztet

    no i mamy ją.
    niewolnica Isaura dotarła wczoraj do zuppenhausu w godzinach wczesnowieczornych.
    nowe miejsce zamieszkania powitała – jak to Isaura – dość hałaśliwie.
    książę Róziek aż nadstawił uszu.
    niewolnica Isaura, jak to Isaura, jest biała i ma piękne czarne oczy.
    biała znaczy się jest na brzuchu, bo poza tym spowita jest w szarości, elegantka.
    innymi słowy : od stóp do głów pokrywa ją szare futro z szynszyli. pewnie dostała od Leoncia. książę Róź I będzie zazdrosny, jak się o tym dowie.

    Isaura wydała się zaskoczona, kiedy potraktowana została w zuppenhausie iście po królewsku : czekała na nią świeżo wypucowana komnata z łazienką i doskonale zaopatrzonym barkiem, no i zupa gotowa spełnić niewolnicy każdą niemal zachciankę.

    książę Róź wydawał się zachwycony nową partnerką : przez całą noc sprawował wartę pod jej apartamentem, zamiatając najbliższą okolicę ogonem swego j-idealnie szarego smokingu. bliższe poznanie tych dwojga nastąpi w najbliższy łikęd.

    jedynym zgrzytem wczorajszego wieczora było zachowanie matki chrzestnej Isaury, która odmówiła złożenia wizyty swojej chrześnicy. chrześnica jest niepocieszona.

    z poważaniem

    zupa kronikarka


    • RSS