zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 10.2002

    a zupoblok dostał nagrodę Prezydenta Warszawy w dziedzinie architektury.
    no proszę proszę.
    z Wery Important Fingsów :
    na zdjęciu widać badyle przy wejściu do zupoklatki i balkon lewej.
    no proszę proszę.

    no bo to chyba OCZYWISTE, prawda ?
    OCZYWISTE jest, że jak poinformowałam o robocie z MIESIĘCZNYM wyprzedzeniem
    i usłyszałam tak, pani zupo, nie ma problemu
    i dałam projekt TRZY TYGODNIE przed dedlajnem
    no to chyba OCZYWISTE jest, że roboty, które miały się skończyć w piątek, wystartowały w piątek wieczorem, trwały w sobotę do północy, większość niedzieli, i toczą się jeszcze w tej chwili.
    NORMALKA, nie ???

    the Road to Perdition
    powalające.

    to dopiero dziś zdałam sobie sprawę z tego, jak znaczące efekty przyniesie dzisiejsza wizyta pana Pawła.

    zniknie glajt, zagracający połowę salonu (może sobie wreszcie jakiś fotel kupimy) – powędruje do SPECJALNEJ SZAFKI glajtowej w pokoju potomstwa.

    zniknie komputer zajmujący cały stół w kuchni – powędruje do SPECJALNEJ SZAFKI projektu zupy w szczynszylopokoju.

    zniknie burdel na biblioteczce – powędruje do szafki, o której mowa powyżej :-)))

    szczynszyl straci swoje ulubione (poza zieloną kanapą) miejsce do sikania nocnego – bo znajdzie się tam szafka, o której mowa powyżej.

    zniknie zagracająca pół szczynszylopokoju szafka telewizyjna ( i tym samym możliwość obżerania kabli przez szczynszyla), bo tiwi wyląduje w szafce, o której mowa powyżej, a gniazdo tiwizyjne zostanie przeniesione za nią.

    znikną obrzydliwawe szarawo-sinawe meble kuchenne z pokoju potomstwa – ich miejsce zajmie szafka telewizyjna ze szczynszylopokoju…:-)))

    dużo zmian, ooooj, duuuużooooo.
    a jak jeszcze wszystkie oprawione świeżo obrazki podwiesimy, półeczki w łazience potomstwa dorobimy i szafkę zasłaniającą okno stamtąd wywalimy, to już w ogóle będzie rewolucja !!!
    wtedy pozostanie do zrobienia jeszcze tylko zupina toaletka, i rozważenie kwestii kominka…

    za dużo jak na moją biedną zupią głowę.
    poza tym – na niu łorldzie jest piękna pogoda, i oczy i myśli mi uciekają za okno, i JA NIE MOGĘ W TAKICH WARUNKACH PRACOWAĆ !!!!

    i czy ktoś się jeszcze dziwi, że NIENAWIDZĘ PIĄTKÓW ????

    i

    6 komentarzy

    i jeszcze chciałam powiedzieć, że znów choruję na Budapeszt.
    taki, jak w zeszłym roku : na początku grudnia.
    świetny hotelik nad Dunajem, tuż pod wzgórzem gellerta
    wzgórze gellerta po południu, zejście już w praktycznie zapadającym zmroku
    tamtejsze metro z klimatem
    restauracja na balach na stawie w parku
    sztuczne lodowisko
    muzeum poczty
    mrozik
    urodziny prawowitego

    tym razem jeszcze bym do tego dodała łaźnie w hotelu gellert.

    strasznie mi się tam chce.

    …zacznę od snów.

    dzisiaj śnili mi się moi ostatni „kochankowie” albo też ci, którzy mieli ochotę nimi być.
    śnił mi się piękny, który usiłował gdzieś wyjechać jakimś samolotem (boi się latać), ale czegoś nie miał, więc się przez odprawę przeciskał jakimiś dziwnymi sposobami, w wózku takim, co wiecie, do przewożenia brudów w szpitalach służy, a potem nocowaliśmy w jakimś dziwnym miejscu, jakieś łóżka rozkładane na jakimś dziwnym placu, jakby na zewnątrz, przed hotelem, ale jednocześnie wewnątrz.
    a potem przyszła ulewa, i wszystko zmyła, i z A. poszukiwaliśmy pięknego, i pamiętam, że tak straszliwie nie zwracał na mnie uwagi, a ja nie przyzwyczajonam do tego, że ktoś na mnie uwagi nie zwraca, łaziłam za nim i jęczałam misiu, no, misiu
    i nie wiem, skąd tam się pojawiał internetman, któremu dostarczałam co i rusz jego psa, czarnego buldożka francuskiego, którego on w rzeczywistości nie posiada, ale cóż, więc dostarczałam mu tego psa, poruszając się ruchem posuwisto-dupnym po podłodze, bo w jednej ręce trzymałam psa, w drugiej szczynszyla…

    a, i jeszcze piękny ubrany był w gustowną piżamkę jednoczęściową, trochę typu śpioszki, ze stópkami, w pięknym kolorze ciemnobrązowym…

    a przed chwilą przyszedł pan od kosmetyków, nasłany przez pana Agenta Ubezpieczeniowego, no, wyglądowo może być, ale żeby się nim tak zachwycać, jak to pan Agent mówił, to trochę przesada.

    mieszają mi się książki z filmami, i riality-szołami, już nie wiem, co jest z białego oleandra, co z samego życia, co z baru, co z tożsamości bourne’a, a co z mojego chorego umysłu.

    czy pamiętacie taką scenę w Skrzydłach, w której niejaki Antonio mówił, że trzeba uważać na agentów ubezpieczeniowych : znajdą cię, nawet jeśli zmienisz nazwisko i kraj zamieszkania ???
    otóż, chciałam Szanownym Państwu powiedzieć, że to ….
    ŚWIĘTA PRAWDA !!!!

    zupoprzeboje ubezpieczeniowe

    agenta poszczuł na mnie mój szef.
    agent jest kolegą z byłej pracy szefa.
    agent jest człowiekiem miłym.
    (i tu powinien się włączyć brzęczyk !!!!)

    agent wyciągnął ode mnie zeznania w temacie zarobków
    w temacie wydatków
    w temacie przyjaciela kredyta
    i przyjaciela debeta też.

    agent przyszedł z gotowymi rozwiązaniami pod zupę na miarę szytymi, i nawet na jedno z nich zupę namówił.

    w związku z tym agent :
    woził zupę po lekarzach z rana (bo badań jej cza było do ubezpieczenia, a co !!!)
    woził zupę z jej.. mhm… sziusziami (copyright by prawowity) po lekarzach z rana również
    woził zupę do pracy
    woził zupę z pracy
    woził zupę na kursa
    do zupy wydzwaniał
    na wszelkie możliwe telefony
    zupie załatwiał zapachy męskie za pół ceny
    zupie ma załatwić wejście do sklepów dla duplomatów z cenami za pół ceny
    zupie komplementa w temacie jej pięknoty und yntelygęcyi galopującej und sympatyczności niezmierzonej prawił namiętnie i z częstotliwością dużo powyżej średniej ……

    a dziś
    /teatralna cisza/

    nasłał na zupę chłopa z badylem !!!!
    znaczy się, ten tego, z różom, noooo.
    no wzion taki i przylazł zupie do biura, i wręczył badyla, a do badyla karteczka załączona była : na poprawienie humoru

    panie doktorze, czy ja mogę otworzyć lodówkę ?????

    dzień dobry, ja jade do państfo od pani Zupkowska, po lampke, i zapłaczić. i nie wiem, czy zdążą przed piąta. czy mogę prosić czekać ?

    kurde, jestem z niego dumna :-))))

    śniła mi się moja mama.
    nie pamiętam, co mi się śniło, pamiętam, że się jakaś taka mondra i ważna czułam.
    i przyszłam do pracy, i szef mi powiedział, że on ciemno szaro raczej naszą przyszłość w ramach obecnej firmy widzi.
    na szczęście przyszedł profit z dossier bądź swoim szefem.

    czy ma ktoś na zbyciu milion złociszy ? mam świetny biznes w głowie…

    malyswistak.jpg

    dzięks sheila za wynalezienie i ktoto za podesłanie :-)))


    • RSS