zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 3.2003

    szanghajską kochankę Wei Hui.
    czyta się nieźle, mimo, że po żabojedzku, książka już prawie skończona.
    gdy ją zaczęłam, zastanawiałam się, czemu ona takiego hałasu narobiła w swoim kraju.
    taka tam sobie historyjka o pannie, którą w knajpie wyrywa facet, niepracujący, utrzymujący się z pieniędzy przysyłanych przez mamusię mieszkającą w Hiszpanii.
    panna za jego namową przeprowadza się do niego, potem rzuca robotę w tej knajpie, zabiera się za pisanie swojej drugiej książki.
    taka tam historyjka o życiu trochę niebieskich ptaków, o tym, jak on jest impotentem, a ona sypia z innym, choć to akurat nie jest najważniejszym w całej historii wątkiem.
    ważniejszy jest ten ich stan zawieszenia, wolności (?), niezależności.
    on maluje, ona pisze, wieczorami imprezują.
    o co tyle hałasu ???

    a potem…
    potem zdałam sobie sprawę z tego, o co tyle hałasu.
    przecież to się dzieje w SZANGHAJU.
    a Szanghaj leży w….. brawo, ten pan w berecie i z wąsem – w CHINACH !!!
    i wszystko jasne.
    no bo jak to tak ? niebieskie ptaki, bzykające się na prawo i lewo, żyjące ze środków niewiadomego pochodzenia, nienależące do żadnej organizacji partyjnej, mające dokładnie w nosie, żeby nie powiedzieć – w dupie, walkę o nowy komunistyczny ład ???
    no jakże tak ???

    ta

    11 komentarzy

    dzień w dzień
    dwa razy dziennie
    w drodze do zupobiura
    i w drodze z zupobiura
    mija zupa sklep całodobowy

    sklep całodobowy

    otwarty od 7 do 22

    w dniu wczorajszym, tj. 29 marca 2003, do zuppenhausu uroczyście wprowadzona została księżniczka Mufka.

    księżniczka z pochodzenia jest Hiszpanką. w Polsce zamieszkuje od lat pięciu.
    księżniczka ma piękne wielkie czarne oczy, śliczną buźkę, i ubiera się – jak to księżniczka !!! – tylko w futra z szynszyli.
    a właściwie w futrO z szynszyli.

    do tej pory księżniczka mieszkała w swym pałacu w podwarszawskim Wawrze, jednak w ostatnich dniach wyraziła zainteresowanie przeprowadzeniem się nieco bliżej centrum. spośród wielu propozycji wybrała, jako najbardziej interesującą – zapewne z powodu powalającego zuppencharakteru, jak i uroku osobistego księcia Rózia – propozycję zupy.

    pierwsze pięć lat swego polskiego życia księżniczka poświęciła przedłużaniu swego szlachetnego rodu. liczymy, że uszczęśliwi potomstwem również księcia Rózia.

    w chwili obecnej księżniczka Mufka, zawdzięczająca swe piękne imię lasceone, wydaje się jeszcze nieco zestresowana nowym lokum i nowym towarzystwem – w końcu przyzwyczajona została do podwarszawskiej ciszy i tamtejszego świeżego powietrza – lecz wierzymy, że już wkrótce dojdzie do siebie, i w idealnej zgodzie z księciem Róziem obgryzać będzie kable w szczynszylopokoju, szczać na kanapę (mhm… ale to przecież księżniczce nie przystoi !!!) i wkopywać się w ścianę.

    o czym z kronikarską przyjemnością informuje
    Nadworny Kronikarz Szczynszyloksiążęcej Pary

    zupa pomidorowa

    najpierw się umawiasz, ot tak, bez podtekstu z osobistą panienką na kluchy.
    ot tak, zjeść coś, pogadać, ponarzekać na brak kasy i obiecać, że więcej zakupów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję itp.
    potem mówisz a wiesz, ktoto, zasadniczo to jak już tu jesteśmy to chodź do tej galerii, kupię sobie wreszcie ten koszyczek, co się do niego zbieram od miesiąca
    no i wchodzisz do galerii, i kupujesz.
    koszyczek.
    ……
    torebkę
    ……
    drug…. ooooo, nie miła pani, drugiej torebki NIE BĘDZIE !!!
    …..
    szalicz….. oooo, nie, miła pani, szaliczka w pakcie socjalnym nie ujęto !!!
    ……..
    rękaw…. nieee, no bez przegięcia, RĘKAWICZKI NA WIOSNĘ ??? no pani zupo ! no way !

    tak więc płacisz za ten koszyczek i za tą torebkę, i mówisz, a wiesz, jak już tu jesteśmy, to choć ktoto, zajrzyjmy do tego esprita
    i…
    i…
    i…
    to nie moja wina, panie sędzio, to ONA mnie namówiła !!! ONA, ONA ONA !!!
    ja tylko, jako ten Adam bezmyślny w raju, co po jabłko do Ewy (NOMEN OMEN !!!) dłoń wyciągnął, tak jam dłoń po spodnie do EWY wyciągła…

    a tera, kurde, schudnąć musze !
    nie miała zupa kłopotu to se spodnie biodrówki kupiła.
    ugh.

    to zuposąsiad robotę dostał.
    zaczął wczoraj.
    będzie dobrze.

    …is coming.
    umówiłam się na jutro z panią z fermy szczynszylej.
    będziemy szukać laski dla mojego szczynszylego banderasa.
    boję się tam jechać.

    (na szczęście będę miała mocne wsparcie ze strony laskione)

    tak, tak, tak !!!
    zdałam !!!
    za drugim podejściem !

    a to było tak :
    poszłam tam, spanikowana trochę mniej niż poprzednim razem, i na korytarzu, przed salą egzaminacyjną (bo tam się najpierw wchodzi do sali egzaminacyjnej, w której pan sprawdza obecność, pani losuje zestaw, Jola pokazuje panu i jeszcze raz pan objaśnia manewry), no więc przed tą salą egzaminacyjną machnęłam kilka przysiadów dla odstresienia (chyba moja waga by się ucieszyła, gdybym częściej zdawała takie egzaminy).
    potem wymieniłam oczywiście kilka uwag z ludźmi z mojej „grupy”, czyli zdającymi na tym samym samochodzie, tak, żeby się dostresić po odstresieniu się przysiadami (no, ja drugi raz też, ja czwarty, itp., wszystko pozytywne)
    potem stwierdziłam, że jak mam oblać, to lepiej to zrobić prędzej, niż później, bo przynajmniej na pociąg zdążę, a potem…
    ruszyłam w paszczę lwa.
    pan był miły jak kontroler podatkowy.
    a już szczególnie, jak w dowód spojrzał.
    oooo, jaki się wtedy miły zrobił !
    pomyślałam sobie o nie, skur…, nie sprawię ci tej przyjemności, nie dam się oblać ! i po schrzanionym pierwszym łuku odzyskałam zimną krew.
    już nie byłam gorącą pomidorowką z makaronikiem i śmietanką.
    nagle się zrobiłam zimnym gazpacho z dużą ilością chili i czosnku.
    i nawet jak już, już myślałam, że jednak się gnojowi udało, że znalazł sobie pretekst, już jak wracaliśmy do ośrodka, i kiedy już niemal z czosnkiem w oczach zastanawiałam się, czy nie zaproponować mu jednak jakiejś łapówy, bo ewidentnie tego chciał, odezwał się w nim jakiś chyba ludzki element (szósty element ???), może miał dzień dobroci dla pomidorówek, może lubi gazpacho, może lubi dużo chili, kiedy poinformował mnie no, ma pani problem z głowy.

    czego nie omieszkał przypieczętować schwyceniem za zupokolano.

    No!

    6 komentarzy

    strzezta sie, warszawiaki! la soupe is koming!!! Jezdem po prozdu genijalna!!!

    …gonna be all right, everything gonna be all right” podspiewuje se zupa propagandowo, przygotowujac sie do boju

    a czy mówiłam już Państwu, że jutro zupa ma pierwszą poprawkę do egzaminu na prawo jazdy ?
    mówiłam ?
    NIE MÓWIŁAM ????????
    no to mówię !

    drżyjcie Scyzorykowianie !!!


    • RSS