zupka blog

    Nas troje czyli zgnilizna moralna

    Wpisy z okresu: 2.2002

    a dziś poczyniłam pierwsze kroki w kierunku namowienia Big Bossa na zakup glajta z napędem i logo firmowym. że niby reklama.
    i że niby na tych zawodach branżowych w przyszłym roku to on z prawowitym będą śmigać narciarsko, a ja ich będę z wyżyn firmmowego glajta dopingować…

    może mi się humor poprawi bez opier… nikogo ?
    to by był cud :-)))))

    i zupa nie wyżyła się na panu ze sławetnego sklepu Lapayre, bo oczywiście najlepsza riposta przyszła do jej małego móżdżka post factum, i w związku z tym zupa jest sfrutrowana, i w związku z tym…. proszę zachować kije do kontroli !!! :-)))

    niektórzy (vide lumpiata) jak jest im źle, chcą, by ich przytulono.

    zupa, jak jest jej źle, pluje jadem, i zmywa go basenową wodą w samotności.
    i lepiej jej wtedy NIE DOTYKAĆ !!!!

    he, to że jak ? warszawianka ???

    dostałam majla.
    i jestem pod majla wrażeniem.
    i dziękuję tajemniczemu mm za tegoż majla.
    a różne blogowredoty i blogozazdrośnice informuję, że oto mam oficjalnego blogowielbiciela i zupomaniaka, typową niewidzialną rękę :-)))) która pomoże mi nadać nowy wymiar zupoprodukcjom :-))))
    hehehe, zazdrośćcie mi :-)))))))

    ***************

    aha, i oficjalnie ogłaszam spożywanie zupy pomidorowej w wersji słodkiej niesmacznym, coby nie powiedzieć : obrzydliwym, i niniejszym przyłączam się do femmowego i sheilowego a fuj !!!!! :-))))

    a, i jeszcze jedno : buty :-))))

    no więc wyszłam wczoraj z biura z mocnym postanowieniem użyźnienia ziemi pod stokrotkami.
    po drodze zajrzałam do empiku, sprawdzić, czy nie ma już czasem ulubionej gazety prawowitego.
    gazety nie było.

    gdzieś na tych trzech metrach między wejściem do empiku a stojakiem z zagramanicznymi dziennikami stwierdziłam, że zasadniczo stokrotki mogą jeszcze jeden dzień poczekać, ja natomiast nie mogę dłużej chodzić w takich butach, bo kto to widział biznesłoman w butach z obdrapanymi noskami.

    w związku z tym wieczór zakończyłam otulona w mięciuteńką i qr… drogą bluzę dkny…

    kłiz na dziś :
    - czy zupa zapłaci za stokrotki ???
    - czy zupa dokona zakupu obuwia wiosennego ?

    podpowiedź : zupa jest vqrviona dziś :-))))

    prawowity opowiadał wczoraj, jak komentator przeżywał w telewizorni zwycięstwo żab w czymś tam.
    opowiadanie było długie dość, i nic nie wnosiło, więc oszczędzę go sobie, natomiast podobała mi się pointa.

    oddajemy głos prawowitemu : i wtedy on zaczął krzyczeć, płacząc niemal : „Francuzi na pierwszym i drugim miejscu !!!! trzydzieści cztery lata na to czekaliśmy !!!! niesamowite !!!! trzydzieści cztery lata !!!!”

    a najgorsze jest to, że ja pamiętam tamto zwycięstwo!!!! podsumował po chwili ciszy :-)))))

    a może by tak dziś
    a może by tak dziś
    ….
    za komórę zapłacić iść ????

    nakarmić stokrotki
    co zdechły jak kotki
    gdy zupy natchnienie
    przeszło w zapomnienie

    a potem……
    …….przyszło upomnienie…

    Czytalam ostatnio w dosc starej Polityce (z 26 stycznia) artykul o zastosowaniu spadochronow do ewakuowania ludzi z wysokich pieter budynkow w sytuacjach tak ekstremanych, jak atak na WTC z 11 wrzesnia 2001. I zasadniczo by mi to splynelo, I na pewno bym o tym nie wspominala tutaj, gdyby nie to, za tekst byl ilustrowany zdjeciem…. glajta. A glajty, to….

    Na Zarze, w szkole szybowcowej, po lewej stronie od wejscia, niemal na przeciwko recepcji, a w kazdym razie na pewno na przeciwko tego korytarzyka, w ktorym zawsze wynajmowalam pokoj, wisial – zapewne ciagle wisi – telewizor. Na takim specjalnym telewizornym wysiegniku wisi.

    W tym telewizorze nie da sie ogladac ani mtv, ani eurosportu, ani nawet naszych zwyklych wiadomosci, czy faktow.

    Dla kazdego „nowego” na Zarze to, co mozna w tym telewizorze obejrzec to jakies dziwne, nic niemowiace kolorki, ktore sie przesuwaja, troche zmieniaja. Taki swego rodzaju kalejdoskop, jak te, ktore kupowalo sie w papierniach w starym stylu, kioskach ruchu czy na odpustach. Iles tam elementow, ktore sie przesuwaja, ukladaja w nowe wzorki, tyle samo warte, tak samo ladne, i tak samo nic nie mowia, jak te poprzednie.

    A jednak codziennie rano pod tym telewizorem gromadza sie wszyscy, ktorzy tam nocuja, i ci, ktorzy nie nocuja, tez. Ten odbiornik przyciaga z rownie wielka sila, jak skoki Malysza, i wzbudza podobne do tych prowokowanych przez malyszoskoki, emocje. To pudeleczko – nie pierwszej juz chyba mlodosci – sciaga na siebie w kazdym sezonie setki spojrzen, przyciaga jak magnes, daje temat do wielu dyskusji z ludzmi, z ktorym normalnie nie mialoby sie o czym rozmawiac.

    I dosc szybko kazdy nowy orientuje sie, co sie na tym ekraniku dzieje.

    Kazdy w tempie ekspresowym przypomina sobie lekcje geografii z podstawowki, zarysy kontynentu europejskiego, bieg pasm gorskich.

    Kazdy bardzo szybko uswiadamia sobie, ze nastepny dzien zalezy od tego, czy ta biala wata przesunie sie bardziej w prawo, czy tez bedzie mila, i zostanie, tam, gdzie jest. Bo ta wata, jesli jest gesta, i szarawa, oznacza deszcz.

    Kazdego dnia, ktorego ta wata zostaje przesuwa sie bardziej w prawo, i przeslania swiat, pod tym telewizorkiem wlasnie koncentruje sie zycie towrzyskie. Kazdego takiego dnia toczy sie walka „kto pierwszy ten lepszy” o dwa fotele w gierkowskim stylu, wokol ktorych stawia sie wianuszek ogrodowych czerwonych plastikowych krzeselek. Bo wszyscy przychodza tam, by obserwowac ruchy waty na pomaranczowo czerwonym tle. Te ruchy, ktore normalnie przeplywaja nam niezauwazone przed oczyma, gdy ogladamy pogode w normalnej telewizji, tutaj nabieraja nowego sensu, zyskuja nowy wymiar.

    Wszystko ma swoje znaczenie : kolor waty, szybkosc jej przesuwania sie, kierunek. Czy ona idzie bardziej w gore, czy bardziej w poziomie ? a moze jednak troche w dol ? a moze w ogole sie nie przesuwa, tylko klebi w miejscu ?

    Kazdego watowego dnia, ten monotonny program jest chyba jednym z najbardziej komentowanych programow w Polsce.

    Kazdego dnia to pudeleczko przyciaga setki ciekawskich spojrzen, jak niezla laska na ulicy, przystojny facet, czy zarabisty samochod.

    Jeden maly telewizorek na Zarze….

    Grzegorz…..

    Grzegorz jest jednym z moich obecnych zawodowych idoli. W tej chwili robi za mojego wykladowce w szkole, w ktorej sie ucze. A ucze sie – jak polowa swiata teraz, bo to modne – PRu :-)

    No wiec Grzegorz.
    Grzegorz oprocz tego, ze wyklada w tej szkole, jest jak najbardziej PRowym praktykiem, wspolwlascicielem agencji PR, i jednym z nielicznych naprawde sensownych, majacych cos do powiedzenia i przychodzacych przygotowanym na zajecia wykladowcow.
    Mialam juz wczesniej okazje zetknac sie z Grzegorzem, przy okazji pracy w fajkach, kiedy to w piec minut i w trzech zdaniach rozwiazal problem, na ktorego temat klocili sie PRowcy (+ usilujaca oczywiscie wtracic swe piec groszy zupa :-)))) kilku sporych firm tego sektora w Polsce.
    Zaznaczam, ze te piec minut obejmowalo rowniez wyluszczenie – w dosc burzliwy, chaotyczny i przeplatany zawoalowanymi pogrozkami, bo kryzys w jakis sposob wiazal sie z taze agencja PR i nasza z nia wspolprca – problemu.
    Pamietam, ze odpadlam wtedy zupelnie. Bylam pod takim wrazeniem, jak wtedy, kiedy zaczynalam w fajkach pracowac, i mialam za szefa najgenialniejszego czlowieka, jakiego udalo mi sie kiedykolwiek w zyciu spotkac, co – niestety – nie znaczy, ze najlatwiejszego w zawodowym pozyciu.

    Grzegorz ma to do siebie, ze przy calej swojej fachowosci i profesjonalizmie, jest niezlym luzakiem.
    Moja grupa byla zalamana tym, ze bedziemy miec z nim zajecia, bo nie sprawil najlepszego wrazenia, kiedy prezentowal swoj przedmiot na pierwszej sesji, kiedy wybieralismy, jakie zajecia bedziemy chcieli miec.
    No coz, zasadniczo trudno sie dziwic. Wszyscy wykladowcy przytuptali odwaleni, jak szczury na otwarcie kanalu, a on pojawil sie w jakichs bojowach, czy czyms w tym stylu i pomaranczowej bluzie (chyba bardzo ja lubi :-)))) ). Siedli sobie (bo byl z wspolwlascicielka i jednoczesnie wspolpracowniczka) naprzeciwko nas, i zamiast czarowac, jak pan cienias z Krakowa powiedzieli po prostu, co soba reprezentuja, i co nam zaprezentuja.

    Poza tym na przyklad, Grzegorz nie pojawil sie na poprzednich zajeciach, bo w ramach Malyszomanii zapomnial (zdarzylo mu sie to podobno pierwszy raz w zyciu) o nich po prostu, i pojechal do Zakopca, zeby drzec morde i gwizdac wraz z tlumem :-)))) do czego przyznal sie z pewnym zazenowaniem :-)

    Grzegorz pojawil sie w sobote na zajeciach skruszony caly i gotow zaakceptowac najwyzszy wymiar kary, z naszych rak :-))
    W zwiazku z tym jednak bede miala dlugi majowy weekend, a zajecia z Grzesiem odbeda sie weekend wczesniej, w… moim biurze :-)))

    Ale zasadniczo nie o tym chcialam.
    Chcialam napisac alegorie, jaka wymyslil kiedys Grzegorz, a nam zapodal w sobote, alegorie wyjasniajaca roznice miedzy reklama a public relations.

    ALEGORIA

    Bylo sobie dwoch braci, blizniakow, wiec bardzo podobnych do siebie, z ktorych jeden studikowal reklame, a drugi public relations, nazwijmy ich Pawel i Piotr, ktorym spodobala sie ta sama panienka, nazwijmy ja, Karolina, i powiedzmy, ze byla sudentka polonistyki.
    Pawel jako wzorowy student reklamy zrobil profesjonalny research nt. w/w panienki i dowiedzial sie, co nastepuje :
    Panienka lubi Cortazara
    Panienka lubi wysokich facetow (on raczej wzrostowo bez przegiecia – jakies 175 cm, ona – ze 170)
    Panienka lubi francuska kuchnie
    Panienka lubi teatr
    Panienka lubi, jak facet jest zadbany, czysty i dosc elegancki (wiecie, marynarka, te rzeczy)

    W zwiazku z tymi informacjami, Pawel – wzorowy student reklamy, przypominam – wymienil cala garderobe na nowa, marynarki, porzadne spodnie, koszule, buty na obcasie i z podwyzszajaca wkladka, niezla woda kolonska. Przeczytal kilka ksiazek Cortazara, kupil bilety na premiere w Powszechnym, i zarezerwowal stolik w Bistrot de Paris.

    W dniu zero podszedl do Karoliny, ktora juz zwrocila na niego uwage, no bo sie plata, poza tym kolezanki doniosly, ze dopytuje, i powiedzial wiesz, a moze poszlabys ze mna dzies do teatru, mam dwa bilety na premiere w Powszechnym, na to i to, co o tym myslisz ?
    Panienka oszolomiona – no bo on caly taki piekny i pachnacy, no i te wkladki podwyzszajace, i swiezo po fryzjerze – zapytala tylko kiedy ?
    no dzis
    to super, przyjedz po mnie itp, itd
    Pawel podjechal wypucowanym samochodzikiem, zapakowal do niego z wdziekiem Karoline, i juz w drodze zaczal intelektualna rozmowe w stylu a wiesz, czytalem ostatnio po raz trzeci Gre w klasy, i…, panienka cala zachwycona, mysli se bOsH, ideal, potem polecial caly schemacik teatr – knajpa – romantyczny spacer po Starym Miescie, odwozka do chaty.
    Cala noc Pawel nie mogl spac, myslal o Karolinie, i stwierdzil, ze sie w niej zakochal, i chce sie z nia ozenic. Nie zwlekajac, potuptal do niej na wydzial z samego rana, dorwal ja przed wykladem z teorii literatury, i sie oswiadczyl.
    A co, szybki byl.

    Karolina – przezorna dziewuszka – powiedziala wiesz, ja to sie musze zastanowic
    Zastanawiala sie przez caly wyklad z teorii, i kilka innych jeszcze, i przez cale cwiczenia z literatury polskiej romantycznej, a wieczorem poszla do tatusia wiesz, tato, Pawel mi sie oswiadczyl
    Pawel ? ten przylizany dupek ??? a ty zauwazylas, ze on na obcasach chodzi ??? corcia, daj se z nim spokoj !
    no i sobie Karolinka dala spokoj, o czym niezwlocznie poinformowala Pawelka.

    W tym samym czasie, kiedy Pawel robil swoj research, zupelnie niezaleznie, no bo rywalizacja, swoj research wykonal rowniez jego brat blizniak, Piotr, przypominam, wzorowy student PR.
    Piotr oprocz pytan standardowych, zadanych juz oczywiscie przez wzorowego studenta reklamy, jego rodzonego brata blizniaka, Pawla, zreszta, zadal kolezankom Karoliny tylko jedno a kto ma na nia najwiekszy wplyw ? no i sie dowiedzial jak to kto ? jej stary !

    Ta rewelacja zadecydowala o piotrowej strategii podrywania Karoliny.

    Piotr dowiedzial sie – z sobie jedynie wiadomych zrodel – ze ojciec Karoliny jest maniakiem starych motocykli, przypuscil pierwszy atak na ojca : kupil za grosze starego Junaka, odnowil go z kumplem, wskoczyl w skore i dzinsy, i uderzyl precyzyjnie i z cala premedytacja w momencie, kiedy Karolinki nie bylo w domu.
    dzien dobry, czy jest Karolina ?
    nie, wyszla
    o, to szkoda, bo wie pan, wlasnie odremontowalem mojego staruszka, i chcialem jej go pokazac i wskazal ruchem glowy na stojacego przed furtka junola.
    ooooo, to niech mi go pan pokaze, ja uwielbiam i inne tam pitu pitu chlastu chlastu w ten desen.
    W czasie, kiedy Pawelek przezywal juz splawienie, Piotr w najlepsze bajerowal Karolnki tatusia. A to mu pomogl przy jego skladaku, a to razem pojechali na zlot do Lublina, takie klocki.

    Po paru tygodniach staran, Piotrus uderzyl bezposrednio do wybranki swego serca.
    Schemat taki sam : wkladki w butach (no bo 175cm), marynareczka, czyste spodnie, pomada i woda kolonska marki Borsalino, wypucowany samochodzik, Cortazar, teatr, knajpa francuska, i ten sam problem : wzial, i sie chlopina porzadnie zakochal !
    A poniewaz nie na darmo byl blizniakiem swojego brata, od razu na drugi dzien rano sie oswiadczyl. Karolina poprosila o czas do namyslu, i podreptala do tatusia tatusiu, wiesz, Piotr mi sie oswiadczyl
    Piotr ???? oooooo, to jest naprawde swietny facet !!!

    …..i zyli dlugo i szczesliwie, a ja dziekuje Grzegorzowi Sz. za nauki :-)))))

    …a najzabawniejsze jest to, ze, w zwiazku z tym, ze T. spal w pokoju z komputerem, pisalam to w zeszycie, w ktorym robilam notatki z kursu na L :-)

    a my we troje mamy jednak zdrowo najebane na tle glajtow.
    Glownym tematem rozmow byly skrzydla – uprzeze – zapasy – kaski – radia – variometry – napedy…
    Nawet w Chianti, zamiast rozkoszowac sie kuchnia I otoczeniem dyskutowalismy nt. przydatnosci variometru w przypadku latania z napedem :-))))

    Kocham ich. Kocham ich wszystkich trzech razem wzietych. no, wlasciwie czterech, bo prawowitego tez. Meski harem, marzenie moje…:-))))))))))

    Wiosne raz prosze !!!


    • RSS