zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 10.2002

    szef pojechał : ziuuuuuuu
    zupa pojechała do banku : ziuuuuu… ale już wróciła. pilnować włości.

    faks znowu piszczy. postanowiłam zignorować chama. co mi tu będzie. żarł ten papier i żarł. że co on sobie wyobraża, no ?

    pan przywiózł wodę. z edenu samego ją przywiózł. nawet butlę na dozowniku wymienił. jaki silny pan.

    chodze po biurze, klnę na faks (piszczy, bydlę jedno), robię sobie dziesiątą herbatę. ze swojego pokoju do kuchni przechodzę krokiem marszowym, zarykując się ooo, baj maj seeeelf, dont łona bi, oooł baj maj seeelf enymor !!!!. maszyna do kawy mruga do mnie porozumiewawczo. pluję do kwiatka zdychającego na parapecie kuchennym. ulegam faksowi. w kiblu podczytuję małą księżniczkę.
    chyba rzeczywiście powinnam pójść do lekarza kozetkowego.

    i jeszcze chciałabym powiedzieć, że dziecinnieję.
    Merlin nieoceniony ksiiążki przysłał wreszcie. na co się zupa rzuciła w pierwszej kolejności ? no ??? na co ????
    na MAŁĄ KSIĘŻNICZKĘ, oczywiście.
    już samo jej zamówienie o czymś świadczy, ale pochłanianie jej z oczyma uwielbieniem rozszerzonymI (ach, to tłumaczenie, TO tłumaczenie !!!! – opracowanie redakcyjne na podstawie G. SZYLLINGA, Warszawa 1938 !!!!! POEZJA, panowie i panie, POEZJA !!!) to już chyba jednak perwersja – w moim wieku, takie lektury…

    sen koszmarny o tym, jak to mój szef mówił mi, że jestem do kitu
    Monthy Python po francusku to jednak nie jest to, co zupy lubią najbardziej
    internetman urażony, a może i obrażony,
    zupa zmęczona, i ubiegłorocznymi wspomnieniami przytłoczona (piękny, ach, piękny…)

    optymistycznej notki NIE BĘDZIE

    Znalazłem jak zmienić ustawienie maila na Yahoo, rzeczywiście jest to nieco zakamuflowane, no ale od czego się ma bystrego, miłego, ładnego, cierpliwego
    ( tu miejsce na Twoje własne dopiski)Administratora :-)

    Więc to idzie tak:
    1. Wchodzisz na stronę http://www.yahoogroups.com
    2.Dziabasz na „Sign in!” i się logujesz do systemu ( chyba że przy poprzedniej wizycie zaznaczyłaś zapamiętanie hasła to od razu jesteś zalogowana )
    3 Dziabasz w prawym górnym rogu planszy „Account Info”
    4. Znowu zostaniesz poproszona o login ( ch… wie po co )
    5.Jesteś na stronie „Review My Account Information” no i tu rzeczywiście ciekawostka bo jakos nie widać opcji zmiany maila prawda ? :-)
    6. Dziabasz „Edit your marketing preferences”
    7.Przewijasz tak 2/3 strony i prawie jest to czego szukasz :-) Zachowaj czujność , tu Cie chcą wybzykac ostro!!! Przed dziabnięciem „Update my e-mail address” odznacz te wszytkie radosne propozycje reklamowe powyżej:-)
    8.Dziabnęłaś i… znowu logowanie ( teraz myslisz że ich jednak pojeb…. i masz oczywiście rację :-) )
    9. Teraz wreszcie masz okazje do zmiany adresu lub dopisanie drugiego ( będziesz mogła wybrać potem jeden z nich )
    10.Dziabnij FINISHED
    11.Tiaaaa znowu jesteś na stronie wspomnianej w p.7 ale zobacz że masz teraz nowy adres albo 2 do wyboru
    12. Dziabasz SAVE CHANGES i możesz wierzyć lub nie ale to koniec :-)
    13.Klniesz głośno i soczyście Yahoo wspominając o matkach twórców tego serwisu :-) wyrażając jednocześnie słowa admiracji dla skromnej osoby wspomnianej powyżej :-)

    Miłego dnia Rudzielcu :-)

    Tfuj Osobisty Admin

    to jest cytata z mojego internetmana.

    no bo wiesz, ojciec jest jak kaloryfer : niezbyt inteligentny, i lepiej, żeby nie gadał, ale przydaje się czasami, jak się go odpowiednio wyreguluje

    czy sądzicie, że podniosło to prawowitego w jego ojcoskości ???

    a dziś śniły mi się szczury.
    takie trochę były podobne do szczynszyla, bo miały gęste mięciutkie futerko, w kolorze grafitowym, ale to były szczury.
    i były wszędzie.
    plątały się po całym domu – jakiś dom na wsi – i nawet pod kołrę właziły.
    a ja się ich brzydziłam koszmarnie, ale je łapałam.
    ohyda.

    i to nie był pierwszy raz, kiedy szczury mi się śniły. baaarb… pliiiiz… :-)))

    no

    7 komentarzy

    bo Wy wyglądacie czasem przez okno, nie ?
    i widzicie, co się tam dzieje, nie ?
    i pamiętacie, jak było dziś rano, nie ?
    i wiecie, dlaczego jest jak jest, nie ?
    no…
    no…
    no !!!
    wiecie czy nie ????

    /tupię niecierpliwie odnóżem/

    no co za ludzie.
    nie wiedzom.
    no bo dlatego że albowiem gdyż !!! zupa dziś rano odsłoniła zasłony, i słodkim głosem prawowitemu rzekła : o, dzisiaj jest ładniejsza pogoda, niż wczoraj !
    no to chyba było OCZYWISTE, że musiało lunąć, nieee ???

    …są ludzie, którzy nie czują bólu.
    podobno potrafią sobie odgryźć pół wargi, bo i tak tego nie czują.
    po rozlicznych wizytach dentystycznych powiem Wam, że WCALE mnie to nie dziwi.
    w tej chwili jestem gotowa wybić sobie wszystkie zęby z prawej strony górnej szczęki, wyciąć skórę z twarzy aż do oka i odciąć połowę nosa.
    a to było takie tylko trochę znieczulenie

    dawno temu zupa pracowała w papierochach.

    zasadniczo znaczenia dla historii opowiadanej nie ma to żadnego, ale chciałąm, żebyście zobaczyli, żem doświadczona zupa, co to z niejednego pieca już mąkę, czy jakoś tak, no.

    w tychże papierochach zupa miała czy koleżanki, z którymi się bliżej czymała.
    przynajmniej na początku zupokariery we Wszawie, bo potem to się pomerdało było zdowo, i powychodziło tak, jak powychodziło.
    te czy koleżanki to były :
    - sekretara prawowitego
    - koleżanka z promocji
    - koleżanka od opieki nad sekretarami ogólnymi
    przez długi czas koleżanka z promocju dysponująca samochodem marki czinkłeczento, czy jakoś tak, podwoziła koleżankę od nadzoru swoją bryką do roboty. a bo po drodze jej było, i już, no. po jakimś czasie jednakowoż koleżanka od nadzoru wyemancypowała się z lekka, i zakupiła sobie bryke marki sejczento. i zaczęła podwozić zupę do roboty, bo teraz tak właśnie po drodze było.
    niestety, moment jej wyemancypowania zbiegł się dziwnie w czasie z podziałem grupy na dwa obozy : koleżanka od promocji + sekretara w jednym, no i koleżanka od nadzoru + zupa w drugim.

    no ale przecież nie o tym chciałam.
    chciałam o kreatywności.

    i pewnego pięknego zimowego ranka podjechała koleżanka od nadzoru z koleżanką zupą na podrobotowy, zapchany do granic niemożliwości, parking, na który wcisnąć się mogło jedynie właśnie jakieś sejczento, a i to stając na drzwiczkach od strony pasażera, i wpychając się na jakieś ekstremalnie karkołomne miejsce koleżanka od nadzoru komentowała : bo wiesz, jak tu podjeżdżałam z koleżanką od promocji, to ona mi pokazała kilka takich sztuczek, pitu pitu… i mniej więcej w tym momencie zobaczyłyśmy przez okienka wściekłe oblicze koleżanki od promocji, która okręciła szybkę swego szos krążownika i koleżance od nadzoru zasunęła :
    no wiesz, ale mogłabyś się WYKAZAĆ WIĘKSZĄ KREATYWNOŚCIĄ

    tej pani już dziękujemy.

    od stu lat – a przynajmniej od trzeciego roku studiów, od kiedy to zupa z Tysią zamieszkała – zupa nabrała gustownego zwyczaju mówienia o wszystkich per stefan.

    wicie – rozumicie, coś w stylu : i ten stefan mi powiedział, albo (mrucząc pod nosem do jakiejś panienki z okienka) : no, stefania, ruchy, ruchy !!!
    do tego stopnia, że nawet o prawowitym w niektórych prywatnych rozmowach mówiłam per stefan, nie tak, jak mam to w zwyczaju żabka, i że nawet pisze to już z małej litery.

    ludzie czasami reagują dziwnym niezrozumieniem na te zupowe obyczaje, ale jakiegoś większego przypału nie było.

    przynajmniej – nie do niedawna.

    nie tak dawno, albowiem, zupa miała jazdy na samochodzie marki Punto. jazdy odbywały się z panem, którego znałam jeno po nazwisku. pan był młody, i w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś mógłby dać mu tak…. TAK !!!!! na imię.

    niestety, dzieją się na świecie rzeczy, o których się nie śniło filozofom, o czym przekonało się zupsko kilka tygodni temu, kiedy to z wrodzoną sobie delikatnością wycofując się z parkingu zapodała do nadjężdzających gromadnie – OCZYWIŚCIE AKURAT WTEDY – z tyłu samochodów no, stefan, ruszaj d…
    pan instruktor spojrzał się na zupę dziwnie a wie pani, jak ja mam na imię ?
    zupa, trawiona niejasnym przeczuciem, odparła inteligentnie nie, no skąd niby ?
    na co pan instruktor wyjmnął listę ze swoim rozkładem jazd na dany dzień i pokazał. pokazał, a tam jak WÓŁ literami stało Stefan.

    czerwień zupy twarzy dorównała czerwieni zupy włosów. gęsto się tłumaczyć poczęła, co – jak zwykle – tylko pogorszyło sprawę.

    ale zupełnie sobie chyba zupa przesrała sprawę, kiedy na jego polecenie no, to teraz pojedziemy w lewo z dzikim spojrzeniem spode łba zupa odpowiedziała stefan każe – zupa musi….


    • RSS