dawno temu zupa pracowała w papierochach.

zasadniczo znaczenia dla historii opowiadanej nie ma to żadnego, ale chciałąm, żebyście zobaczyli, żem doświadczona zupa, co to z niejednego pieca już mąkę, czy jakoś tak, no.

w tychże papierochach zupa miała czy koleżanki, z którymi się bliżej czymała.
przynajmniej na początku zupokariery we Wszawie, bo potem to się pomerdało było zdowo, i powychodziło tak, jak powychodziło.
te czy koleżanki to były :
- sekretara prawowitego
- koleżanka z promocji
- koleżanka od opieki nad sekretarami ogólnymi
przez długi czas koleżanka z promocju dysponująca samochodem marki czinkłeczento, czy jakoś tak, podwoziła koleżankę od nadzoru swoją bryką do roboty. a bo po drodze jej było, i już, no. po jakimś czasie jednakowoż koleżanka od nadzoru wyemancypowała się z lekka, i zakupiła sobie bryke marki sejczento. i zaczęła podwozić zupę do roboty, bo teraz tak właśnie po drodze było.
niestety, moment jej wyemancypowania zbiegł się dziwnie w czasie z podziałem grupy na dwa obozy : koleżanka od promocji + sekretara w jednym, no i koleżanka od nadzoru + zupa w drugim.

no ale przecież nie o tym chciałam.
chciałam o kreatywności.

i pewnego pięknego zimowego ranka podjechała koleżanka od nadzoru z koleżanką zupą na podrobotowy, zapchany do granic niemożliwości, parking, na który wcisnąć się mogło jedynie właśnie jakieś sejczento, a i to stając na drzwiczkach od strony pasażera, i wpychając się na jakieś ekstremalnie karkołomne miejsce koleżanka od nadzoru komentowała : bo wiesz, jak tu podjeżdżałam z koleżanką od promocji, to ona mi pokazała kilka takich sztuczek, pitu pitu… i mniej więcej w tym momencie zobaczyłyśmy przez okienka wściekłe oblicze koleżanki od promocji, która okręciła szybkę swego szos krążownika i koleżance od nadzoru zasunęła :
no wiesz, ale mogłabyś się WYKAZAĆ WIĘKSZĄ KREATYWNOŚCIĄ

tej pani już dziękujemy.