twój mail

piątkowy pad


chyba się Wam nie chwaliłam, ale tak jakby prawie mam Brigitte Bardot w rodzinie.
tak się składa, że jest ona przyrodnią siostrą matki stryjecznego brata Nowego.
i Nowy nawet z nią kiedyś śniadanie jadł !!!
(no dobrze, miał wtedy z 9 lat, ale ktobytamwchodziłwdetale, nie)
brat stryjeczny to bardzo fajny facet, równie wredny, jak ja, więc sami rozumiecie. nazywa się dość banalnie - powiedzmy, Jean Dupont.
Jean ma dość radykalne poglądy - zarówno polityczne (na szczęście we Fr. o politce w towarzystwie się nie rozmawia, bo byśmy się odlubili), jak i ekologiczne - idzie chłopak śladem przyrodniej ciotki, najwyraźniej.
Jean ma dwoje dzieci, z których jedno uwielbia, a drugiego nie znosi, oraz dwa psy - za przykładem sławnej przyrodniej ciotki adoptowane w celu ratunku przed uśpieniem (on mówi "eutanazją").
Jean ma swoją firmę, która całkiem nieźle prosperuje. konsulterką się zajmuje, ale ma czas, by dodawać dziennie z 10 postów na fejsbuku.
Jeanowi jednak najwyraźniej to nie wystarcza, Jean chce czegoś więcej. Jean chce być znany i lubiany. Jean chce być rozpoznawany. Jean chce kariery większej, niż ta w konsulterce. podejrzenie mam, że Jean CHCE BYĆ SŁAWNY.
Jean albowiem dorzucił do swojego - banalnego wszak dość - nazwiska, drugi człon.
od niedawna - na razie tylko na fejsbuku, ale wszystko jeszcze przed nami - Jean nazywa się - Dupont-BARDOT.
kurtyna, proszę państwa.

zupka 2012-05-25 11:42:34
skomentuj (4)


mój budyń i ja



jednak dzieci są fajne.
własne, w sensie.
taki Kudłaty, na ten przykład, zobaczył dziś na okładce Paris Matcha zdjęcie księcia Williama i Kate Middleton i wypalił "Papa ! Maman !"
(kij, że - moim zdaniem - ta Kaśka brzydka jak noc i w dodatku brunetka. ale za to 8 lat młodsza !) (poza tym on to robi z niemal każdą modelką w gazecie)
(a ile Willie jest młodszy od Nowego - i w dodatku blondyn - to w ogóle nie wspomnę)

(chwilo, trwaj, chciałoby się powiedzieć. jaka szkoda, że kiedyś z tego wyrośnie)


zupka 2012-05-03 21:48:22
skomentuj (7)
no panie


oglądam se debatę Sarko - Holandia w telewizorni, nie.
mam butelkę cotes du rhone, słoik taramy i świeżą bagietę, myślałam, że jakoś to zdzierżę. a nawet ździerżę może.
ale właśnie Sarko powiedział, że, jego zdaniem, "każdy wkraczający na terytorium Francji, mający powyżej 16 lat, powinien przechodzić egzamin językowy oraz egzamin z zakresu podstawowych wartości republiki". no i teraz nie wiem. iść po kolejną butelkę ? bo gdzie ja teraz świeżą bagietkę znajdę ?
a tak szczerze mówiąc, ten obóz generalnie ma problem z rzeczywistością. parę tygodni temu oglądałam sobie na canaleplus Thierry Ardissona, którego jeden gość (z Le Figaro, chyba), twierdził, że we Francji nie ma dyskryminacji ze względu na narodowość, kolor skóry i płeć. tak sobie z Nowym stwierdziliśmy, że my chyba z tym panem to w równoległych światach żyjemy.
(pan, gwoli wyjaśnienia, był spod wezwania NS)

w temacie Nowego. jako, że jest ojcem mojego już dwuipółletniego dziecka, to chyba przydałoby mu się zmienić nicka. tylko pomysłu mi brak.

w temacie dwuipółletniego dziecka.
tak, zawsze chciałam mieć synka.
nie, nigdy nikt mnie nie uprzedził, że - oprócz kompleksu Edypa - wiąże się to z
* wystawaniem pod drzwiami parkingów podziemnych. wyczekiwaniem, aż wyjedzie stamtąd samochód. aż otworzy się brama. albo szlaban.
* zwiedzaniem wszystkich okolicznych parkingów naziemnych. i dokładnym oglądaniem każdego zaparkowanego na nich samochodu.
(w temacie parkingów w szóstej dzielnicy jestem nie do pobicia)
* obmacywaniem każdej mijanej, zaparkowanej wzdłuż przemierzanej akurat ulicy, bryki.
* kładzeniem się spać z : wywrotką, pomocą drogową i karetką pogotowia ratunkowego, w specjalnej opcji : z ciężarówką, pomocą i karetką.
(ja nie wiem, jak on jeszcze znajduje w tym łóżku miejsce dla siebie, naprawdę)
* oglądaniem, naprzemiennie, Aut (po polsku) z Martin se la raconte (po francusku)
* akceptowaniem ubierania się jedynie w t-shirty z samochodami
* itp, itd.

a ja, głupia, byłam kiedyś przekonana, że wszystko to kwestia wychowania.

zupka 2012-05-03 00:20:49
skomentuj (10)
un jour, j'achetai une momie


trzy lata temu mieliśmy z Nowym taki plan : tygodniowa przechadzka po pustyni ze spaniem pod gwiazdami.
pamiętam, że opis wyprawy przyprawił mnie o dziki chichot, w ostatnim punkcie zawarta była bowiem informacja "możliwość wzięcia prysznica przed odlotem".
ja, która przysznicuję się średnio dwa razy dziennie, hahaha, i myję włosy w najgorszym wypadku co drugi dzień, hahaha - kwiczałam sobie radośnie nad biurkiem. i wybierałam odpowiednie obuwie na "spacerek".
wszyscy wszak wiedzą, że odpowiedni but to podstawa, nespa.
a potem się okazało, że w jedynym możliwym dla mnie terminie on biegnie maraton paryski, a w kolejnym - już przepraw nie organizują, bo za gorąco.
byłam niepocieszona.
(no dobrze, potem się okazało, że nie ma tego złego, albowiem Kudłaty był już w drodze.)

a przypomniało mi się to wszystko dzisiaj, gdy - korzystając z żłobkowania w/w Kudłatego - poszliśmy obejrzeć wystawę eksponatów przywiezionych przez niejakiego Emile Guimet z Egiptu.
trzeba wrócić do tego pomysłu. za jakieś, dajmy na to, osiem lat ?

a tymczasem udało nam się wreszcie sPACSować.
i niby niczego to między nami nie zmieniło, a jednak.
jest dobrze, a nawet jeszcze lepiej.

(jeszcze tylko żeby robotę znaleźć)

zupka 2012-04-12 00:56:43
skomentuj (8)
la patrouille des elephants


z samego dziś rana, w doskonałym humorze będąwszy, zanucił Kudłaty początek piosenki słoni z "Księgi dżungli". zanucił tak, że ROZPOZNALIŚMY melodię. spojrzeliśmy na siebie znacząco w łazienkowym lustrze - UMIE ŚPIEWAĆ !!!
wniosek nasuwa się sam : TO NIE NASZE DZIECKO.

zupka 2012-03-08 15:45:49
skomentuj (7)
jezu jak się cieszę



z tych króciutkich wskrzeszeń

odprowadziłam dziś Kudłacza do żłobka (do którego chadza już drugi tydzień)
założył kapcie, zrobił mi "pa-pa" i zamknął za mną drzwi. 
zbieranie z podłogi opadniętej szczęki zabrało mi trochę czasu. 

jak tak, to w przyszłym tygodniu zostajesz na sjestę, gagatku 


(boże, boże !!! co ja zrobię z tym całym nagle uzyskanym wolnym czasem ???)


 

zupka 2012-02-24 14:22:14
skomentuj (4)
stary dobry...


wkurw zawitał wczoraj w me progi. dawno go tu nie widzieli byli, cholera.
zadzwoniła albowiem do mnie panna : "aplikowała pani o pracę w firmie LdL, chcemy panią zaprosić na rozmowę".
"bajka, pomyślałąm sobie, byłam przekonana, że się nie odezwą, wziąwszy pod uwagę, że aplikowałam w grudniu. a może nawet w listopadzie".
a potem panna wyjechała z miejscem spotkania, i tu niestety mię szlag czasł był. PARYŻ.
stanowisko w Lyonie, firma z L w nazwie, ale miejsce spotkania - Paryżewo.
i żebym jeszcze miała jakieś szanse na dostanie tej roboty, to dobra, niech będzie, zainwestuję to 160 ełro w TGV.
ale tak się składa, że na moje oko szanse mam takie dość zerowe, za to mnóstwo pomysłów na to, jak wykorzystać 160 eur.
zatem chodzę i mam wkurwa.
jechać - nie jechać ?
z jednej strony - kasy mi szkoda.
z drugiej - a może jednak ? a nuż nurzyk ? nie mogę/mam ochoty sobie pozwolić na przegapienie okazji.
i taka zagwozdka.


poza tym Kudłaty przeżywa od poniedziałku adaptację żłobianą, dziś pierwszy raz został w żłobku sam na godzinę.
wszyscy przeżyli, eksperyment zostanie powtórzony w dniu jutrzejszym.
tak, to jest plus Fr - żłoby są bardziej luckie.

zupka 2012-02-15 15:33:19
skomentuj (8)
ślimak ślimak pokaż rogi


jakiś czas temu otrzymałam od naszego Rządu, reprezentowanego przez NFZ oraz Ministerstwo Zdrowia, zaproszenie na bezpłatne badanie cytologiczne. w ramach, rozumiecie, Populacyjnego Programu Profilaktyki i Wczesnego Wykrywania Raka Szyjki Macicy. wzruszyłam się normalnie. jak ten rząd o nas dba, wzdech. zaproszenie na badanie mi wysyła, wzdech. bezpłatne w dodatku, wzdech.
to gdzie to badanie, wzdech ? (wszak adres zameldowania mam niedaleko szpitala na Banacha, wzdech)
a W RADOMIU, pani ! wzdech
ależ ten rząd o nas dba, pani...

poza tym w dniu dzisiejszym w moim mieście spadł śnieg.
Kudłaty jak wryty stanął przed oknem tarasowym i zamiast wpaść w zachwyt dał wyraz swojemu zdumionemu oburzeniu : "oh, non ! oh, non ! oh non !!!" taras albowiem wyglądał tak :



no, może było trochę jaśniej.
a potem zagęściłam ruchy i wyprowadziłam nas na spacer, i tu już było szaleństwo i przemoczone buty. czas zainwestować w porządne śniegowce dla Kudłatego.

a propos Kudłatego : od wczoraj chłopak potrafi wydmuchać nos oraz spleść ręce. i bardzo jest z siebie z tego powodu dumny.
poza tym Nowy zamówił mu w fabrykie gigant-książkę z rysunkami różnych przedmiotów i zwierząt, wiecie, coby się uczył, i coby sprawdzać, czy słowa zna.
i tak, na przykład, na stronie salon jest rysunek telewizora plazmowego, telefonu bezprzewodowego, a tuż obok - radia z lat 50.
a w zwierzętach jest krokodyl, krab i krewetka, ale za to - nie ma krowy. a pies wygląda jak rozdeptany kapeć.
w środkach transportu (???) jest rakieta i samolot służacy do gaszenia pożarów, ale za to nie ma - straży pożarnej.
w zabawkach jest bączek (kiedy ostatni raz widzieliście BĄCZKA ??? bo ja chyba jak byłam dzieckiem. moja 11 lat młodsza siostra już czegoś takiego nie posiadała), ale za to nie ma klocków typu Lego.
tak wiem, jestem UPIERDLIWA ORAZ SIĘ CZEPIAM. grunt, że Kudłaty lubi.
(ale tak poza tym, to to jest naprawdę fajna sprawa, i Kudłaty bardzo był z siebie dumny, jak zidentyfikował helikopter, a ja byłam w szoku, jak zidentyfikował muchę) (tak, nadal mam budyń)

a poza tym wypopżyczyłam sobie ostatnio i przeczytałam z uwagą książkę taką o wychowywaniu dzieci. i zdecydowanie polecam rodzicom maluchów. mnie dobrze zrobiła - ale może dlatego, że potwierdziła moje opinie ?

zupka 2012-01-31 15:55:52
skomentuj (5)
michałki


pewnego pięknego dnia, gdy Kudłaty Potwornicki (tak, dorobił się chłopak absolutnie własnego nazwiska) wykańczał mi ostatnią paczkę zachomikowanych michałków, wysłałam siostrze smsa treści następującej : "do następnej paczki dorzuć mi michałki. DUŻO michałków."
w ramach prezentu urodzinowego dostałam od niej paczkę. DWA I PÓŁ KILO MICHAŁKÓW oraz kartkę "czy to jest DUŻO michałków ???"
fajna jednak ta moja siostra

pozostając w rodzinnych tematach.
wykonałam w internecie album zdjęciowy "Kudłaty Potwornicki 1 - 2 lata".
(uwaga, reklama : polecam www.tictacphoto.com, zdecydowanie polecam)
bo wiecie - robi człowiek tony cyfrowych zdjęć, wrzuca ich w komputer, i tyle widzieli. to ja postanowiłam COŚ z nimi zrobić.
zrobiłam album dla nas, oraz - znajcie moje dobre serce - dla matkimojej. album wyszedł zajefajny, zatem bez wstydu żadnego wysłałam rodzinie na gwiazdkę.
tuż po świętach otrzymałam telefon od matkirodzicielki
"dostaliśmy album, świetny jest, dziękuję bardzo ! ale dlaczego nie ma w nim zdjęć zdzichy i chomika* ??? są zdjęcia kuzynostwa ze strony Nowego, syna Siostry, a zdzichy i chomika nie ma !"
"no, widocznie nie bawili się z moim dzieckiem" - odparłam, i uznałam temat za zamknięty.
jak zwykle - do czasu.
w sylwestrową noc zadzwoniła albowiem siostra :
"a wiesz, że się dziś pokłóciłam z mamą o Twój album ? stwierdziła, że powinnaś się bardziej wysilić, i zrobić zdjęcia zdzisze i chomikowi jak tu byłaś, że nie powinnyśmy ich tak traktować, że moich zdjęć jest pełno, a ich żadnego itp., itd..."
trochę się zagotowałam byłam tak jakby. wysyłam matce zdjęcia MOJEGO dziecka, a jedyne, co ona widzi, to, że w albumie nie ma zdjęć potomstwa mojego brata ??? którego córka, w dodatku, bawiła się głównie w wyrywanie zabawek Kudłatemu, a pięciomiesięczny syn spędzał czas podpięty do dojarki ?
dobrota przeszła mi jak ręką odjął na lat parę.
no, chyba, że mam jak Pru i okaże się nagle, że pamięć mam rybki, i za rok popełnię ten sam błąd.
ale wtedy licze na Was, że stukniecie mnie odpowiednio mocno w tego wielkiego pryszcza, co go mam na końcu szyi. mać.


*gówniarstwo mojego brata.

zupka 2012-01-23 22:44:38
skomentuj (3)
poniedziałek


czasami od przybytku głowa boli.
zwłaszcza, jeśli jest to przybytek językowy, a posiadacz onego ma całe dwa lata oraz dwa miesiące.
gubi się wtedy, biedak, i plącze dokonując koniecznych wyborów.
czasami powoduje również dość, mhm... ciekawe sytuacje.
Kudłaty nauczył się otóż, że "pa-pa" to nasze polskie machnięcie na pożegnanie.
tak się składa, niestety, że w kraju, w którym przyszło mieszkać "papa" to "tata" - mina faceta na poczcie czulącego się do swojej wybranki, któremu Kudłacz na pożegnanie pomachał z efektem dźwiękowym - BEZCENNA.
"tata" natomiast po francusku - to "ciocia".
i bądź tu, dwulatku, mądry, i pisz wiersze.
albo mów, chociażby.
w związku z tym Kudłaty uprościł sobie życie : wszyscy są MAMA.
ja jestem mama, Nowy jest mama, sąsiadka (matka jego "narzeczonej") też jest mama.
no co - w końcu wszystkie dzieci nasze są, czyż nie ?
czasami trzeba tylko doprecyzować "chcesz, żebym cię ubrała ja, czy druga mama ?"

to buźka temu Państwu

zupka 2012-01-09 14:30:26
skomentuj (4)